poniedziałek, 22 maja 2017

Brutalnie. Okrutnie. Bez miłościów. | Mapa Kości, Francesca Haig

Czołem Płomyczki!
Ale się pięknie zrobiło na dworze! Nareszcie <3 Przyznaję się bez bicia, troszkę mi to słoneczko do głowy uderzyło, stąd ta cisza na blogu. Ale już pierwszy zachwyt osłabł, więc wracam. I oto nie z byle czym, bo wracam z książką, która obaliła mit drugiego tomu i podbiła moje serducho. Jeśli macie chwilkę, to zapraszam was do dalszego czytania. A o czym? Moi Drodzy, poznajcie Mapę kości Francesci Haig!

DAWNO, DAWNO TEMU…
Eeoooeeeooo! Jeśli nie czytaliście tomu pierwszego, to zaprawdę powiadam wam – pomińcie ten akapit. 
Opis zaczerpnęłam z okładki książki, i o ile nie spoileruje on wydarzeń z tomu drugiego, to może popsuć frajdę płynącą z czytania Ognistego oczyszczenia [RECENZJA]. Także jeśli ta seria jest jeszcze przed wami – przewińcie do kolejnego akapitu ;)

„W świecie, w którym żyje Cass, nie ma miejsca dla słabych, niesprawnych i odmiennych. Liczy się tylko doskonałość. Perfekcyjne Alfy zrobią wszystko, by trzymać upośledzone Omegi tam, gdzie ich miejsce: w obozach pracy i na ziemiach, na których nikt inny nie chce mieszkać. Najchętniej pozbyłyby się ich na zawsze, ale gdy umiera Omega, umiera także jej bliźniacza Alfa.

Po masakrze na Wyspie ruch oporu Omeg jest w rozsypce. Ludzie są zbyt przerażeni, by choćby myśleć o przeciwstawieniu się okrutnej Radzie. Jednak Cass, Kobziarz i Zoe wiedzą, że trzeba na nowo rozniecić ducha buntu. W przeciwnym razie Pani Generał, Reformator i Prowodyr bez przeszkód zrealizują swój upiorny plan: zamkną Omegi w zbiornikach, które podtrzymają je przy życiu, ale pozbawią wszelkiej świadomości. Tylko czy ktokolwiek uwierzy opowieściom trójki obdartusów, którzy nie mają nic do zaoferowania? Nieoczekiwana propozycja Prowodyra wydaje się tym bardziej kusząca. Jednak czy można ufać komuś, kto otwarcie przyzaje, że nie obchodzi go los Omeg?
Zwłaszcza że Cass musi się liczyć z tym, że jako wizjonerka i siostra bliźniaczka Reformatora stanowi łakomy kąsek dla każdej ze stron. Nie powinna ufać nikomu. Tylko jak zbudować nowy, lepszy świat bez zaufania?

Mroczna, postapokaliptyczna kontynuacja Ognistego oczyszczenia to poruszająca opowieść o tym, jak żądza władzy i dostatku oraz lęk przed innym mogą doprowadzić do upadku wszystkiego, co czyni nas ludźmi. Wciągająca do ostatniej strony i niemożliwa do zapomnienia.”

