piątek, 29 lipca 2016

Coś dla zmęczonych wampirami i elfami :)

Czy tylko mnie ta okładka zniechęca?
 Nie dajcie się nabrać!
Pocałunek Kier
Lynn Raven

Cześć Wam! 

Dawno nie było tu porządnej recenzji, a to karygodne z mojej strony. Dlatego dziś przychodzę do Was z prawdziwą perełką. Czytałam tę książkę kilka tygodni temu, i naprawdę żałuje, że nie pisze tego tekstu zaraz po jej przeczytaniu. Nie mniej jednak pozycja jest na prawdę godna polecenia, a  w dodatku nie jest to cykl, czy trylogia, lecz „pojedyncza” książka, więc bez problemu możecie ją wpleść w swoje czytelnicze plany. Mam nadzieję, że po tej recenzji bez wahania to zrobicie. Dziś chcę Wam powiedzieć o Pocałunku Kier Lynn Raven. 

A więc zacznijmy od fabuły, która swoją drogą zachwyca, chociaż ciężko jest ją opowiedzieć niespoilerując :’(. Ale mimo wszystko spróbuję! ;) Pomiędzy ludem Nivadów, a plemieniem wojowniczych Kierów panują napięte stosunki. Właściwie… to oba państwa toczą ze sobą wojnę. Kiedy ciężko chory władca Kierów rozkazuje dowódcy swoich wojsk – Mordanowi – porwać nivadzką uzdrowicielkę – Lijanas, mężczyzna wyrusza na terytorium wroga. Goni go czas, gdyż król ograniczył okres, w jakim Kier ma wykonać swoje zadanie. Porwawszy kobietę Mordan wraz z swoim oddziałem ruszają w drogę powrotną. I to tu rozpoczyna się właściwa akcja. Na drodze wojowników pojawi się wiele przeszkód, a Lijanas okaże się bardzo niepokornym więźniem, ku ogromnej irytacji dowódcy Kierów. W dodatku za porywaczami podążać będzie nie tylko oddział ratunkowy. Czy Mordanowi uda się dotrzeć na czas do stolicy? Jak tak na prawdę wyglądał początek tej wojny? Czy Lijanas da się w końcu zniewolić? Jaką tajemnicę skrywa uzdrowicielka? Co tak naprawdę kryje się za porwaniem dziewczyny? Oh, chyba już mnie znacie - dzióbek na kłódkę, sami sprawdźcie! :)



Zacznę od tego, co pamiętam dokładnie nawet teraz, i co pierwsze przyszło mi do głowy na wspomnienie Pocałunku Kier. Język postaci. Matkoboskoczęstochowsko to było świetne! Pani Raven nie poszła na łatwiznę z dialogami. W Pocałunku Kier nie znajdziecie normalnych rozmów. Bohaterowie zwracają się do siebie w liczbie mnogiej, co z początku mnie cholernie irytowało, bo nie wiedziałam, czy postać zwraca się nadal do jednej osoby, czy nagle zaczęła mówić do wszystkich. Ale po kilku rozdziałach przestałam się gubić, i wręcz czekałam na dialogi. Naprawdę, one są świetne, tworzą niezwykły, starodawny klimat. Zwroty jakie tam padają przeniosły mnie do świata Kierów. Żadnych „typowych” przekleństw i okrzyków w stylu „Cholera!”, czy „o Boże!”. Nie, bohaterowie Pocałunku Kier wolą coś w stylu: „Przeklęty czarnowłosy drań! Żeby zgnił w nieskończonych labiryntach!”, ewentualnie przywołują niezliczone demony, czorty i inne złe duchy. Ale o duchach powiem za moment

Jeśli już jesteśmy przy dialogach, to uwielbiam humor autorki. Naprawdę, gdy tylko Lijanas ścierała się z Morganem padały tak bajeczne riposty, że aż się człowiek szczerzył do książki. Mój tata miał poważne podstawy podejrzewać, że powoli mi szajba odbija, serio. W książce latały talerze, szły w ruch pazury, tłukła się porcelana, i generalnie było chwilami gorąco. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie charakterne relacje, jak te, które pojawiły się w Pocałunku Kier.


