sobota, 10 czerwca 2017

Pająk zabity, kanapka zjedzona, pora na seks! | Debiutant, SJ Hooks

Cześć Jabłuszka!
Totalnie nie wierzę, że to recenzuję. SERIO. W dodatku nie wierzę w to, co mam zamiar zaraz napisać kierując się bazgrołami z karteczki „na uwagi”. SERIO SERIO. Moi drodzy, dziś na blogu zagości po raz pierwszy erotyk. Nadal nie wierzę xD. Pozwólcie na to, że skrobnę słów kilka o Debiutancie SJ Hooks ;).




Stephen Worthington jest wykładowcą na uniwersytecie. Jego życie jest do szpiku kości przewidywalne. Nudne. Dzień po dniu powtarza ten sam schemat, w który wliczają się wykłady, odbywające się we wtorki i piątki, na których spokój jego duszy zakłóca jedna ze studentek. Julia Wilde za nic ma ogólnie przyjęte zasady. Głośno mówi co myśli, wiecznie zapomina zwracać się do Stephena per „profesorze” i skrupulatnie dba o to, aby na każdych zajęciach zagrać na nerwach wykładowcy. Stephen szczerze nie trawi tej dziewczyny… aż do pewnego wieczoru, kiedy to niespodziewanie trafia do jej sypialni. Tam rolę się odwracają. Teraz to Julia będzie uczyć swojego profesora łóżkowych sztuczek. Co z tego wyniknie? Jak rozwinie się ta dziwna relacja? Czy związek wykładowcy ze studentką ma jakąkolwiek rację bytu? Sprawdźcie sami!


Okej, coś czuję, że recka nie będzie zbyt długa. W sensie… to był erotyk. Nie wiem, jak jest w waszym przypadku, ale ja od takich książek nie wymagam zbyt wiele. Mają mnie odmóżdżyć, mają pozwolić mi przez te kilkanaście godzin wyłączyć myślenie. W przypadku erotyków nie oczekuję ani jakichś ambitnych wątków, ani czort wie jakiej historii. Ma być miło. A jeżeli książka w jakiś sposób mnie zaskoczy, to miło z jej strony ;).W szale poprawek i zaliczeń Debiutant spadł mi właściwie z nieba i okazał się odmianą strzeloną w dziesiątkę. Przeczytałam go w jakieś półtora dnia i właściwie byłam zaskoczona, kiedy się skończył. Pieruńsko  szybko mi się go czytało, co liczę mu na plus – z Greyem np. męczyłam się blisko tygodnia :’) W zasadzie byłam pewna, że to taka jednorazowa przygoda… ale może sięgnę po kolejny tom, kto wie? Wszystko będzie zależeć od mojego humoru chyba, bo właściwie z miłą chęcią dowiem się jak skończy się historia Julii i Stephena :).


Wiecie co wyróżnia Debiutanta? Bohaterowie. Pierwszy raz spotkałam się z erotykiem, w którym to nie kobieta, a facet jest tym niedoświadczonym, wstydliwym i niepewnym. Muszę przyznać, że była to miła, udana odmiana. Stephen przeważnie rozbrajał mnie swoją niewiedza i brakiem doświadczenia, był niesamowicie słodki. Jednak chwała niebiosom, że Hooks nie uczyniła z niego trzydziestoletniego prawiczka, o to byłoby moim zdaniem przegięciem. Podobało mi się to, jak stopniowo główny bohater rozwijał się i  zmieniał. Wyszło to bardzo naturalnie i jestem pewna, że w kolejnym tomie Stephen nadal będzie się zmieniać, ewoluować. W zasadzie to dla tej przemiany mam ochotę na kolejny tom. Nie, Stephen nijak nie nadawał się na książkowego męża, na książkowego narzeczonego ani nic z tych rzeczy. Dla mnie jest on takim obiektem eksperymentalnym do obserwacji. Bardzo sympatycznym obiektem ;).
Z kolei Julia w Debiutancie odgrywa rolę tej obeznanej w temacie seksu, otwartej, śmiałej i bezpruderyjnej. I tu znowu Hooks należą się pochwały za smak, z jakim wykreowała tę dziewczynę. Bo wiecie, mogła z niej zrobić jakąś zdzirę, mogła stworzyć coś ohydnego, wulgarnego i odstraszającego, ale nie popełniła tego błędu. Julia jest po prostu piekielnie pewną siebie i nowoczesną dziewczyną, a przy tym charakterną i niesamowicie inteligentną. Żadnych Anastasii i wewnętrznych bogiń! Szczerze polubiłam Julię za jej sposób myślenia, za podejście do łajzowatego Stephena i…. no, za całokształt ;)
Oprócz tej dwójki w książce przewija się kilka postaci, ale nie są one zbyt istotne. Są, żeby być – nic poza tym, więc nie widzę sensu w dokładniejszym opisywaniu ich.


