czwartek, 16 marca 2017

Nerwica, torsje i takie tam - czyli o emocjach towarzyszącym Dworowi mgieł i furii

Pojęcia nie miałam jak ugryźć "mgły i furie"... i tak powstało to coś powyżej xD
Cześć Krakersy!
Z góry przepraszam za to, co za moment stworzę. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak ugryźć tę recenzję. Zwlekam z napisaniem jej już… trzy dni? Albo cztery :’). Dla mnie to niecodzienne, zwykle piszę tuż po przeczytaniu książki, maksymalnie następnego dnia, ale w tym przypadku… musiałam uspokoić serducho. Chwała niebiosom za notatki! Panie i panowie, czytacze i czytaczki, pozwólcie, że skrobnę słów kilka o Dworze mgieł i furii autorstwa Sahry J. Maas.
                                          
                     
DAWNO, DAWNO TEMU…
Miałam napisać zarys fabuły sama ale… cykam się spoilerów nieumyślnych, bo to drygi tom przecież! Tak więc wybaczcie, ale tym razem pójdę troszkę na łatwiznę i skopiuję opis z okładki :’)
Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.
Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeństwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić?
Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie.

NERWICA NA DZIEŃ DOBRY
Zacznę może od samiutkiego początku. Wzięłam się za Dwór nie mogąc doczekać się powrotu do moich ukochanych książąt, do Prythianu i wojowniczej Feyry. I mało mnie szlag na dzień dobry nie trafił. Mass postanowiła od progu mnie rozdrażnić, bo Prythian i jego mieszkańcy po wyzwoleniu byli… inni. Beznadziejnie inni. Tamlin, który w pierwszej części był moim ulubieńcem nr 3 nagle spadł na sam dół listy książkowych amantów, a nawet zrobił pod nią podkop. Czuły, troskliwy i romantyczny fae nagle zamienił się w magiczną, długowieczną wersję Kryszczjana Greya. Serio. Chwała niebiosom nie było go zbyt wiele, ale nawet ta niewielka dawka zdołała mnie zdenerwować. Potężnie zdenerwować. Oj, posypały się wszelakie mniej lub bardziej wulgarne określenia mężczyzny w rozmowach z dziewczynami z innych blogów :')
Kolejnym zaskoczeniem była Feyra, która nagle znijaczała. Chodziła po pałacu jak widmo, nic jej nie obchodziło, na nic nie miała siły… Czytanie pierwszych pięćdziesięciu stron widzianych oczywiście oczyma Feyry-widmo-warzywa bolało. Na szczęście z upływem stron główna bohaterka ponownie wkradła się w moje łaski - krok po kroku odzyskiwała charakter, odzyskiwała... "jakość".
 Na domiar złego w książce pojawiła się Iantha – kapłanka, która pomagała organizować ślub Tamlina i Feyry. Matko i córko, od tej kobiety tak zajeżdżało żmiją, że nie potrafiłam pojąć jakim cudem wszyscy powierzają jej wszelkie obowiązki i zwierzają się z najskrytszych problemów. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że wydarzenia , które miały miejsce pod Górą wyżarły mózgi bohaterom. Myślicie, że to minus? Nie. Zdecydowanie nie. Według mnie Maas należą się brawa za takie zmiany, za zaskoczenie ciśnięte między oczy już od pierwszych stron, nawet jeśli ów zaskoczenie drażniło mnie przez co najmniej pięćdziesiąt stron, za emocje, które pojawiły się już na samym początku –negatywne, ale intensywne. Brawo!