Apropos, nie mogę nie wspomnieć o uczuciu, które (no któż by się spodziewał!) pojawiło się pomiędzy Lijanas a Morganem. Nie jest jakimś specjalnym zaskoczeniem, że prędzej czy później ta dwójka się w sobie zakocha. Jednak w tym przypadku będzie to raczej później, za co bardzo dziękuje autorce. Tu nie ma tego irytującego BENG! Kisski, lovki, kochamy się, chodźmy płodzić dzieci! Nie, w Pocałunku Kier miłość pojawia się stopniowo. Najpierw wydaje się, że to w ogóle jest jakaś abstrakcja, bo Morgan traktuje uzdrowicielkę jak więźnia. W sumie muszę zaraz o tym więcej powiedzieć… ale to za moment :D. Z początku głowni bohaterowie ciskają w siebie piorunami, interakcje miedzy nimi są oschłe, i stale pojawia się to przeklęte, formalne „Wy uzdrowicielko” i „Wy Kierze”… Jakby nie mogli mówić do siebie po imieniu, jak człowiek do Kiera. Później pojawia się wzajemny szacunek, jakieś zalążki sympatii… Miłość naprawdę rodzi się na naszych oczach, a gdy już jest, to długo pozostaje w głowach bohaterów. Wiecie, takie „kocham ją, ale ona na pewno mną gardzi” i na odwrót. Ale kiedy już się pojawia, to pochłania czytelnika. Dawno nie czytałam czegoś takiego. Naprawdę pożerałam strony, czekając na wspólne sceny głównych bohaterów, i aż mną siepało, gdy te dwójkę rozdzielono. Chciałabym wam powiedzieć coś więcej, ale nie mogę. Przeklęte spoilery, niech je piekło pochłonie.


Miejsce akcji. Cóż, o tym powiem troszkę więcej. Z początku było mi ciężko. Czytanie utrudniał język bohaterów, a i wrzucenie mnie nagle w zupełnie obcy świat nie pomagało. Musiałam się z tym wszystkim oswoić, ogarnąć kto kogo nie lubi, który król zabrał komu zabawkę w piaskownicy, czemu się te dwa narody nie lubią i w ogóle. Ale gdy już to opanowałam, to poszło z górki. Utknęłam w tej krainie. Naprawdę, pięciuset stronicową książkę przeczytałam w jakieś dwa dni, i to tylko dlatego, że mi bezczelnie przerywano. A gdy historia dobiegła końca miałam takie „Co..? Jak to? Koniec? A kolejny tom? Tato, ja nie chcę! Proszę mi tu zaraz napisać kontynuacje!”. Nie chciałam opuszczać krainy Kierów. Gromkie brawa dla Lynn Raven za to, co stworzyła. Począwszy od obu ludów, tak diametralnie różnych, tak doskonale opisanych, jakby naprawdę istnieli. Lynn pozwala nam poznać tradycje obu narodów, raczy niesamowitymi opisami strojów, kultury, poglądów. Naprawdę niczego tu nie brakuje. Następnie poznajemy historię całej krainy, która jest ściśle związana z naszymi bohaterami. Konflikt między Nivadami a Kierami jest dokładnie wytłumaczony, i naprawdę mistrzowsko pomyślany. Szacun pani Raven, chylę czoła. Okej, w pewnym momencie zaczęła mi migać lampeczka, że jakby tu połączyć fakty, tam sobie dopowiedzieć, tu dopisać, to w sumie można by coś przewidzieć, ale mimo wszystko całość mnie zaskoczyła. 


