Cześć Jagódki!
Ferie mi się zaczęły! <3 Serce
me się raduje i fika fikołki, więc spodziewajcie się zasypu postami i mojej
obecności tak tu, jak i tam, i tam troszkę dalej i obok.. no jednym słowem:
wszędzie :D Mam dziś dla was recenzje, która będzie
dziwna, bo i książka normalna nie jest. Ale o tym za chwilę ;)) Dziś pragnę
przedstawić wam Margo Tarryn Fisher.
Ostatnio robię wszystko na opak.
Czytałam już Hoover i pozytywnie mnie zaskoczyła, postanowiłam więc dać kolejna szansę pani Fisher, która
absolutnie zraziła mnie w połowie swoim Never
never. W sumie na początku nie miałam w planach sięgać po Margo, ale po kolejnej recenzji pełnej
zachwytów, i to na blogach, którym ufam, których autorki mają gusta bardzo
podobne do moich, uznałam, ze raz kozie śmierć. Biere to. Tym bardziej, że opis
zapowiadał całkiem niezłą historie…