*Z WRAŻENIA ZABRAKŁO PODTYTUŁU*
Wiecie na co czekałam od pół roku, kiedy to skończyłam czytać pierwszy tom? Na więcej Rhysa. I Maas mi go dała, zaspokoiła moją ciekawość z nawiązką. Książę Dworu Nocy stał się jednym z moich książkowych narzeczonych już w Dworze cierni i róż, ale w drugiej części awansował na naczelnego książkowego męża. Okej, spodziewałam się, że Rhysand coś ukrywa, domyślałam się tego od wydarzeń spod Góry, także nie liczyłam na jakieś ogromne zaskoczenie. I faktycznie, to co podejrzewałam się potwierdziło… ale oprócz tego dostałam kilogramy niespodziewanych sekretów, kilometry nieznanych opowieści, i tyle niespodzianek, tyle dobra, wzruszeń i innych cudowności z Rhysem związanych… Właściwie czytałam tę książkę w pierwszej kolejności dla Rhysa, a dopiero w drugiej dla samej historii. A to mi się rzadko zdarza, żebym przedkładała chłopa nad opowieść :’). Nie mniej jednak ilekroć książę Dworu Nocy wkraczał do rozdziału, momentalnie się uśmiechałam. A kiedy Maas pozwalała mi wejść do jego umysłu, to już kompletnie odpływałam. Uwielbiałam te fragmenty, jego wspomnienia albo historie, które opowiadał Feyrze. Rhys był cudownie bezczelny, odrobinę arogancki, niesamowicie odważny i… Kuźwa, stop! Nie chcę stworzyć tu ody do Rhysanda xD. A poza tym sami powinniście odkryć kto kryje się za zimną, mroczną maską, którą Rhys zakłada ilekroć opuszcza swój dwór <3.

NIE SAMYM RHYSEM ŻYJE CZŁOWIEK!
W Dworze mgieł i furii pojawia się parę nowych postaci – jedna w drugą świetnych! Wspomniałam już o Ianthcie (to się tak odmienia?), która na moje oko musiała mieć za praprapra-babkę żmiję albo inna larwę, ale tu kończą się postacie, które miałabym ochotę wypatroszyć, a zaczynają te, które w mgnieniu oka zdobyły me serce. Zacznijmy więc może od pań – Amreny i Mor.
Pierwsza z nich to jeden wielki sztos. Trochę mogłabym marudzić, że Maas powinna ją częściej wpuszczać do rozdziałów, ale z drugiej strony... Rhys w pierwszym tomie też pojawiał się sporadycznie, a w drugim nie szło się od niego opędzić, więc naprawdę liczę na to, że część trzecia  (lub któraś z kolejnych)stanie się w pewnym stopniu „częścią Amreny” (cholera, cały czas mi się „amarena” z rozpędu pisze xD). Fascynuje mnie to, kim tak naprawdę jest… a może raczej CZYM jest, co potrafi i jakie są granice jej  mocy i mam nadzieję odkryć jej tajemnicę
Z kolei Mor nie da się nie pokochać, serio. Jest wulkanem energii, bezczelnym i dowcipnym detonatorem napięcia wszelakiego. Nie chcę się rozpisywać za bardzo, bo gdyż boję się o długość tego postu.
W każdym bądź razie w tym tomie Maas ponownie postawiła na silne, charakterne i odważne kobiety – nawet jeśli na początku  (na szczęście tylko na nim :')) cisnęła we mnie łajzowatą Feyrą.
Obok silnych kobiet pojawili się także dwaj panowie – Kasjan i Azriel.
Pierwszy z nich pierunem wskoczył na miejsce Tamlina. Szczerze mówiąc nie wiem co o nim powiedzieć ponad to, iż był dla mnie definicją bezczelnego uroku osobistego, z tendencją do drażnienia przyjaciół i sypania dwuznacznymi tekstami – czyli tego, co tygryski lubią najbardziej (no… prawie najbardziej. Bo najbardziej to jednak lubią Rhysa XD).
Azriel z kolei według mnie jest niedoceniony. Jego naprawdę powinno być więcej! I jeśli w kolejnym tomie tak nie będzie, to pojawi się foch. Pieśniarz Cieni to cholernie fascynująca postać, pełna tajemnic, które tak kuszą… ugh!!! A do tego obaj panowie są skrzydlaci, co jest dodatkowym plusem, dość sporym zważywszy na mój nowo odkryty skrzydlaty fetysz ;”).