Lecim dalej! Czas najwyższy przybliżyć co nieco plusy i minusy akcji utworu. Na samym początku nie mogłam się w to wgryźć, tak przez jakieś 20 stron max. Dopiero jak porwali Lijans zaczęłam naprawdę czytać tę książkę, i jestem zachwycona. Najpierw byłam w szoku. Tak jak już wspomniałam, Mordan traktował uzdrowicielkę jak więźnia. Na prawdę miałam ochotę go udusić, bo jak można tak kogokolwiek traktować? Który prawdziwy mężczyzna śmie podnieść rękę na kobietę? Ughhhh zabić Mordana to mało! Nawet jego towarzysze byli zniesmaczeni zachowaniem dowódcy. Bałam się, że tak będzie aż do końca, ale na szczęście  z czasem Kier nabrał ogłady, i strona po stronie podbijał moje serce. Co jeszcze? Oh, właśnie! Bo to jest pieruńsko ważne: Morgan i jego towarzysze nie są ludźmi! Kierowie są osobnym gatunkiem. Tutaj zamiast wampirów, wilkołaków, elfów i innych oklepanych istot mamy tych właśnie wojowników. W zasadzie Kierzy wyglądali jak my, z tym że ich ciało pokrywała sierść. Podobno jest to mięciutki meszek, nie wiem, nie macałam. A szkoda, bo chętnie bym poczochrała takiego Mordana <3. Kierowie są niezaprzeczalnym atutem tej książki, bo są czymś nowym. Nie wiadomo czego się po nich spodziewać, są miłą odmianą po Edwardach i innych takich. A do tego jeżdżą na niesamowitych rumakach. Byłam (ba! Nadal jestem!) oczarowana opisem wężowych koni <3. Akcja utworu zaskakuje. Okej, czasami trafiły się dłużące się momenty, ale pal licho z nimi! Całość jest świetna, słowo blogerki. Czytając bałam się o życie bohaterów, klnęłam na tych złych, wściekałam się tak na Lijans, jak i (zwłaszcza) na Morgana. Naprawdę towarzyszył mi pełen wachlarz emocji. A zakończenie… Kurde, najchętniej ukatrupiłabym autorkę za takie bawienie się moimi nerwami. Ale shhhh… Nic więcej nie powiem :X.


Pora na słów kilka o naszych bohaterach, a że kobiety mają pierwszeństwo, to zacznę od Lijans. Naprawdę polubiłam te Nivadkę. Dziewczyna miała pazurki, i co krok je pokazywała, ale nie była takim wiecie… irytującym babskiem. Lijans walczyła o swoje, mówiła co myśli, i często za to obrywała od tych durni, Kierów. Podobała mi się cała ta akcja z tajemnicą, którą skrywała. Ciągle wracałam do poprzednich rozdziałów, czytałam fragmenty, które wydawały mi się być wskazówkami, i czekałam na wyjaśnienie tajemnicy. Masakra, naprawdę na brak sekretów nie da się tu narzekać, każdy bohater jakiś posiada, a nawet nie koniecznie jest tego świadomy. MILCZ Q, BO WSZYSTKO POPSUJESZ! Podziwiałam Lijanas za jej zdolności i wiedzę medyczną, a także oddanie zawodowi. To, co zrobiła w mieście w skale…. Lalalalala :X. Zdecydowanie zaliczam te dziewczynę do grona moich ulubionych żeńskich postaci
Czas na Mordana. Cóż, z początku chciałam go oskalpować, wykastrować, udusić, wypatroszyć, i zmusić do obejrzenia wszystkich odcinków Mody na sukces. Nie to, że był irytujący, bo postacie w tej książce nie irytowały mnie w ogóle, On po prostu był dupkiem. Zero zrozumienia, serca, współczucia... no typowy wojskowy służbista: dostał rozkaz porwać niewiastę, to porwał. Nigdzie nie pisało, że trzeba ją karmić, szanować i takie tam. Czułam jakąś dziwną satysfakcję za każdym razem, gdy Lijans ucierała mu nosa. Na szczęście dowódca Kierów zmieniał się z każdym rozdziałem, stawał coraz to wspanialszy, aż w pewnym momencie z patroszenia i skalpowania przeszłam do wyściskania i wycałowania. Mordan stał się moim kolejnym książkowym mężem. Warto dodać, iż Kier miał ksywkę „Krwawy Wilk” więc łatwo się domyślić, że wojownik był z niego pierwszej wody. Każda scena, w której wyciągał miecz była świetna. Tym razem zupełnie nie przeszkadzała mi nierzeczywistość, ten superbhateryzm Mordana… bo być może wszystkie Kiery mają smykałkę do wojaczki?