Co jeszcze przypadło mi do gustu? Cóż, zdecydowanie język, jakim posługiwała się autorka. Nareszcie oszczędzono mi kut**ów, chu*jów i innych wulgaryzmów typowych dla erotyków. Hooks sprytnie wybrnęła z konieczności używania konkretnie tych najostrzejszych zwrotów – wszystko było opisane  z perspektywy Stephena, który był dżentelmenem, a do tego profesorem literatury angielskiej, tak więc podświadomie dbał o słownictwo i brzydził się wulgaryzmów. Kurcze, nawet nie wiecie jakie to dziwne uczucie czytać erotyk, w którym seks jest nazywany  np. „zbliżeniem”, na członka nikt nie mówi „ku*as”, tylko „penis” no i generalnie wszystko jest jakieś takie ładne i nieodpychające. Jak dla mnie bomba ;).


Ano właśnie tu, w Debiutancie. Jak już wspomniałam narratorem jest tu nie kobieta, tak jak w przypadku większości książek tego typu, a facet – Stephen. Muszę przyznać, że to była przyjemna odmiana. W prawdzie nie poczułam się, jakbym weszła w męski umysł i zgłębiła jakieś nieznane mi jego tajniki, bo główny bohater nie bardzo zaliczał się do przedstawicieli płci brzydszej, ale na pewno dzięki temu zabiegowi miałam spory ubaw, bo  i Stephehn nieświadomie umiał bawić zarówno Julię, jak i mnie. Jego przemyślenia były rozbrajające, jego problemy i wahania komiczne, jego logika tak dziwna, że aż fajna. Jednym słowem uważam, że Stephen spisał się jako narrator, za co Hooks należą się gratulacje.


Z jednej strony jestem zadowolona z tego, że seks w książce był opisany smacznie, bez żadnego rozpadania się na kawałki i temu podobnych, a z drugiej żałuję, że najbardziej emocjonującym fragmentem Debiutanta było zabijanie pająka przez Stephena. No, i może jeszcze wizyta w klubie dla gejów, chociaż nawet z tym pająk wygrywa. Brakowało mi jakichś ostrzejszych zwrotów akcji, jakiejś solidnej dramy. Aczkolwiek mam przeczucie, że w kolejnej części będzie takich wątków więcej, a przynajmniej na to wygląda. Cóż być może kiedyś się o tym przekonam ;).


Jestem zawiedziona tym, jak zredagowano tekst książki. W Debiutancie mamy do czynienia z wiadomościami, z fragmentami facebookowych postów, z tytułami różnych powieści… i żaden z tych elementów nie został wyróżniony nawet najprostszą kursywą. Tekst jest ciągły, czcionka się nie zmienia, nie ma ani pogrubień, ani wspomnianej kursywy. To wprowadza lekki zamęt, bo musimy się domyślać co jest postem z FB Julii, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy SMS, itd. Co zabawne, gdzieś tam pod koniec książki nagle pojawiły się tytuły pisane kursywą, ale było to może 3% z tego wszystkiego, co powinno być napisane w jakiś inny, odmienny sposób.


