Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lipca 2018

Nie taka strzyga straszna, jak ją malują ;) | Post scriptum Milena Wójtowicz


Czołem Bestyjki!
Nie żeby coś, ale grono moich ulubionych polskich autorów się powiększa. Tym razem dołączyła do niego Milena Wójtowicz, a to wszystko za sprawą historii o pewnej nienormatywnej dwójce oraz śledztwie, które bohaterowie zaczynają z własnej woli prowadzić. Pozwólcie, że podejmę próbę zachęcenia was do poznania Post scriptum ;).

piątek, 25 maja 2018

Ta książka sama siebie spoilerowała..! | Fandom, Anna Day

Cześć Okruszki!
Specjalnie odczekałam konkretną chwilę przed napisaniem tej recenzji. Mam kubek meliski. W połowie już wypity. Mogę pisać. Postaram się być miła. Serio. ale coś czuję, że miło nie będzie… za to może trochę zabawnie. Bo tu można albo się śmiać, albo płakać, a płakanie jest nieestetyczne. Panie i Panowie, dziś opowiem wam o moim spotkaniu z Fandomem Anny Day.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Zmieniłam zdanie o 180 stopni! | Złotowidząca. Schronienie, Rae Carson

Cześć Wam Grzybki!
Uwaga. Będę się troszkę kajać.

Przeżywszy jeden z (jak do tej pory) najgorszych tygodni w roku nareszcie mogę w spokoju usiąść i coś dla was napisać. Więc siadam. I piszę. O czym? O drugim tomie ZłotowidzącejSchronieniu autorstwa Rae Carson. O poprzednim tomie narzekałam tutaj: O TU SOBIE KLIKNIJCIE. A czy dziś będę narzekać? To się okaże ;)

sobota, 16 września 2017

O dobrym demonie i złym stróżu | Dark Elements. Ognisty pocałunek, Jennifer L.Armentrout

Czołem Diabołki!
Nie wiem co tu zawiodło. Może poprzeczka była postawiona za wysoko? Może nie trafiłam w odpowiedni moment na tę książkę? Pojęcia nie mam, ale spodziewałam się zachwytów, kaca i czort wie czego, a dostałam… a z resztą, pozwólcie, że zacznę od początku, czyli od tytułu. Dziś opowiem wam co nieco o książce Dark Elements. Ognisty pocałunek autorstwa Jennifer L.Armentrout.

wtorek, 25 lipca 2017

Przez nią umieram na kaca książkowego... | Zdrajca tronu, Alwyn Hamilton

Czołem Duszki!
Mam zagwozdkę. Ogromną. Chcecie wiedzieć jaką? Otóż właśnie siedzę i zachodzę w głowę jak was przekonać do tego, abyście w przeciągu 10 minut od przeczytania tego posta popędzili do księgarni kupić Zdrajcę tronu. A jeśli już go macie, to strzelili w kąt aktualnie czytaną książkę i wzięli się za niego. Chyba nie ma innej opcji, jak po prostu zacząć zachwyty… A więc przygotujcie się na nie ;)

sobota, 10 czerwca 2017

Pająk zabity, kanapka zjedzona, pora na seks! | Debiutant, SJ Hooks

Cześć Jabłuszka!
Totalnie nie wierzę, że to recenzuję. SERIO. W dodatku nie wierzę w to, co mam zamiar zaraz napisać kierując się bazgrołami z karteczki „na uwagi”. SERIO SERIO. Moi drodzy, dziś na blogu zagości po raz pierwszy erotyk. Nadal nie wierzę xD. Pozwólcie na to, że skrobnę słów kilka o Debiutancie SJ Hooks ;).

poniedziałek, 1 maja 2017

Historie to najbardziej dzikie ze wszystkich stworzeń. | Siedem minut po północy - Patrick Ness, Siobhan Dowd