Właściwie znów mi przerwano pisanie, i pogubiłam się w tym co już powiedziałam i w tym, co dopiero powiedzieć miałam, więc poprzestanę na tym ;).

Podsumowując: Gorąco polecam tę książkę łowcom dobrych historii, miłośnikom fantasy, i właściwie każdemu, kto czytać lubi chociaż w połowie tak, jak ja. Pocałunek Kier to gwarancja oderwania od rzeczywistości, ogromu emocji, wielu zaskoczeń, fantastycznych tajemnic, które odkrywa się razem z bohaterami, oraz potężnego książkowego kaca. Naprawdę POLECAM! 

A czy Wy już czytaliście? Co myślicie? Skusiłam Was? Czekam tam o, poniżej ;).

Do napisania!
Q.
PS. O luju, czy tylko mi się wydaje, że średnio 4 razy na akapit pisałam "na prawdę"? -,-

26 komentarzy:

  1. Nie czytałam ale.... strasznie mnie zaciekawiłaś! Wężowe konie? Kiery to nie ludzie? Mordan to straszny dupek? A Lijans umie się odgryść? Książko błagam cię wpadnij w recę i to szybko! Tak mi namieszałaś w głowie tą książką,że nawet nie wiem co pisać. Jeden tom i 500 stron miłośi.... <3 Dawno nie czytałam jedno tomowej książki :D Mi okładka się podoba. Jest trochę mroczna ale i piękna na swój sposób. Jak mówiłaś co zamierzasz zrobić Mordanowi to miałam uśmiech na ustach cały czas i przypomniał mi się Maven z Czerwonej Królowej. Zawsze wolałam Cal'a :D #CalTeam. Znowu się rozpisuje w komentarzach zamiast pisać posty :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dawno nie miałam w rękach jednotomówki, i obawiałam się jakoś Pocałunku, ale okazał się lepszy od nie jednej trylogii <3
      Cholera, czy tylko ja lubiłam Mavena i nadal mam nadzieję, że ta łajza się nawróci i pod koniec będzie dobra? Co nie zmienia faktu, że też wolę Cala :D
      Dziękuję Kochana za komentarz, buziory ;**

      Usuń
  2. Ja jeszcze nie czytałam tej pozycji, ale zachęciłaś mnie do niej. Może kiedyś po nią sięgnę... No właśnie, KIEDYŚ :D

    Pozdrawiam cię z całego serduszka i zapraszam do mnie na 'English Matters 59/2016 | Recenzja' :)
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam to KIEDYŚ :D Tyle jest świetnych książek, że nie wiadomo za co się zabrać najpierw :P
      Oczywiście zaglądnę ;)
      Buziaki ;*

      Usuń
  3. Ooooo ^^ Ostatnio mam fazę na pojedyncze książki, więc ta na pewno przypadłaby mi do gust!
    Chciałabym powiedzieć, że lecę po tę książkę do biblioteki - ale moja biblioteka jest w trakcie remontu :((( Poza tym, okładka jest zabójcza i czuję potrzebę posiadania jej XD
    Niesamowicie ciekawią mnie te dialogi. Pamiętam, w książce "Ja, potępiona" była taka wariatka co kazała do siebie mówić w liczbie mnogiej (i sama mówiła o sobie jak o kilku osobach - ale musimy jej to wybaczyć, gnije w Tartarze już ładne kilka tysięcy lat). Strasznie denerwowały mnie takie dialogi, więc jestem ciekawa jak to będzie tutaj :D
    Miłość przychodzi później? Bardzo dobra wiadomość! :D
    Pozdrawiam Cię serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z początku idzie hyzia dostać z tym "Wy", "Was", "Oni" "One" i wgl, ale później ciężko się bez tego obyć. Pamiętam, że jak czytałam kolejną książkę po pocałunku, to miałam problem z tym, że bohaterowie mówili do siebie normalnie :D
      A wątek miłości jest genialny, Q ryczała <3
      Ja, potępiona? To któraś z części tego cyklu z Ja, diablica? Nie czytałam jeszcze ;< Warto??
      xoxo