Kurcze, jeśli wiecie, że lubicie literaturę tego typu, to jak najbardziej. Debiutant to gwarancja relaksu i  możliwości zaczerpnięcia głębokiego oddechu. Prze treść się śmiga, niejednokrotnie z uniesionymi u w uśmiechu kącikami ust. Jeśli więc szukacie czegoś naprawdę lekkiego, czegoś na jeden wieczór, co pozwoli wam się odprężyć, ale nie zostanie w waszej pamięci zbyt długo, to Debiutant może przypaść wam do gustu :)


A co wy sądzicie o takich książkach? Też czasami po prostu coś was podkusi do wzięcia się za erotyk? A jeśli tak, to czy sięgniecie po Debiutanta? Czekam na was w komentarzach!

Buziak ;*
Q.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Harper Collins ;)

28 komentarzy:

  1. Użycie słowa "zaliczenie" i "Debiutant" w jednym zdaniu było dość niefortunne xD
    Dobra, po raz babo: kutasów się nie kropkuje, bo jest to wkur....wiające. Nie bójmy się wulgaryzmów, skoro ich używamy!
    Powiem CI, że ta odmiana nawet miła :D I po prostu nic nie denerwuje mnie jak jakieś "rżnięcie" pasujące do reszty zdania tak, jak wół do karety. Tragedia. Kurde, raz czytałam erotyk, w którym to bylo też tak sensownie rozpisane, ale ni cholery nie pamiętam, co to było :<
    Dobra, a apropos ksiażki, to nie przeczytam i tak xD Mam jeszcze trochę Uwikłanych w kolejce i chyba jeszcze kilka innych, które walają się już ze 2-3 lata :<
    Buziaki babo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropkowałąm, bo gdyż to z wydawnictwa, czort wie jak oni do kutasów podchodzą, że tak powiem xD
      Ej ja nie wiem jak mi to zaliczenie się z Debiutantem połączyło xDDD
      Ja dawno dawno temu czytałam trylogię Dotyku i tam było spoko wszystko opisane, ale chyba z racji tego, ze akcja miała miejsce w XVIII wieku xD
      O widzisz, dobrze, że piszesz o Uwikłanych bo chyyyba zamówię w końcu pierwszy tom :P
      Buziaki ci też :*

      Usuń
  2. Próbowałam raz z książkami Sylvii Day , potem zmęczyłam pierwszy tom Graya i to by było na tyle. Myśle ze ten temat sie już wyczerpał, No chyba ze autorzy zaczną pisać o zboczeniach ;) po te książkę z pewnością nie sięgnę choć ciekawi mnie to zabijanie pająka ;) możesz mi zdradzić na stronie. Piękna recenzja
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylvia Day... czy to autorka Crossa? Mogę się mylić, po erotyki jeśli sięgam, to jakoś tak w ciemno, jedynie Greya pamiętam, chociaż wytrwałam zaledwie 1,5 tomu ;)
      No tak, ciężko szukać oryginalności w erotykach, ja tam od nich jej po prostu nie wymagam i z góry spodziewam się powielania schematów :)
      A to żadnym spoilerem nie będzie, więc nawet tu napisać mogę :D W którymś z rozdziałów Stephen przypętał się pod mieszkanie Julii, a ta władowała go do łazienki drąc się wniebogłosy, coby ubił potwora z kibla, najczarniejszego z czarnych, i największego z wielkich... pająka. Okrutnie się obawiała, coby jej w tyłek nie uchlał :') Ot i cała historyja, i to serio chyba najdzikszy fragment książki nie licząc scen erotycznych :P

      Usuń
  3. Niby nie moje klimaty, ale jednak "Debiutant" trochę kusi. Będę o nim pamiętać, kiedy będę potrzebowała czegoś lekkiego na odstresowanie się :)
    Read With Passion

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stresa jest idealna, sprawdzone info ;P