OD TORSJI, PO FASCYNACJE OBIEKTAMI SKRZYDLATYMI, CZYLI SEKS W KSIĄŻCE
W tej części również nie zabrakło scen łóżkowych (i stołowych, wannowych, leśnych… innymi słowy erotycznych wszelakich), chociaż na moje oko tutaj Maas pozwoliła sobie na więcej, niż w Dworze cierni i różemocje były silniejsze, opisy bardziej odważne ogólnie… ogólnie cały ten tom jest według mnie „bardziej” <3. Pierwsze z scen erotycznych wywołały u mnie odruch wymiotny. Nie nie, spokojnie! Nie chodzi tu o język autorki – ten jest w tym przypadku bez zarzutów. Żadnych zbędnych wulgaryzmów, żadnych przegiętych opisów, a jednocześnie czuje się ten klimat, namiętność… no, wiecie o co chodzi ;). Pod tym względem wszystko jest cacy. Pierwsze sceny łóżkowe były po prostu okropnie zwierzęce i nieczułe – to przez nie Tamlin zaczął swoją dość ekspresową wędrówkę na sam dół listy moich ulubieńców. Słowo daje, przez te kilka rozdziałów czułam się, jakbym znów czytała Pięćdziesiąt twarzy Greya, eno opisane smaczniej, lepiej. Mimo wszystko – FUJ! Ale później było już dobrze, nawet baaaaardzo dobrze ;). Wszystkie te dwuznaczności i podteksty wplecione w rozmowy bohaterów czytało się świetnie,  kiedy już doszło do apogeum flirtowania żadne odruchy wymiotne nie wystąpiły – jedynie rumieniec, szybsze bicie serca i kompletne zapomnienie o bożym świecie (chociaż to akurat działo się przez cały czas, kiedy czytałam <3). No i wzmożona fascynacja skrzydłami. Nie wiecie może czy jest jakiś sposób na wyhodowanie takowych? Niezmiernie mnie ciekawi jak to jest, jak ktoś cię kizia po skrzydełku :’))).

MÓJ RECENZENCKI WYJĄTEK
Jeśli chodzi o samą historię, to mam tylko jeden zarzut, zabrakło mi tylko jednej rzeczy. Bo wartka akcja była, było zaskoczenie, były zwroty akcji, był humor i miłość była, a do tego magia ujęta w genialny, ciekawy sposób, było niemalże wszystko, czego oczekuję od świetnej książki… oprócz jednego drobiazgu dość istotnego  - przypomnienia wydarzeń z poprzedniego tomu. Takiego wiecie, subtelnego, mimochodem… Bo jednak kiedy pierwszą część czytało się pół roku temu, a w tym czasie poznało pierdyliard innych historii, to  o ile pamiętałam główny wątek, tak detale już niekoniecznie, tak jakoś niewyraźnie. A tu się okazało, że postacie z Dworu cierni i róż, do których zupełnie nie przywiązywałam uwagi, bo wydawały mi się wtedy nieistotne z powodów różnych… w drugiej części stawały się pieruńsko istotne, żeby nie powiedzieć, że kluczowe. I tak sobie czekałam kilkaset stron, aż Mass mi przypomni ich historię, którą średnio ogarniałam w części pierwszej, a w drugiej to już zupełnie miałam z nią problem :’). Ale to chyba jedyny zarzut z mojej strony. Przy czym przyznaję się bez bicia – w przypadku Dworu moja opinia jest zachwiana i kij wie, czy nie idealizuję. Wybaczcie, to też raczej mi się nie zdarza, eno… Mass mnie kupiła pierwszym tomem, Piękną i Bestią (którą to baśń uwielbiam od dziecka) w nowym wydaniu i jestem gotowa wiele jej wybaczyć. Taki mój wyjątek recenzencki… ale słowo, szukałam minusów! Tyle że tym razem bez lupy i mikroskopu :’).