Tym razem nazaznaczałąm tyle cytatów, że ostatecznie ni cholery nie mogłam zdecydować się na zaledwie cztery czy pięć, więc zrobiłam coś dziwnego. Wyjaśniam: powyższy cytat to fragment pieśni, która pojawia się w książce, a kolejne dwa są jej kontynuacją ;)
STRONA PO STRONIE CIŚNIENIE ROŚNIE
Zacznę może od początku, czyli od konstrukcji całej powieści. W tym tomie również początek jest dla czytającego swego rodzaju wprowadzeniem, ma na celu przypomnienie mu wydarzeń z Ognistego oczyszczenia, co mi ogromnie przypadło do gustu. Wprawdzie pierwszy tom czytałam niedawno i pamiętam wszystko dość dokładnie, bo nie tak łatwo zapomnieć tę historię, jednak jeżeli ktoś czytałby książki tuż po ich premierach, z pewnością byłby wdzięczny Haig za przypomnienie co, kto, gdzie, z kim i dlaczego. Ponownie musiałam poczekać kilkadziesiąt stron na rozpoczęcie tej prawdziwej, wartkiej akcji, ale i tym razem uważam, że było warto. Z każda stroną wkręcałam się coraz bardziej, moja ciekawość rosła równie szybko, co kłębek emocji, kotłujących się w sercu, gdy Haig z rozdziału na rozdział odsłaniała przede mną kolejne okropne, brutalne prawdy dotyczące świata Po Wybuchu. Od tej książki  nie sposób się oderwać. Ja robiłam to tylko dlatego, że obowiązki wzywały, ale nawet po odłożeniu Mapy kości na półkę, w mojej głowie trwałą gonitwa myśli: co będzie z Cass? Jak skończy się następny rozdział? Co jeszcze wymyśli Rada? Haig skutecznie wryła się w moją pamięć, i nieprędko zapomnę o Mapie kości.

KLĄTWA DRUGIEGO TOMU? POTRZYMAJ MI PIWO!
Ten tom jest zdecydowanie mocniejszy od swojego poprzednika. Nie bardzo wiem jak wam o tym opowiedzieć, ale postaram się to zrobić bez spoilerów ;). W zasadzie cały czas miałam wrażenie, że rozwiązania wprowadzane przez Radę, mające na celu zniewolenie, stłamszenie, a ostatecznie pozbycie się Omeg, są niezwykle podobne do tych, które stosowali Niemcy podczas II wojny światowej. Na początku myślałam, że robię sobie autosugestię, bo akurat w tym samym czasie, kiedy czytałam Mapę kości, na lekcjach polskiego omawialiśmy teksty z okresu wojennego… ale nie, to nie to. Represje, jakimi obarczano Omegi do złudzenia przypominały mi to, jak traktowano Żydów w czasie wojny. Przytułki, które pozornie miały być ostatecznym ratunkiem dla kalekiej części bliźniąt, tak naprawdę był po prostu obozami pracy, a niekiedy nawet śmierci. Oh, gdybyście wiedzieli co Alfy ukrywały pod nazwą „przytułków”! Coś okropnego, ale akurat tego zdradzić nie mogę.
Do tych wszystkich represji należy dopisać też Tabu, czyli wątek Elektryczności. Tak, Elektryczności pisanej z wielkiej litery, ponieważ w Mapie kości jest to zjawisko w zasadzie mistyczne. Ludzie panicznie boją się wszystkiego, co dla nas jest codziennością. Nie mają telefonów, komputerów, telewizorów. Zero technologii. Technologia jest zła. Jest niebezpieczna. A jednak nie każdy się jej lęka. Już w poprzednim tomie dowiedzieliśmy  się co nieco o tym, jak Alfy zaczęły łamać Tabu i korzystać z dobrodziejstw sprzed Wybuchu, ale nie było to zbytnio wyjaśnione. W zasadzie nie wiedziałem skąd nagle wpadli a pomysł zbiorników, skąd wiedzieli jak je zbudować. W tym tomie zagadka się rozwiązała. I, cholera jasna. to było fenomenalne. Nie mogę wam niczego więcej zdradzić, ale powiem jedno - czytałam z zapartym tchem każdy fragment zapisany kursywą. A czemu kursywą? To musicie sami odkryć ;)
W tej części ludzkość robi się coraz to bardziej zezwierzęcona, dochodzi do krwawych walk, demonstracyjnych mordów, bitew pomiędzy Alfami, a Omegami. Dzieje się. Dzieje się sporo, a z każdą kolejną przelaną kroplą krwi konflikt się powiększa. Haig należą się gromkie brawa za stworzenie tak dobrej, mocnej historii. Szczerze mówiąc, gdyby opisy był ciut mocniejsze, to pewnie bym była zawiedziona – są takie granice, których moja wyobraźnia nie lęka się przekroczyć, ale skutki tych wypraw są opłakane. Czytając Mapę kości kroczyłam wzdłuż tej cienkiej linii. I wiecie co? Chcę więcej. Chcę kolejny tom.

