Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy księżyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy księżyc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2020

W tej historii nie może być mowy o szczęśliwym zakończeniu | Diabeł wcielony Donald Ray Pollock, recenzja

 To było... dziwne. Niepokojące(nie)przyjemne, niesamowicie klimatyczne... chyba jeszcze nigdy czegoś podobnego nie czytałam. Serio. Dlatego teraz muszę jakoś Wam o tym opowiedzieć (co uważam za spore wyzwanie, bo zwyczajnie nie umiem ubrać w słowa tego, co czuję i myślę po przeczytaniu tej książki, a do tego gorączka, która towarzyszy mi od kilkunastu dni wcale nie ułatwia sprawy xD). Donald Ray Pollock swoim Diabłem wcielonym wywarł na mnie ogromne wrażenie - tego jestem pewna.



Niektórzy ludzie rodzą się po to, by można ich było pochować.

Knockemstiff, Ohio. Willard Russell, dręczony wspomnieniami rzezi na Południowym Pacyfiku weteran wojenny, nie jest w stanie uratować swojej pięknej żony, Charlotte, od powolnej śmierci z powodu raka, bez względu na ilość krwi wylanej na swoim ołtarzu ofiarnym.

Małżeństwo seryjnych morderców, Carl i Sandy Hendersonowie, przemierza amerykańskie autostrady w poszukiwaniu odpowiednich osób do sesji zdjęciowych i wyeliminowania.

Bojący się pająków kaznodzieja Roy i jego kaleki pomocnik Theodore, mistrz gry na gitarze, uciekają przed wymiarem sprawiedliwości.

W samym środku tego zamieszania znajduje się Arvin Eugene Russell, osierocony syn Willarda i Charlotte, poszukujący odpowiedzi...*

poniedziałek, 25 listopada 2019

Ja przez to przebrnęłam, żebyście Wy nie musieli | Dwanaście żywotów Samuela Hawleya Hannah Tinti


Czołem, Rybki!
Borze szeleszczący listkami na gałązkach, jakie to było pieruńsko nudne! Postaram się więc, żeby przynajmniej moja opinia nudną dla was nie była. Umówmy się – wyrobiłam normę znudzenia na ten miesiąc za siebie i za was, ok? To teraz chodźcie, opowiem wam o Dwunastu żywotach Samuela Hawleya autorstwa Hannah Tinti.

niedziela, 17 listopada 2019

PRZEDPREMIEROWO: czy to najlepszy retelling tego roku? | Córka lasu Juliet Mariller


Czołem, Żaby!
Czekałam na nią od kiedy Papierowy Księżyc wrzucił (chyba jakoś w lecie) opis wraz z informacją, że mają zamiar ją wydać. Miałam przeczucie, ze to coś dla mnie. Chciałam, żeby była dobra. Nie spodziewałam się jednak, że Córka lasu Juliet Marillier całkowicie mnie oczaruje i nie pozwoli się od siebie oderwać.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Nowa choroba! Gromykoholizm - znacie? | Wierni wrogowie Olga Gromyko


Czołem, Kluski!
Gromyko, miłości moja..! A ja naiwna myślałam, że trylogii o Wolsze Rednej nic (ale to NIC!) nie przebije. Panie i panowie, chciałabym wam przedstawić pokrótce wszystkie argumenty za i (z tego co naliczyłam absolutny brak argumentów przeciw potwierdzające, że Wierni wrogowie autorstwa niesamowitej Olgi Gromyko to wasze must read. W prawdzie wakacje już właściwie za nami, ale do końca roku zostało jeszcze trochę czasu więc... Wciśniecie ją sobie jakoś w plany czytelnicze, mówię wam. I nie pożałujecie ;)

poniedziałek, 8 lipca 2019

Jak wygląda praca kostuchy? | Pierwszy grób po prawej Darynda Jones

Czołem Duszki!
Wzięłam się za tę książkę głównie z powodu gorącego polecenia jej mi przez Kasie z niekulturalnie.pl. Byłam nastawiona więcej niż pozytywnie. Czy Pierwszy grób po prawej autorstwa Dryndy Jones spełnił moje oczekiwania? Czytajcie dalej, no przecież nie powiem wam tego już na wstępie!

