Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lipca 2016

O miłości silniejszej od pocisków i bomb

Jeździec Miedziany

Paullina Simons

Miałam nadzieję, że dziś pojawi się tu zupełnie inna recenzja, świeżutka, ale niestety nie przebrnęłam jeszcze przez książkę, o której miała ona mówić. Za to postanowiłam napisać o historii tak mocnej, że po dwóch latach od jej przeczytania nadal pamiętam wydarzenia, dialogi i emocje, które czułam, niemalże tak dokładnie, jakbym skończyła ją czytać wczoraj. Dziś chcę wam zaprezentować zniewalającą opowieść o miłości w czasie II wojny światowej, a nosi ona tytuł Jeździec miedziany.

No więc, jak zawsze, zacznijmy od fabuły. Akcja toczy się w Leningradzie, a rozpoczyna w piękny czerwcowy poranek 1941 roku. Niemcy wypowiadają wojnę Związkowi Radzieckiemu. Rosjanie czują, że nadchodzą ciężkie czasy, więc ruszają do sklepów, by zakupić jak najwięcej żywności. W rodzinie Mietanowów obowiązek ten spada na siedemnastoletnią Tatianę, niestety dziewczyna zbyt długo zwleka z wyjściem z domu, i gdy w końcu dociera do sklepu półki świecą pustkami. Siada więc na ławeczce z porcją lodów śmietankowych i spostrzega, że z drugiej strony ulicy wpatruje się w nią jakiś żołnierz. Jeszcze tego samego dnia ów mężczyzna pomaga Tani, prowadząc do sklepu dla oficerów, gdzie dziewczyna kupuje wszystko, czego zabrakło w zwykłych sklepach, i przedstawia się jej jako Aleksander Biełow. Od tego spotkania zaczyna się niesamowita historia miłości, która pozwoliła bohaterom przetrwać oblężenie Leningradu, pokonać głód, wojnę i mróz rosyjskiej zimy. Najchętniej opowiedziałabym wam więcej, ale to by wszystko popsuło.


Jeździec miedziany mnie zepsuł. Serio. Zepsuł mnie, bo od kiedy poznałam historię Tatiany i Aleksandra żadna inna powieść historyczna mnie nie zadowala. Książkę zaczęłam czytać z mocno sceptycznym nastawieniem, bo nie ja ją sobie wybrałam. Po prostu miałam kaca po Grze o tron i poprosiłam tatę o coś, co mnie zresetuje. A że dla córki wszystko, to chwile później pożyczył od znajomej Jeźdźca. „Spodoba ci się, zobaczysz. Takie o wojnie, <znajoma> mówiła, że bardzo dobre.”. No więc zaczęłam czytać. Ludzie kochani, tomiszcze miało ponad 500 stron, a ja je pochłonęłam w jakieś półtorej dnia! Nie jadłam, nie spałam – czytałam. A gdy skończyłam ryczałam jak bóbr jeszcze dobrą chwilę, po czym gdy tylko słoneczko wstało postawiłam tatę na nogi i jęczałam mu nad uchem tak długo, aż pożyczył od znajomej drugi tom. Historia pochłonęła mnie bez reszty. Pożerałam strony zaciskając dłonie na książce, tak bardzo wkręciłam się w losy Tatiany i Aleksandra. Od tamtego czasu już parokrotnie próbowałam przeczytać Jeźdźca ponownie, jednak nic z tego. Dopóki Tania i Aleksander są „razem-ale-osobno” nie ma problemu, czytam z równą przyjemnością i zainteresowaniem, wściekam się z tym samym zapałem, uśmiecham z tym samym rozmarzeniem jak wtedy, gdy po raz pierwszy poznawałam tę historię. Ale gdy już wiem co się stanie za chwile, i przypominam sobie potok łez, które wylewałam od następnej strony, aż do końca książki, to żadna siła nie zmusi mnie do przewrócenia strony. I to powinno być wystarczającym dowodem, że pani Simons stworzyła kawał dobrej książki i zafundowała czytelnikowi potężną dawkę emocji i wzruszeń.