NA KONIEC ŚWIATA I JESZCZE DALEJ
Oprócz opisów walk, które mnie w pełni zadowoliły, książka jest pełna opisów krajobrazów. Ja tego nie lubię. Zwykle mnie krew zalewa, jeśli bohaterowie przemierzają odległości większe, niż droga z jednego końca miasta, na drugi (z resztą już o tym mówiłam w recenzji Ognistego oczyszczenia ;)). A tutaj? Tutaj czytałam wszyściutko, linijka po linijce. Każdy opis doliny, wyżyny, wzgórza czy klifu. Podróżowałam razem z Cass i chłonęłam cały ten spopielony świat dookoła niej. Jestem totalnie zaskoczona, ze mi się to podobało. Bo nie powinno. A jednak ;).

NIE ZAPOMINAJMY, ŻE JESTEŚMY TYLKO LUDŹMI
Jeśli chodzi o bohaterów, to chciałabym skupić się na dwójce, która w tym tomie wysuwa się na pierwszy plan, czyli (oczywiście) Cass i Kobziarzu.
Bardzo mi się podobało, że Cass w tej części nadal pozostała Cass, a jednak stopniowo, bardzo subtelnie przechodziła sporą metamorfozę. Z początku dziewczyna była jak ogłuszona tym, co wydarzyło się pod koniec Ognistego oczyszczenia. I to było tak cudownie normalne, tak ludzkie i naturalne, że aż się miło czytało o jej beznadziejnym stanie psychicznym. Serio, nareszcie główna bohaterka przeżywa traumatyczne wydarzenia jak człowiek, a nie jak maszyna. Dopiero z czasem Cass zaczęła odżywać, zaczęła walczyć, a zdania, jakie wypowiedziała pod koniec Mapy kości sprawiły, ze jeszcze bardziej zapragnęłam towarzyszyć jej w kolejnych częściach.
Z kolei Kobziarz totalnie mnie oczarował. Nie, nadal uważam, że nie nadawałby się na mojego książkowego męża. Pomordowalibyśmy się. Ale nie mogę wyjść z podziwu dla jego odwagi, uporu i takiej wewnętrznej siły. I znów – najlepsze w tym wszystkim jest to, ze Haig nie zatraciła jego człowieczeństwa. Kobziarz się myli, potyka, podnosi, ociera kolana z pyłu i rusza dalej. Walczy. Nie poddaje się. Kurcze, chociaż w wielu podjętych przez niego decyzjach się z nim nie zgadzam, to nadal czekam na jego powrót w następnym tomie.

STOPIEŃ SKARZENIA MIŁOSTKAMI >>> ZEROWY
*będzie krótko*
Miłości jak niemalże nie było, tak nadal niemalże nie ma. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to jest dobre, ten brak lovestory.

PANI HAIG, PRZEZ PANIĄ SZCZĘKE ZBIERAŁAM Z PODŁOGI
Haig cały czas zaskakuje czytelnika. Serio, w tej części pojawiły się rozwiązania, których nigdy bym się nie spodziewała. Ja nie wiem skąd ta kobieta czerpie pomysły, ale jestem nimi zachwycona i chcę więcej. Już teraz wiem, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Oczarował mnie jej styl pisania, urzekł talent kreowania indywidualnych, ciekawych postaci, zachwyciła zdolność do opisywania brutalnego, okrutnego i wynaturzonego świata. Chcę więcej. Ale to już wiecie ;).