niedziela, 21 października 2018

Czułam się, jakbym była niewidocznym świadkiem cudzego życia | Małe ogniska Celeste Ng


Czołem Szparagi!
Jejku, co ja mam napisać? Ta książka zupełnie mnie zaskoczyła. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tak głośno zachwalanych zagranicą Małych ogniskach od Celeste Ng, ale tego co dostałam nie spodziewałam się zupełnie.

czwartek, 12 lipca 2018

Co spotkało zaginioną trzynastolatkę? | PRZEDPREMIEROWO: Miejsce egzekucji Val McDermid

Czołem Dymki!
Wiecie co? Dobrze jest czasami sięgnąć po coś, czego normalnie się nie czyta. Kilka dni temu tak właśnie zrobiłam. Szarpnęłam się na kryminał Val McDermid – Miejsce egzekucji. Cholera, jaka to była miła odmiana! Ale po kolei ;)

środa, 20 czerwca 2018

Jak szybko zakochać się w elfie? | Sztylet ślubny, Aleksandra Ruda


Czołem Borowiczki!
Pamiętacie moją arcynegatywną recenzję Fandomu? Pora na przywrócenie równowagi na tym blogu – dziś będę się (troszku) zachwycać. Ale tak wiecie, w granicach przyzwoitości ;). Czym? Cudownym, pełnym humoru Sztyletem ślubnym autorstwa Aleksandry Rudej.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Tak bawić potrafi tylko ona | Wiedźma Naczelna, Olga Gromyko


Cześć Jaskółeczki!
Serce mi krwawi, bo nie mam kolejnego tomu. Ratunku. Przejdę więc szybko do recenzji, bo może się okazać, że wykrwawię się przed postawieniem ostatniej kropki. Moi drodzy, dziś przychodzę do was z moją opinia o Wiedźmie naczelnej autorstwa Olgi Gromyko.

czwartek, 12 kwietnia 2018

O ghyr, dobre to było! | Wiedźma Opiekunka, Olga Gromyko


Cześć Osiołki!
Jeju, jak na dworze jest pięknie! Nie wiem, czemu tak mnie to cieszy – dziś rano obudziłam się zakatarzona i na wpół martwa z przeziębienia… ale mimo wszystko jakoś tak aż chce się żyć, kiedy za oknem zamiast śniegu/błota widać słoneczko i pierwsze krokusy <3 A skoro już napawa mnie taka chęć do działania, to postanowiłam skrobnąć recenzję Wiedźmy opiekunki, czyli drugiego tomu Kronik Belorskich  autorstwa Olgi Gromyko.

środa, 7 marca 2018

Tak się powinno pisać w duecie! | Plus/minus; Olga Gromyko, Andriej Ułanow

UWAGA! Będę się zachwycać.

Czołem Snieżynki!
Zawsze mam obawę przed sięgnięciem po książki pisane przez duet autorów. Tutaj nie zastanawiałam się ani sekundy. Nazwisko Gromyko wystarczyło mi w zupełności aby zabrać się za lekturę Plus/minus, które napisała razem z Andriejem Ułanowem.

wtorek, 19 grudnia 2017

Bajki spłynęły krwią | 48, Andreas Gruber

Czołem Sikoreczki!

Matkoicórkocotowogólebyło?!