Cześć Potworki!
Oh, jak ja czekałam na tę książkę. Nie, nie chodzi o to, że przedłużała się data premiery. Nic z tych rzeczy. Po prostu wygrałam ją w grudniu w konkursie wydawnictwa… a dotarła do mnie po milionie zapytań jakoś w marcu. No i nareszcie znalazłam na nią czas. Moi drodzy, pozwólcie, że opowiem Wam o Siedmiu minutach po północy autorstwa Patricka Nessa, na podstawie pomysłu Siobhan Dowd.

niedziela, 19 marca 2017

Apsik, Alleluja! Dożywocie Marta Kisiel

Czołem Żuczki!
Szczerze? Mam ochotę znów zrobić cytatową recenzję. Serio. Czemu? Cóż, patrzę teraz na książkę o której zaraz się (mniej lub bardziej) rozpiszę i razi mnie w oczy dwadzieścia jaskrawych karteczek, a każda skrywa jakiś fenomenalny cytat. I teraz sama nie wiem… W każdym razie dziś chcę wam opowiedzieć o Dożywociu autorstwa Marty Kisiel!

czwartek, 16 marca 2017

Nerwica, torsje i takie tam - czyli o emocjach towarzyszącym Dworowi mgieł i furii

Pojęcia nie miałam jak ugryźć "mgły i furie"... i tak powstało to coś powyżej xD
Cześć Krakersy!
Z góry przepraszam za to, co za moment stworzę. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak ugryźć tę recenzję. Zwlekam z napisaniem jej już… trzy dni? Albo cztery :’). Dla mnie to niecodzienne, zwykle piszę tuż po przeczytaniu książki, maksymalnie następnego dnia, ale w tym przypadku… musiałam uspokoić serducho. Chwała niebiosom za notatki! Panie i panowie, czytacze i czytaczki, pozwólcie, że skrobnę słów kilka o Dworze mgieł i furii autorstwa Sahry J. Maas.
                                          

środa, 1 marca 2017

Jaką cenę płaci się za igranie z dżinami? Zakazane życzenie

Czołem Raczki!
Matko i córko, co to był za tydzień! Egzamin na egzaminie, a do tego kazano mi wymyślić sposób na „sprzedanie czegoś nie do sprzedania” (Żałujcie, że tego nie widzieliście. Opchnęłam facetowi od angielskiego bałwana w płynie i to mówiąc w obcy języku! To było piękne xD). Tym sposobem na czytanie czasu miałam niewiele, więc książkę, o której zaraz Wam opowiem czytałam dość mocno na raty, czego trochę żałuję. Wolałabym móc zakopać się w kocach i pochłonąć ją duszkiem…  ale nie płaczmy nad rozlanym mlekiem, tak też było… no właśnie – jak? Pozwólcie, że opowiem wam o dzisiejszej premierze, czyli Zakazanym życzeniu Jessici Khoury… i że zrobię to w nietypowy sposób ;)

niedziela, 29 stycznia 2017

Dream on! Silver, druga księga snów ;)

Cześć Papryczki!
Ferie mi się kończą, kiedy pisze ten post. Jeszcze trzy dni i trzeba będzie ruszyć cztery litery do szkoły :”( . Ale póki co ciesze się ostatnimi dniami wolności i tak oto właśnie skończyłam czytać Silver. Drugą księgę snów Kerstin Gier.  Chcecie wiedzieć, czy mi się podobała? A więc śmiało, czytajcie dalej!

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Porwana pieśniarka, czyli postanowienie styczniowe ;)

Czołem Cytrusy!
Kojarzycie jeszcze moje postanowienia na 2017? Jeśli nie, to tu je znajdziecie, a jeżeli jednak pamiętacie, to dziś przychodzę do was z postem o pierwszej książce z listy, a mianowicie Porwanej pieśniarce Danielle L. Jensen ;)

niedziela, 2 października 2016

e-lekkość & e-humor


Hola!
Tak jak myślałam, nie mam na nic czasu w tej Hiszpanii. Nie ma mowy o pisaniu, a już nie wspomnę o czytaniu Waszych blogów. To znaczy… okej, znajduje czas na czytanie, ale wyłącznie książek. Książka nie wymaga ode mnie Wi-fi :’(. A z tym jest tu słabo, bo jest zbyt rozchwytywane -  każdy go pożąda.. a przecież biedne Wi-fi się nie rozdwoi! Ale ja nie o tym ;). Mam dziś dla Was recenzję pewnej uroczej, leciutkiej historii, a mianowicie Załącznika Rainbow Rowell.