      Usuń
    2. Tak :D "Ja, diablica", "Ja, anielica" i "Ja potępiona" to trylogia o Wiktorii Biankowskiej :D
      Książki z ogromną dawką humoru :D Podobał mi się styl pisania autorki i mogę Ci serdeczne polecić :DD

      Usuń
  4. Już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kupnem tej ksiązki, zwłaszcza, że można ją kupic za grosze :)
    Czytałam już z milion opinii na temat tej pozycji i chyba każdy podkreśla, ze tytuł i okładka do treści ma się jak PIS do sprawiedliwości :D
    Dobrze, bo właśnie te dwie rzeczy mnie odstraszają od niej. Myślę, ze może w końcu ją przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka mnie przeraziła, to znaczy bałam się, że ta bestia z tyłu to Kier jest. I jak sobie pomyślałam o romansie tego konio-trupa z człowiekiem... a idź pani, toż to by było chore! Na szczęście to nie jest Kier :D I tak, okładka w ogóle nie oddaje treści. Kupuj kupuj ^^

      Usuń
  5. Powiem Ci, że okładka książki zupełnie nie zachęca, ale jak przeczytałam Twoją recenzję, to myślę, że sięgnę po tę pozycję w najbliższym czasie. Wystarczy na razie kryminałów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka w ogóle nie oddaje wnętrza, a szkoda. Właśnie przez tę oprawę długo zwlekałam z sięgnięciem po Pocałunek, ale gdy w końcu się przemogłam, to nie pożałowałam ;). Tym razem zdecydowanie nie oceniaj książki po okładce ;)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
    2. Wiele książek ma ten problem, że wydawca dobiera okropną okładkę albo po prostu niepozorną. Wtedy czytelnik nie zwraca na książkę uwagi, bo - umówmy się - wszyscy kierujemy się w jakiejś części względami estetycznymi, a często warto. Nie wiem czy znasz książki Olgi Rudnickiej? Treściowo rewelacyjne, a okładki okropne. Chociaż 2 najnowsze mają przyzwoite, trzeba przyznać :)

      Usuń
    3. Zgadzam się. Swoją droga nie rozumiem co kierowało wydawcą... Bo w przypadku Pocałunku Kier na okładce jest główna bohaterka (pomińmy atrakcyjność biało-białej postaci z rozmazanym tuszem do rzęs ;<), okej, to logiczne... a to "coś" z czerwonymi oczami... właściwie nadal nie mam pewności, czy chodzi o wężowego konia, czy o złego ducha. W każdym bądź razie i koń i demon są wątkiem pobocznym, więc co robi na okładce? Chyba tylko straszy.
      Niestety, nie miałam przyjemności czytać jej książek, ale okładki pokazane na liście LC faktycznie nie zachęcają. Mówisz, że w tym przypadku nie powinnam oceniać po okładce... czyli ze warto sięgnąć po jej książki? Polecasz? :)

      Usuń
  6. Byłam okropnie zniechęcona okładką i szczerze powiedziawszy nie zamierzałam po nią sięgnąć, spodziewając się czegoś co najwyżej przeciętnego. Twoja recenzja całkowicie mnie do niej przekonała! Uwielbiam, gdy bohaterowie zwracają się do siebie skomplikowanym językiem, lubię ciekawe światy i interesujące wątki. Myślę, że niedługo po nią sięgnę :)
    Prześwietna recenzja!!!
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "The Murder Complex" Lindsay Cummings! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana ^^
      No tak, pokrzywdzono te książkę okładka, nie da się zaprzeczyć. Ale przysięgam, ze oprawa nijak ma się do wnętrza. Na prawdę historie czyta się na bezdechu, są łzy śmiechu i wzruszenia.... Pocałunek Kier niszczy <3
      Już zaglądam :D