Wybaczcie, ale dziś nie będzie jakiegoś wyszukanego wstępu. Ja już chcę opowiedzieć wam o tej książce. Pora na 48 autorstwa Andreasa Grubera, czyli thriller, który bez zbędnych ceregieli wbił się do czołówki najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku.

poniedziałek, 1 maja 2017

Historie to najbardziej dzikie ze wszystkich stworzeń. | Siedem minut po północy - Patrick Ness, Siobhan Dowd

Cześć Potworki!
Oh, jak ja czekałam na tę książkę. Nie, nie chodzi o to, że przedłużała się data premiery. Nic z tych rzeczy. Po prostu wygrałam ją w grudniu w konkursie wydawnictwa… a dotarła do mnie po milionie zapytań jakoś w marcu. No i nareszcie znalazłam na nią czas. Moi drodzy, pozwólcie, że opowiem Wam o Siedmiu minutach po północy autorstwa Patricka Nessa, na podstawie pomysłu Siobhan Dowd.

niedziela, 5 lutego 2017

Nietypowo o Sztylecie rodowym ;)

Stwierdzam, że to zdjęcie mnie boli xD
Czołem Skrzaty!
Co powiecie na to, żeby dziś było troszkę inaczej? ;) Trafiła mi się bowiem książka, o której… Napisanie „tak po prostu” to za mało. Nijak to nie oddaje jej wnętrza, a że po przeczytaniu cały brzeg był nastroszony karteczkami zaznaczającymi cytaty to postanowiłam zrobić powtórkę z Nigdziebądź. Zapraszam na recenzję Sztyletu rodowego Aleksandry Rudej opartą na cytatach z książki ;).


niedziela, 18 września 2016

Magia humoru, czyli Zawód: wiedźma


Cześć Kropelki!
Ale u mnie potwornie leje, masakra! Siedzę zestrachana, bo grzmi niemiłosiernie i piszę ten tekst w zeszycie, bo aż strach włączyć cokolwiek elektronicznego :’(. Nie mniej jednak nie mogę czekać z pisaniem, chcę to zrobić teraz, na świeżo, póki czuję tę książkę. Jaką? Kochani, zapraszam Was na recenzję świetnej książki autorstwa Olgi Gromyko pt. Zawód: Wiedźma

Spotykałam się z tą historią w księgarniach wszelakich, ba! Nawet brałam do rąk, macałam, czytałam opis, etc… i odkładałam, bo miałam wrażenie, że Polka nie jest w stanie udźwignąć takiej historii, że to będzie toporne i przewidywalne. Dopiero Kasia trzasnęła mnie przez tę moją durną łepetynę swoją recenzją tejże właśnie książki, i uświadomiła mi, że:
1. Olga Gromyko to nie Polka, a Ukrainka.
2. Jestem skończonym osłem i zasługuję na pstryczka w nos za stereotypowe myślenie :’(

I tak oto gdy tylko nadarzyła się okazja, jaką było nawiązanie współpracy z cudowną księgarnią internetową niePrzeczytane.pl, Q. bez wahania wzięła się za Wiedźmę (to brzmi co najmniej dziwnie -,-). 


W zasadzie nie jest to świeżynka, bo była wydana już w 2007 roku – w dwóch tomach, jednakże Papierowy księżyc postanowił ponownie wypuścić na rynek tę książkę, przy czym połączył w jedno dwie opowieści, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna, bo chyba by mnie krew zalała, gdybym musiała czekać na ponowną możliwość zanurzenia się w świecie stworzonym przez panią Gromyko. A, no i zmienili okładkę! Teraz jest mniej… agresywna, bardziej magiczna, i według mnie śliczniutka. 

No i teraz zagwozdka: jak opisać fabułę książki będącej w pewnym sensie 2w1? Nie chcę kopiować opisu z tyłu okładki, bo to możecie znaleźć w Sieci… Więc postaram się jakoś podołać i samej coś sklecić ;). 