WALKA „NA HOBBITA” :<
Szukałam minusów. Szukałam jak z lupą, i wiecie co? Pomijając jakieś sporadyczne literówki, znalazłam jeden – akcję rodem z Hobbita, czyli coś czego strasznie nie lubię. Otóż w czasie bitwy (o której nic wam nie powiem), kiedy to już się mocno wkręciłam, kiedy krew się lała, latały poucinane kończyny i głowy, konie rżały, ludzie wrzeszczeli… Cass dostała obuchem w łeb i rozdział się urwał. A zapowiadała się taka fenomenalna krwawa jatka :’( Ale to chyba jedyny minus. Czyli w sumie można uznać, ze minusów brak… prawda? ;)

UWAGA, BO POLECAM!
Och, chyba wyczerpałam limit cukru na ten miesiąc. Niestety, nic nie poradzę na to, jak bardzo przypadła mi do gustu Mapa kości. Jeśli pierwszy tom miał poziom niczego sobie, to drugi go przeskakuje i pieruńsko podnosi poprzeczkę. Ja osobiście nie mogę się doczekać kontynuacji. A komu polecam? Cholera jasna, najlepiej Wam wszystkim! Jeśli szukacie czegoś dobrego, z pazurem, czegoś wciągającego i dającego kopa waszej wyobraźni, to bierzcie się najpierw za Ogniste oczyszczenie, a tuż po nim za Mapę kości. Piekielnie warto!

Pora na Was! Czytaliście? Też was tak pochłonęła? A może dpiero planujecie? Albo wcale nie macie w planach tej serii? Czekam na Was w komentarzach! ;)

Trzymajcie się ciepło ;*

Q.


Za świetną książkę dziękuję Wydawnictwu Uroboros ;)




sobota, 13 maja 2017

Warszawskie Targi Książki - Kto? Kiedy? Po co? | Szczypta informacji ;)

Cześć Krokusy!
Dziś wpadam do was szybciorem i raczej nie będę się rozgadywać , bo przemówią inni. Właściwie jestem jedynie swego rodzaju pośrednikiem, takim jak gdyby sznureczkiem, pomiędzy dwoma puszkami (wiecie, takimi czaderskimi puszkami do rozmawiania :D Swoją drogą – to serio działa? Sprawdzaliście kiedyś? XD). Wpadłam tutaj, aby powiedzieć wam to i owo o imprezie, która zbliża się wielkimi krokami, o której każdy bibliofil wie, chociaż nie każdy się na nią wybiera. Ja niestety nie dam rady stawić się na miejscu w tych dniach, jednak jeśli ktoś z was wybiera się na ów wydarzenie (a mówimy oczywiście o Warszawskich Targach  Książki), to gorąco zachęcam się z tym, co… co zaraz napiszę ;).

środa, 10 maja 2017

PREMIEROWO! Recenzja dziwnie (nie)pozytywna || Wiatrodziej, Susan Dennard

Czołem Kleksy!
Ta recenzja miała tu być tydzień temu. Serio. Czemu nie była? Bo niespodziewanie Wiatrodziej autorstwa Susan Dennard, o którym zaraz wam opowiem mnie pokonał. Zupełnie nie tego się spodziewałam, zwłaszcza, że pierwszy tom cyklu odebrałam zupełnie inaczej. Tutaj podsuwam wam recenzję Prawdodziejki [KLIK], a tymczasem pozwólcie, że przejdę do Wiatrodzieja ;).

poniedziałek, 1 maja 2017

Historie to najbardziej dzikie ze wszystkich stworzeń. | Siedem minut po północy - Patrick Ness, Siobhan Dowd

Cześć Potworki!
Oh, jak ja czekałam na tę książkę. Nie, nie chodzi o to, że przedłużała się data premiery. Nic z tych rzeczy. Po prostu wygrałam ją w grudniu w konkursie wydawnictwa… a dotarła do mnie po milionie zapytań jakoś w marcu. No i nareszcie znalazłam na nią czas. Moi drodzy, pozwólcie, że opowiem Wam o Siedmiu minutach po północy autorstwa Patricka Nessa, na podstawie pomysłu Siobhan Dowd.