      Usuń
  4. tez od erotykow nie wymagam zbyt wiele i z greyem mialam spory problem, do konca nie dobrnelam, mialam dosc

    ale to brzmi kuszaco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie dotrwałam - wymiękłam w połowie drugiego tomu :')
      To było przyjemne, do przeczytania ;)

      Usuń
  5. Lubię czasem sięgnąć po jakiś erotyk :D Kto wie, może skuszę się po ten co zrecenzowałaś! :)

    Fajnie u Ciebie, zostaje na dłużej.♥

    Obserwuję oczywiście. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, i mam nadzieję że Ci się u mnie spodoba :)

      Usuń
  6. Pff, erotyk to książka jak książka. Tylko jak kilkanaście godzin? To na długie na zdjęciu nie wygląda :D
    I emm... może ktoś uznał, że mu szkoda czasu na kursywę, czytelnik i tak się domyśli? Albo to był specjalny zabieg, który miał włączyć Ci myślenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeeeee, kilkanaście godzin, bo liczę czas od kiedy zaczęłam, do kiedy skończyłam, a że był to gorący okres w szkole, to jej czytanie zajęło mi dłużej. Masz rację, książka jest krótka i do łyknięcia na raz :)

      Usuń
  7. Rzadko sięgam po erotyki, bo odrzucają mnie wulgaryzmy, których jest tam więcej niż trupów w "Gotowych na wszystko" :D Dlatego też nie zwróciłam zbyt dużej uwagi na "Debiutanta", ale kurczę, wydaje się, że to całkiem niezła książka (o! idealna na czas sesji! :D ). A uczynienie narratorem mężczyzny... Interesujące ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli denerwują Cię wulgaryzmy, to spokojnie możesz sięgnąć po Debiutanta, bo właściwie prawie ich tam nie ma :)

      Usuń
  8. Na erotyki to jestem po pierwsze za mała, po drugie, nawet pojedyncze sceny w zwykłych książkach mnie trochę odrzucają, po trzecie komepletnie nie mam ochoty na tą pozycję :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha xD W pełni rozumiem, też dawniej odpychały mnie erotyki :)

      Usuń
  9. Już samo to, że nie ma w tej książce "wewnętrznych bogiń" przemawia na jej korzyść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda?! Wewnętrzne boginie na stos! :D

      Usuń
  10. Nigdy nie przeczytałam erotyka i nie zapowiada się na zmianę! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie nie moja bajka aczkolwiek pomysł na książkę ciekawy. Przyjemnie czytało się Twoją recenzje, ale raczej po książkę nie sięgnę.

    Pozdrawiam
    zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i wiele nie tracisz :) W końcu to tylko erotyk.

      Usuń
  12. Po erotyki sięgam bardzo rzadko, jednak zaczęłam czytać serię z Crossem Sylvii Day i hmm n ie jest to nic ambitnego, ale w jakimś stopniu mnie wciągnęło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cross już jest za mną, i właściwie nie był taki zły. Chociaż wydaję mi się, ze odpuściłam sobie trzeci tom, chociaż w sumie... już nie pamiętam :) No i masz rację, erotyk potrafi wciągnąć.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Serio? Czytałam jedną recenzję tej książki i była to miazga nie recenzja. :D
    I po tej recenzji nic, a nic mnie nie przekona do przeczytania tej powieści, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam zszokowana czytając recenzję na lubimyczytać, w których Debiutanta dosłownie zgnojono. Według mnie książka była bardzo dobra, jak na erotyk. I wyróżniała się spośród tych wszystkich historii o facetach z pejczem, i biednych, niewinnych dziewczynkach.

      Usuń
  14. Erotyki to nie moja bajka. W całości nie przeczytałabym żadnej :)

    Korzystając z okazji, zapraszam na mojego lekko odświeżonego bloga po mojej długiej nieobecności. Już pojawił się pierwszy wpis :)

    Pozdrawiam!
    Karo

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)