Wyższa Szkoła Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa od lat szkoli czarodziejów i czarodziejki w przeróżnych dziedzinach magii. Jedną z adeptek jest Wolha Redna – niesamowicie uzdolniona, ale też uparta dziewczyna, o niecodziennej zdolności pakowani się w problemy. Cała historia zaczyna się, gdy w trakcie zajęć z ras rozumnych Wolha zostaje wezwana do gabinetu rektora, wsadzona na grzbiet kobyłki i wysłana do Dogewy – miasta wampirów - z misją specjalną. Jaką? Cóż, w pewnym sensie czarodziejka ma się zabawić w detektywa, ponieważ od jakiegoś czasu w Dogewie dochodzi do mordów. Ktoś zabija ludzi i czarodziejów, ale wampiry wypierają się winy twierdząc, że to sprawka potwora. Wolha będzie musiała odkryć prawdę. Czy jej się uda? Co skrywa się za dogewskimi granicami? I czy wampiry nie pokuszą się na krew młodziutkiej czarodziejki? Ohh, sami sprawdźcie!

Miśki, nie opowiem wam o drugiej połowie książki, bo popsuje wam zabawę z czytaniem pierwszej, ponieważ nie da się tego opowiedzieć tak, aby nie zaspoilerować ewentualnych śmierci, które wydarzyć się mogą… ale nie muszą w części pierwszej :D. Także shhhh! Mogę Was jednak zapewnić, że po skończeniu historii nr 1 będziecie tak wkręceni, że w ciemno wskoczycie w kolejną opowieść. Ja wskoczyłam i się nie zawiodłam ;).

Kurczę, na mojej magicznej karteczce brakło miejsca na zapiski, i obawiam się o zatrważającą długość tej recenzji… ale postaram się nie rozpisywać ;). 


Może zacznę od samego świata stworzonego przez panią Gromyko. Kurczę, to jest naprawdę coś! Człowiek czyta stronę po stronie, pożera tę książkę, a gdy widzi, jak szybko ubywa stron, to aż go serducho boli, bo świadomość, że jeszcze chwila i będzie zmuszony opuścić to magiczne uniwersum jest straszna. Serio, gdy zostało mi dwadzieścia stron do końca, to zaczęłam robić wszystko, żeby spowolnić czytanie :D. To nie jest tak, że serce galopuje szybciej, niż ustawa przewiduje. W Wiedźmie nie ma jakichś dzikich porywów miłosnych, trup nie ściele się gęsto pod stopami, krew nie bryzga, flaki nie latają nad głowami, no generalnie pani Gromyko nie szarga nerwów czytelnika. A mimo to nie sposób odłożyć tej książki. Czytając otulała mnie jakaś taka… barwna mgiełka, oddzielająca mnie od szarego świata, od szkoły, od sapiącej mi na kark staruszki w autobusie. To wszystko znikało, zostawały tylko wampiry, trolle, mantykory, leszy i inne cudaki. A, i smoki! Bez kitu, za tego smoka to mam ochotę uściskać autorkę :’) W końcu, jak wszyscy wiemy, dobry smok nie jest zły, a książka wzbogacona a takąż właśnie przerośniętą jaszczurkę zyskuje w moich oczach <3. 


To, co zaskakuje najbardziej, to gibkość języka pani Gromyko (znów jakoś źle to brzmi… wybaczcie :’)). Na chwilę obecną Wiedźma plasuje się na pierwszym miejscu w kategorii książek, które czyta się bezproblemowo, które są zabójczo lekkie i przyjemne. Nie mówię tu o historii, którą ukazano, a o tym, JAK ukazano tę historię. Kurcze, to przechodzi ludzkie pojęcie, i na  prawdę chylę czoła przed autorką za humor, który właściwie nie opuszczał mnie przez ponad 500 stron Wiedźmy. I to nie taki idiotyczny, sztuczny czy wymuszony. Nie Miśki, to wszystko jest tak leciutkie i naturalne, tak dobre i smaczne, że człowiek szczerzy się od ucha do ucha, gdy czyta. Pani Gromyko wie co tygryski lubią najbardziej, więc nie szczędzi nam sarkastycznych dialogów, ciętych ripost i komicznych opisów. Jakoś pod koniec pierwszej części zabrakło mi karteczek do zaznaczania cytatów :’(. A starałam się, naprawdę się starałam, nie szastać nimi na prawo i lewo! 