      Usuń
  7. O matko...
    Nie powiem, naprawdę... bardzo mnie zaintrygowałaś. Chociaż opis, który mnie uraczyłaś, czyli zwiastun fabuły od początku kręcił mi w nosie wyjątkowo 'gniotowatym' wątkiem miłosnym. Miło mi jednak było czytać dalej, kiedy niejako zapewniałaś mnie, że czegoś takiego nie będzie miało miejsce. Cóż, w następnym tygodniu planuję małe książkowe zakupy, więc może akurat skuszę się na nią? Chociaż sama nie jestem do końca pewna, ponieważ nigdy wcześniej nie słyszałam o tej pozycji ani o samej autorce. Także będzie to jedna wielka niewiadoma, w którą być może wkroczę. :)
    Tymczasem zapraszam do siebie na bloga : http://the-moon-books.blogspot.com a samej tobie życzę weny na kolejne recenzje! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że cie zaintrygowałam ;) Miłości jest sporo, chociaż nie wiem, czy dominuje... chyba nie. Mi ten wątek zdecydowanie przypadł do gustu, i nie irytował tak, jak to często się dzieje z lovestory. Ja czytałam wypożyczoną książkę, ale Kasia z innego bloga pisała, ze można ją nabyć za grosze ;) I tak jak Ty nie miałam nigdy styczności z tą autorką, a na książkę trafiłam przewijając spis którejś z księgarni :D
      Na pewno zajrzę, dzięki! ;*

      Usuń
  8. Miałam tą książkę u siebie na półce i bez czytania sprzedałam.
    Niestety te śnieżnobiałe kartki mnie odstraszyły :/
    Tyle stracić...
    Pozdrawiam
    http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mów! Kurcze, żałuj dziewczyno -,-
      Ej, pierwszy raz spotykam się z tym, że ktoś nie lubi białych kartek :D Co jest w nich złego? Bo mnie to zaintrygowało :P

      Usuń
  9. Właśnie sobie przypomniałam, że przecież mam tę książkę na półce :D tak ją wychwalasz, że muszę ją jak najszybciej przeczytać :D swoją drogą byłam pewna, że to początek jakiejś serii, mądra ja, nawet tego nie sprawdziłam... w każdym razie, mam nadzieję, że uda mi się przeczytać tę książkę w najbliższej przyszłości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie sprawdziłam przed czytaniem, i byłam przekonana, że to ma kontynuacje. Nie wyobrażasz sobie mojego zawodu, gdy przeczesywałam internet a tu nic ;C :P
      Koniecznie przeczytaj Pocałunek kier, warto! :)

      Usuń
  10. Ja tę książkę przeczytałam zaraz jak tylko została wydana. Pochłonęłam ją w kilka godzin i totalnie się w niej zakochałam. Okładka może niezbyt zachęcająca po sięgnięcie ale historia po prostu niesamowita. Jak na razie zauważyłam, że prawie każda osoba, która przeczytała "Pocałunek Kier" jest nią zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w stu procentach! Ta książka jest niesamowita <3

      Usuń
  11. Wreszcie coś, co nie ma żadnej kontynuacji! Czekałam na taką książkę, którą bez problemu będę mogła zakupić i przeczytać, bez martwienia się co będzie jeśli książka faktycznie mi się spodoba, a ja nie będę miała możliwości przeczytania kolejnych części. Dopiszę ją do swojej listy "must read":)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno można ją kupić za grosze, więc poszukuj i czytaj, polecam całym serduchem! ;P

      Usuń
  12. Jakoś do niej nie jestem zbytnio nastawiona... nie przeczytam jej raczej.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)