Klejnot
Witajcie ;)
Z góry uprzedzam: ten wpis będzie inny od poprzednich recenzji, a
to dlatego, że w przypadku tamtych książek byłam świeżo po lekturze, natomiast
tutaj od przeczytania minęło już… huhuhuuu! Klejnot czytałam
niedługo po jego premierze w Polsce, czyli blisko rok temu (jak ten
czas szybko leci!). Tak więc nie jestem
w stanie przytoczyć wam wielu szczegółowych spostrzeżeń.
Jednak spotkałam się
z wieloma komentarzami, że planujecie przeczytać właśnie tę powieść pióra pani
Ewing, więc uznałam, ze może warto powiedzieć o
niej kilka słów ;).
A więc do dzieła!
Najpierw trochę
o fabule i o tym co, jak i dlaczego. Akcja toczy się w Samotnym Mieście, czyli państwie-mieście
otoczonym ze wszystkich stron oceanem. Jest ono podzielone na 5 pierścieni, każdy z nich to odmienna dzielnica.
W centrum znajduje się Klejnot, zamieszkany
przez najbogatszych, czyli arystokrację. Im dalej od środka Samotnego
Miasta, tym robi się biedniej. Pierścień
najbliższy murowi odgradzającemu ląd od morza nosi uroczą nazwę Bagno.
Tutaj mieszkają najbiedniejsi z mieszkańców Samotnego Miasta. I to wśród
mieszkanek Bagna co roku odnajdywane są dziewczęta
obdarzone niezwykłymi umiejętnościami - Auguriami. Wszystkie posiadaczki
nadzwyczajnej mocy trafiają do Klejnotu na
coroczne Aukcje, na których zamożne mieszkanki najbogatszej dzielnicy
mają możliwość kupienia sobie jednej z dziewcząt. Po co? Aby móc mieć potomka. Okazuje się bowiem, że arystokratki nie są zdolne samodzielnie urodzić
dziecka. W tym celu wykorzystują obdarzone Auguriami Dziewczyny, które
stają się ich surogatkami.
Violet jest jedną z posiadaczek Augurii, i to
wybitnie zdolną. Gdy na Aukcji zostaje kupiona przez Diuszesę Jeziora i trafia do jej pałacu zmienia się całe jej
życie. Zostaje zamknięta w złotej klatce.
Violet poznaje brutalne prawa obowiązujące zarówno w jej nowym domu, jak i w
całym Klejnocie. Z dnia na dzień staje się własnością Diuszessy, jej
zwierzątkiem, czy jeśli wolicie inne określenie: zabawką. Jedynym wytchnieniem
jest dla niej znajomość z… nie zdradzę wam z kim, co to to nie! Z czasem więź
łącząca tą dwójkę wzmacnia się, ale Klejnot jest bezlitosny. Tu nie ma miejsca na romanse surogatek, o czym Violet
boleśnie się przekona…
Ciężko mi jest
opowiedzieć fabułę tak, aby nie zdradzić żadnej istotnej informacji. Nie chcę
wam zepsuć lektury, wiec poprzestanę na tym ;).
Klejnot wywarł na mnie spore wrażenie. Budowa
Samotnego Miasta kojarzyła mi się po trochu z państwem Panem z Igrzysk Śmierci,
po trochu z kastami, które spotkałam w Rywalkach, jednak w najmniejszym stopniu te skojarzenia nie zepsuły mi lektury.