Jak już przy języku  jesteśmy, to ogromnym plusem są same dialogi. To jest jakieś takie… fajne, stwarzające klimat, kiedy chłopiec stajenny mówi jak przystało na wieśniaczka, podchmielony wójt lekko bełkocze, troll klnie (oczywiście w języków trolli!)… no, chyba wiecie co mam na myśli ;).


Jeśli o bohaterów chodzi… to jestem zachwycona tym, jak zostali wykreowani! 
Wolha jest świetna, co w czasach, gdy główne bohaterki mają w zwyczaju doprowadzać mnie do szału głupotą albo syndromem księżniczki jest miłym zaskoczeniem. Adeptka Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa ma charakterek, przez który notorycznie ładuje się w tarapaty. Podoba mi się to, że pomimo iż jest cholernie zdolna i inteligentna (w pewnym sensie), to nadal ma zwyczajne ludzkie wątpliwości. Zdarza się jej pomylić, często nie docenia własnych sił, ale mimo to próbuje, stara się i walczy. I to jest świetne. Jeśli macie już dość irytujących bohaterek, to zapewniam was, że z Wiedźmą od tego odsapniecie. 

Co do Lena, czyli naszego głównego, jasnowłosego wampira, to właśnie wpisałam go na listę książkowych mężów tuż pod Clovisem. Od samego początku typka polubiłam, aczkolwiek w drugiej części nieco działał mi na nerwy… co nie zmienia faktu, że nie da się nie pokochać tego krwiopijcy. Oczarował mnie swoim ciętym języczkiem, inteligentnym poczuciem humoru… i tą nierozwikłaną tajemnicą, którą skrywa. Nie mogę się już doczekać wydania kolejnego tomu, bo chcę móc już ją rozwikłać <3


Pozostałe postacie również są świetne, niezależnie czy pojawiają się w kilku rozdziałach, czy jedynie migają nam na stronie czy dwóch. Na wymienienie z imienia zasługuje tutaj kobyłka Wolhy – Stokrotka, oraz troll Wal. Pierwsza z wymienionych była charakternym konikiem, istną indywidualistką <3. A to ile ośmiałam się przez tego drugiego… to moje! <3 

Co jeszcze mi się podobało *zerka na magiczną karteczkę i usiłuje odczytać te bazgroły*… Ach racja! Fajną sprawą jest to, jak autorka potraktowała kwestię magii. Tu nie ma tak, że czarodziej jest niezwyciężony, nie nie nie! Są reguły i przepisy, które ograniczają magów. Trochę mi to przypominało grę komputerową – każdy czarodziej m pasek mocy u góry ekranu, i jak ów moc się wyczerpie, to nie ma zmiłuj, trzeba szukać źródełka, coby się podładować ;). 


No i w sumie… to by było na tyle. Z Mojego planu nierozpisywania się figa wyszła, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;). To wszystko przez to, że Wiedźma jest fenomenalna! Mój chłopak dostaje już hyzia, bo co rusz mu o niej trajkoczę :’). 

Podsumowując: z całego serducha polecam Wam tę książkę! Olga Gromyko zabierze was do świata magów i wampirów, i tak ciasno oplecie snutą przez siebie historią, że zapomnicie o szarej rzeczywistości, która was otacza, a to wszystko zrobi z niesamowitym humorem i przymrużeniem oka ;). 

Uff! A się ogadałam! Teraz kolej na Was ;). Czytaliście? Nie? Czemu? A może dopiero planujecie? Czekam na Was w komentarzach!

Buziole ;*
Q.

Za śliczną książkę dziękuję księgarni internetowej niePrzeczytane.pl