Sięgnęłam po Dwór
cierni i róż, aby zaleczyć książkowego kaca po Pojedynku (M. Rutkoski). No i
się zawiodłam. Zawiodłam się, bo zamiast lekarstwa w postaci prostej,
przewidywalnej historyjki dobrej na uspokojenie rytmu serca otrzymałam
kolejnego kaca. I to potężnego. Czytać zaczęłam w poniedziałkowy wieczór, tak
dla zabicia czasu. Gdy z zapartym tchem dotarłam do ostatniej strony i
spojrzałam na zegarek była 03:49, środa. Dwór cierni i róż skradł mi półtorej
doby, a ja nawet się nie zorientowałam! Jak mu się to udało? Zaraz Wam
wyjaśnię, ale nie tak szybko. Zacznijmy od fabuły ;).
Po utracie całego
majątku Feyre wraz z dwiema siostrami i ojcem jest zmuszona zamieszkać w
ubogiej chatce wśród wieśniaków. Głowna bohaterka jest związana przysięgą,
złożoną umierającej matce. Feyre obiecała, że zaopiekuj się swoją rodziną. Gdy
zimą ich zapasy żywności kończą się dziewczyna wyrusza na polowanie, jednak
zdesperowana zapuszcza się w las głębiej niż dotychczas. Feyre dociera w
okolice niewidzialnego muru oddzielającego świat ludzi od krainy zamieszkałej
przez magiczne istoty, Fae. Natrafia tam na potężnego wilka, którego zabija
strzałem z łuku. Jednak już niedługo przekonuje się, że nie był to zwykły ssak.
W noc po zabiciu wilka do chatki przybywa rozwścieczona bestia i zażąda
zadośćuczynienia za zabicie jednej z magicznych istot. Ceną za śmierć wilka ma
być życie Frey. Potwór daje jednak
dziewczynie wybór: może zostać zamordowana, lub pójść wraz z nim za mór
dzielący świat ludzi od Prythianu i zamieszkać wraz z nim na zawsze. Feyre
wybiera życie wśród magicznych istot. Gdy wraz z bestią dociera do jego dworu,
ten zmienia swoją postać i ukazuje się dziewczynie jako Tamlin, jeden z Fae
Wysokiego Rodu. Freya, przerażona konsekwencjami swojego czynu rozpoczyna swoje
życie w świecie, który jak się dowiadujemy cierpi z powodu tajemniczej zarazy;
świecie pełnym magii i piękna, ale też spisków i czyhających na nią
niebezpieczeństw. Jakich? Przekonajcie się sami, nie chcę psuć wam zabawy ;).