Książkę zabrałam ze sobą na wyjazd, bo uznałam, że będzie idealna na zabicie czasu, ale nie na tyle wciągająca, żebym przegapiła odprawę na lotnisku. Nie myliłam się… Ale to za chwilkę. Najpierw pokrótce opowiem o fabule ;).
 
Wybaczcie mi brak cytatów. Nie sposób było zaznaczać je w samolocie, bo zapomniałam karteczek, a z notowaniem stron... za dużo roboty :'(
Akcja powieści ma miejsce na przełomie roku 1999 i 2000. Wiecie, pluskwa milenijna i takie tam. Lincoln ma dość nietypową pracę. Jego zadaniem jest kontrolowani korespondencji elektronicznej pracowników pewnego czasopisma. Mężczyzna nie spodziewał się, że to będzie jego praca i w sumie nie czuje się z tym najlepiej… ale mimo to czyta cudze rozmowy, wysyła upomnienia, kontroluje cudze skrzynki e-mailowe. Pewnego dnia trafia na rozmowę Beth i Jennifer, która nie jest zgodna z regulaminem i… nic z tym nie robi. Czeka na kolejne rozmowy reporterek, poznaje ich problemy, i mail po mailu zakochuje się w Beth. Tylko co dalej może z tym zrobić? Jak wyjaśnić osobie którą widzi się po raz pierwszy, że zna się jej sekrety? Czy ta historia zakończy się happy endem? Sprawdźcie sami, za kogo Wy mnie macie?! ;)

Może zacznę od samej budowy książki. Jak pewnie się domyślacie, w Załączniku mamy do czynienia z ciekawym rodzajem narracji. Mianowicie połowa rozdziałów – tych lincolnowych -  jest pisana w narracji trzecio osobowej, natomiast druga połowa to rozmowy e-mailowe Beth i Jennefer. Rowell świetnie to poprowadziła. W rozmowach możemy poznać obie bohaterki, to jak myślą, jakie mają charaktery, jakie są…  ale tak jak Lincoln nie mamy pojęcia o ich wyglądzie. Okej, dowiadujemy się o jakichś detalach, typu szerokie ramiona czy kilka dodatkowych kilogramów, ale nie ma tam wzmianek o kolorze oczu, włosów, i innych takich. I to było fajne. Podobało mi się, że Rowell zachowała logikę i naturalność w tych rozmowach, że wszystko, czego dowiedziałam się o Beth i Jennifer okazywało się tak mimochodem, a nie tak… tak celowo. Kurcze, chyba mi to słońce zaszkodziło, bo nie potrafię wyrazić tego, co mam na myśli :(.



Kolejna rzeczą, o której nie sposób zapomnieć, jest fenomenalny humor Załącznika. Ej bez kitu, leciałam samolotem i śmiałam się pod nosem. Jest to pierwsza książka Rowell, jaką czytałam, i już wiem, że sięgnę po kolejne. Autorka ma niesamowity dar wplatania w rozmowy i przemyślenia lekko sarkastycznych żarcików, które tworzą świetną atmosferę, i sprawiają, że człowiek chce opowiadać tę historie innym, cytować rozmowy, dzielić się tym z światem. Miodzio, jednym słowem <3

 Załącznik jest tak przyjemny, tak leciutki, że człowiek nawet nie zauważa kiedy dociera do setnej strony, później dwusetnej… i ani się obejrzy, a tu już koniec. Dawno nie czytałam czegoś tak lekkiego. Okej, ma to swoje konsekwencje w tym, że Załącznik nie jest czymś, o czym będzie się rozmyślać miesiącami, nie wyciska łez, nie skłania do refleksji. Za to jest idealna na książkowego kaca, albo na lekturę dla kogoś, kto nie ma zbyt wiele czasu na czytanie. A, no i jest w sam raz na książkę, którą bierze się ze sobą na jakiś wyjazd. Sprawdzone info ;).