RĘKA, NOGA, MÓZG NA ŚCIANIE
Czytając drugi tom praktycznie codziennie gadałam o nim z innymi blogerkami, które również właśnie poznawały tę historię, lub się do tego przymierzały (Amelka, Madzia – czujcie się pozdrowione <3). I tym sposobem zaczęłam szukać informacji o dacie premiery kolejnego tomu, czym sobie poczyniłam przeklęty spoiler – przeczytałam opis części trzeciej. Buuuu! I tak wiecie, czytałam ostatnie kilkadziesiąt stron ze świadomością, że wiem, jak to się skończy mniej-więcej. No właśnie. Okazało się, że wiedziałam zdecydowanie mniej, niż więcej. Mass znów mnie zaskoczyła. Znów skumulowała w ostatnich rozdziałach taki pierdolnik emocji, wychodzących na wierzch intryg i spisków… poryczałam się. A dawno nie ryczałam. Nie mogę tego rozwinąć, bo bym na bank jakiś spoiler wam zrobiła, a to byłoby haniebnym czynem z mojej strony. Spoilerom mówię stanowcze nie, ale uwierzcie mi na słowo – zakończenie miażdży. Dwór cierni i róż może się schować przy Dworze mgieł i furii. I teraz znów mnie nosi, a tu trzeba czekać na kontynuację… no właśnie, wiecie ile? Bo ja się w końcu nie dowiedziałam :’(.

MATULU, LITEREK BRAKŁO!
Podsumuję to, zanim stworzę referat, okej? Dwór mgieł i furii  był niezwykły. O ile pierwszy tom pieruńsko mi się podobał, to jakoś po przeczytaniu kontynuacji zblakł, i boję się, co Maas zrobi z moim sercem w trzeciej części, o kolejnych nawet nie wspomnę, skoro druga tak w nim poprzestawiała. Z czystym sercem polecam tę książkę każdemu kto szuka oderwania od rzeczywistości. Gwarantuję, że Dwór wciągnie was bez reszt, zachwyci i… po prostu go przeczytajcie. Warto. Jak cholera warto <3.

Hej ho! A wy czytaliście? Co myślicie? Też czekacie na kontynuację? A, no i… wiecie kiedy wydadzą ją w Polszy? XD Piszcie, koniecznie!

Buziak ;*
Q.

Za niesamowitą książkę dziękuję księgarni internetowej niePrzeczytane.pl <3


22 komentarze:

  1. Mam tę serię u siebie na półce. Z rozmysłem i premedytacją po nią nie sięgam bo wiem, co Maas robi swoim czytelnikom. Seria Szklany Tron (a raczej jego dwie części) mnie złamał na pół. I mega gigantyczny kac książkowy sprawił, że teraz jestem mądrzejsza i czekam, aż zostaną wydane wszystkie części, żeby móc delektować się całą historią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie piszesz 😊 aż mi chce przeczytać tą książkę - mimo tego, że totalnie nie moje klimaty...😉ale kto wie.. 😊
    Pozdrawiam serdecznie.

    http://cojaczytuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydadzą we wrześniu ;)

    Piękne to zdjęcie! Jeju, chciałabym jak ty potrafić posługiwać się ps <3
    Jak pewnie wiesz, mnie także się niesamowicie podobało. Nie dostrzegam nawet, że nie ma przypomnienia, co było w poprzednich tomach. Chociaż wracaliśmy tam raz na jakiś czas... hm... Mam nadzieję, że w trzecim jednak coś zostanie przypomniane, bo książka zostaje wydana z pół rocznym dostępem jednak i ciężko będzie pamiętasz o wszystkich szczegółach...