środa, 26 kwietnia 2017

*zbieram szczękę z dywanu* | Co kryją jej oczy Sarah Pinborough

Czołem Smoczyska!
Co tam u was słychać? U mnie się jakoś nijako zrobiło. Z utęsknieniem czekam na długi weekend. Wy też? A dziś przychodzę dla was z książką, która mnie rozłożyła na łopatki. Dalej nie jestem pewna, czy wyzbierałam wszystkie zęby z dywanu. Serio, szczena mi opadła. O czym będę mówić? Moi Drodzy, chcę Wam opowiedzieć o thrillerze Sarah PinboroughCo kryją jej oczy.

POKRÓTCE O WSZYSTKIM ;)
Boję się pisania tegoż opisu. Ale spokojnie, obędzie się bez najdrobniejszych spoilerów – już ja się o to postaram ;).
Adel i David przeprowadzają się do Londynu. Pragną zacząć od nowa, odbudować ich związek, który dla kogoś z zewnątrz mógłby wydawać się idealnym, wzorowym. Ale czy na pewno? Czemu więc David zdradza żonę ze swoją sekretarką – Louise? I dlaczego Adel ukrywa przyjaźń z tą samą kobietą przed swoim mężem? Co tak naprawdę łączy tych dwoje? Jakie tajemnice skrywają się w mroku przeszłości? Ile jest w stanie zrobić człowiek w imię miłości? I jaką rolę w tej historii odegra Louise? Och, pytania mnożą się z strony na stronę, a odpowiedzi… odpowiedzi znajdziecie na samym końcu tej historii!

czwartek, 20 kwietnia 2017

Zbiór boskich historii || Mitologia nordycka, Neil Gaiman

Cześć Kaczorki!
Oj, sobie napytałam biedy. Nie mam bladego pojęcia jak się za tę opinię zabrać. Serio. Przemyśleń mi nie brak, spostrzeżeń też… ale jakieś one takie mało recenzenckie XD No nic, jakoś to będzie. Panie i Panowie, mam zaszczyt opowiedzieć wam co nieco o Mitologii nordyckiej Neila Gaimana.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Chyba się zakochałam. "Ogniste oczyszczenie" Francesca Haig

Cześć Zajączki!
Niby przerwa świąteczna powinna być świetną okazją do pisania/czytania/blogowania… a u mnie jak zwykle jest na odwrót :D Nijak nie mam głowy do skakania z bloga na bloga, skrobania postów... no dobra, czytanie względnie mi idzie i to na dwa fronty, ale mimo wszystko mogłoby być lepiej. No ale, jak to się mówi: jak się nie ma co się lubi, to się kradnie lubi co się ma! A ja mam dla was książkę, po której nie spodziewałam się zbyt wiele... a dostałam wszystko, czego akurat potrzebowało me czytelnicze serduszko.

Zacznijmy od tego, że nie mam pojęcia cóż mną kierowało, kiedy kupowałam tę książkę. Chyba nawet nie było jej na mojej liście chciejek. Do tego ta okładka mnie denerwuje, bo są na niej nawet nie jedna, a dwie mordy,  w tym jedna niesamowicie przypomina buźkę aktora grającego w ekranizacji Intruza… No więc nie wiedzieć czemu jakiś czas temu kupując prezent dla Marcina dorzuciłam do koszyka Ogniste oczyszczenie. Szpulnęłam je na półkę i omijałam szerokim łukiem, tym bardziej, iż na LC ma ono niespełna siedem gwiazdek, co nie sugerowało, że historia ta okaże się… takim cudeńkiem!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Nasze nie gryzie! O polskiej literaturze.. od innej strony ;)

Cześć Sufleciki!
Tak się jakoś podziało, że właśnie powinnam być na matematyce, ale nie dotarłam… więc mogę skrobnąć dla was tegoż posta. Posta, który nie będzie recenzją – tak jak obiecywałam, powracam do pisania moich wywodów od czapy,  z którymi możecie się zgadzać, możecie się nie zgadzać, a napisać i tak je napiszę – bo  mogę :D. O czym dziś będzie? O nas. O Polakach i o tym, jak podchodzimy do rodzimej literatury.