Jak już jesteśmy przy zakończeniu, to tu akurat mogę się przyczepić. Oczywiście nie zamierzam wam go zdradzać, ale spodziewałam się czegoś lepszego. W sumie odniosłam wrażenie, jakby Rowell nagle straciła pomysł na tę historie, i postanowiła jak najszybciej ją skończyć. Jak dla mnie wydarzenia z ostatnich stron działy się zbyt szybko,  były lekko nielogiczne. Ale to nic. To było zaledwie kilka stron. Pozostałe kilkaset są bez zarzutu ;).



Sami bohaterowi są milutcy. Dosłownie. Ich się nie da nie lubić, bo i za co? Każdy z nich ma jakieś problemy, własną historię, którą strona po stronie poznajemy.
Lincoln jest zwykłym facetem, jakich pełno. A przynajmniej takie ma o sobie zdanie. Nie umie nawiązać nowych znajomości, jest wstydliwy i nieco zamknięty w sobie. Poprawy sytuacji nie ułatwia fakt, że główny bohater pracuje w nocy, kiedy w biurze nie ma prawie nikogo. Przez całą książkę obserwujemy jego rozwój, to jak otwiera się na innych, jak zmienia swoje życie. Podobała mi się tak obecna historia Lincolna, jak i jego wspomnienia, to, co przeżył w młodości. Całość była ciekawa i wciągająca na tyle, że nie zauważyłam turbulencji i  innych uroków lotu samolotem ;)
Jeśli chodzi o Beth i Jennifer, to zaśmiewałam się czytając ich rozmowy. Obie panie miały cięte języczki, których używały co krok. Czułam się tak, jakbym siedziała z nimi przy kawiarnianym stoliku i słuchała rozmów najlepszych przyjaciółek. Te maile były tak sklecone, że zapominałam o tym, że one siedzą w dwóch różnych pomieszczeniach. Jennifer rozbroiła mnie swoją urojoną ciążą już na pierwszych stronach Załącznika. Beth z kolei na początku nie rozumiałam. Nie ogarniałam zasad działania jej związku i jakoś mnie on denerwował. Oczywiście nie powiem wam czemu, bo spoilery są wysoce nieładne ;). Ale jeśli pominąć brak logiki w tym aspekcie jej życia, to Beth była bardzo pozytywną i inteligentną bohaterką. Podobały mi się jej trafne uwagi i komentarze.

Co by tu jeszcze… W zasadzie to chyba wszystko ;) Podsumowując: Załącznik okazał się milutką, niewymagającą lekturą. Każdy może po niego sięgnąć nie obawiając się zarwanych nocek i zaczerwienionych od płaczu oczu. Powieść Rowell jest gwarancja mile spędzonego czasu, kilku godzin uśmiechania się do samego siebie i chwili oderwania od problemów realnego świata. Jak najbardziej polecam tę książkę każdemu, kto chce odpocząć od ciężkich lektur, dać odsapnąć mózgowi i sercu, złapać oddech ;)

Kurcze, czy tylko mi się wydaje, że ta recenzja jest jakaś kaleka? Proszę, wybaczcie mi to. W czasie pisania chyba z osiem razy ktoś mnie wołał, rozpraszał, etc… i wszelkie myśli jakoś się rozbiegły. Nie miałam też cytatów, które mogłabym wykorzystać (a szkoda, bo książka jest pełna świetnych tekstów!), bo nie sposób pamiętać o zaznaczaniu ich w autobusie czy samolocie :<.

A co z Wami? Czytaliście już Załącznik? Skusicie się na tę milutką historię? Jakie jest Wasze zdanie? Czekam na Was w komentarzach!
Buziaki ;*
Q.


Za książkę ślicznie dziękuję wydawnictwu Harper Collins ;)



PS. Miśki jak już pisałam, nie sposób czytać tu Wasze posty :’( Mimo to mam nadzieję, że ze mna zostaniecie i dacie mi nadrobić zaległości po powrocie ;)