    Pozdrowionka!
    tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowna recenzja! :D Nie no serio dziewczyno, masz talent! :D Idealnie to wszystko określiłaś, podpisuję się pod nią :D Myślałam, że tylko ja mam ten skrzydlaty fetysz <3 U mnie też Rhys powędrował na sama górę książkowych chłopów <3 Jak ja go uwielbiam <3 Kas i Azriel też byli cudowni *.* I masz racje - Azriela powinno być więcej ;P
    Co do premiery 3 tomu - ma być jeszcze w tym roku :D Podobno, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - we wrześniu :D Z niecierpliwością już wyczekuję <3
    Pozdrawiam!
    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju we wrześniu??! Dopiero?!! Ale w sumie dobrze, że jeszcze w tym roku... (Piszę po przeczytaniu komentarza koleżanki z góry) :)
    Ja zakupiłam sibie Dwór cierni i róż razem z drugą cześcią i czytałam je pod rząd, więc jak czegoś nie wiesz to śmiało pisz (jestem świeżo po przeczytaniu, jutro recenzja 1 części :D). No i muszę Ci powedzieć jestem oczarowana <33333333333333 Mogę się podpisać pod tą recenzją obiema rękami. Ithanta (czy jak to tam się pisze) okropnie mnie irytowała tak jak ten przeklęty Tamlin i Lucien! No kurde, co to w ogóle za ludzie się z nich porobili! Miałam takie samo wrażenie o Feyrze z pierwszych rozdziałów, ale na szczęście ootem było już cacy :D Uwielbiam skrzydlatych chlopaków i Amrenę i Mor. Oni są świetni! No i ostatnie, najlepsze zostawiłam na koniec - Rhys, Rhys, Rhys <3 On jest cudowny, cudowny, cudowny!!! Ideał faceta <3 Uuuuuwieeelbiaaam <3 Kocham tą historię, kocham wszystko i w ogóle ten tego <3
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Już myślałam, że pod koniec książki tylko ja zachowywałam się jak wariatka. :D Ręce mi się trzęsły, nie mogłam oddychać, a wzrok miałam błędny. I o ile średnio czytam jakieś dwie, trzy książki w tygodniu, to po tej przez MIESIĄC nie byłam w stanie dotknąć żadnej innej oprócz Dworu. MIESIĄC. Od tego czasu mam dziką i nieskończoną obsesję na punkcie gwiazd. są wszędzie! Tapety, etui, zakładki, biżuteria, lampki... Wszędzie. I to się nie kończy! Czy Maas dofinansuje mi psychiatrę....?

    Co do samej recenzji - absolutnie się zgadzam z każdym słowem. Dodam też, że trochę pogrzebałam na Goodreads i okazało się, że co prawda Dwór to trylogia, ale mają być jeszcze pojedyncze nowelki osadzone w tym świecie. Możliwe (a przynajmniej taką mam nadzieję), że jedna z nich będzie o Amrenie... :D

    A swoją drogą - widziałaś zdjęcie A Court Wings And Ruin, które autorka wrzuciła na Instagrama? 700 stron i widać podtytuł części książki - "Princess of Carrion". BĘDZIE SIĘ DZIAŁO! I w ogóle polecam jej konto, bo co jakiś czas wrzuca małe cytaty z tomu. :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiecie dziewczyny czego się obawiam? MAm nadzieję, że tak się nie stanie i nasze kochane wydawnictwo Uroboros nie zrobi nam psikusa i nie wyda trzeciego tomu w dwóch częściach.

      Usuń
    2. Elle El z ciekawości zerknęłam na Goodreads, i tam wygląda to tak, jakby Dwór miał mieć sześć części. Ale może coś jest poknocone. :)

      Usuń
    3. Ewelina W - Mam nadzieję, że Uroboros tego nie zrobi... Gdyby to była Fabryka Słów to by zrobili to na bank, ale ci nie mają chyba takich praktyk. Wtedy Imperium Burz też by musieli dzielić, a za to by spadła taka fala hejtu, że nie jestem pewna, czy by chcieli to przeżyć...

      Bardzo możliwe, że doczytałam to w komentarzach czy na profilu autorki - właściwa historia ma być zawarta w trzech tomach, a te trzy następne to właśnie nowelki ze świata. Ale, że jako na razie nie ma ani tytułów, ani kompletnie nic o nich nie wiadomo, to właśnie tak to zostało zapisane. Ale mogę się oczywiście mylić. :)

      Usuń
  7. Genialna recenzja! :D Zgadzam się ze wszystkim <3
    RHYS JEST CUDOWNY ♥♥

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudna recenzja. Bardzo ciekawie piszesz, aż chce się czytać! :)
    Obserwuję !
    Zapraszam : https://diamentoowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Wielokrytnie słyszałam o tej książce i kilka osób mi ja polecało ale jakoś nie miałam okzji do niej przysiaść >_< moze teraz znajdę czas zwlaszcza po twojej recenzji :)
    my-dream-is-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspomniana kapłanka (wole nie pisać jej imienia, bo mnie szlag trafi - przepraszam za wyrażenie) tak działa mi na nerwy, ze miałam ochotę wydrapać jej oczy. A Tamlin praktycznie od niej nie odbiegał. Trochę kuło mnie w oczy, że autorka tak mocno zmieniła jego charakter. Rozumiem, że wyżarło mu mózg z troski o Feyre, ale bez przesady ;P
    Pierwszy tom bardzo mi się podobał, ale drugi to... aż brak mi słów, aby określić mój zachwyt ;)
    Pozdrawiam cieplutko!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Ula odwołując się do Twojego komentarza u mnie, to tak-one się pokrywają! Fajnie jest mieć bliźniacze mózgi! :D
    No i co ja mam Ci tu napisać? O moich wrażeń po przeczytaniu tej książki? O tym jak bardzo kocham Rhysa? Lub o kolejnych metodach zabójstwa Tamlina? Przecież już sobie wszystko u mnie przeczytałaś ze szczegółami :D Co się będę powtarzać?
    Powiem tylko tyle, że cieszę się, iż jesteś tak samo zakochana w "Dworze..." jak ja ♥ Nic tak nie łączy ludzi jak dobra książka *.*
    Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten cholernie krótki komentarz :(

    Buziaki kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przeczytałam jeszcze pierwszego tomu, a O ZGROZO, czeka na półce, tylko muszę tom drugi dokupić, bo właśnie też słyszałam, że można się pogubić, jeśli się będzie czytało z dużą przerwą. A tak zrobię sobie maraton i nic mi nie umknie! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. KOCHAM TE KSIĄŻKI
    KOCHAM
    KOCHAM
    KOCHAM
    Boże, Rhys jest dla mnie definicją seksu, mam ochotę go schrupać. Do tego też zachwycam się skrzydłami, aż mi ciepło...
    Na każdą wzmiankę o Tamlinie moje feministyczne serce buntuje się i mam ochotę obrzucić go gnojem. Dosłownie. O ile w pierwszej części kochałam go całym serduchem, to w drugiej tak się zeszmacił, że aż nie miałam ochoty o nim myśleć.
    Co do Mor i reszty - uwielbiam ich, czuję do nich straszną miłosć.
    Jestem dopiero w trakcie drugiej części, więc tylko oczekuję jakiś lepszych scen seksu, o których wspomniałaś - taki mini spoiler, który mega mi się spodobał, przyznaję się :D
    Pozdrawiam cieplutko! https://bookwormss-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Dwór mgieł i furii skończyłam czytać dwa dni temu. Na początku miałam dokładnie taki sam problem jak Ty - niby wszystko w porządku, ale jednak coś się nie kleiło, nie potrafiłam się do końca wciągnąć, a w dodatku Tamlin, którego po pierwszym tomie uwielbiałam, nagle zrobił się jakiś... dziwny. Teraz już sama nie wiem, co mi się w nim podobało. W każdym razie ja musiałam czekać na rozkręcenie się książki nieco dłużej niż 50 stron - tak NAPRAWDĘ wkręciłam się dopiero po 500 stronach ;-; W każdej innej książce pewnie radykalnie wpłynęłoby to na moją ocenę, ale Sarah J. Maas w drugiej części książki wyczyniała takie rzeczy, że jestem w stanie wybaczyć jej ten mało ruchawy początek. ;)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  15. Co to ma być? To już jakaś 5 recenzja tej książki, które czytam dzisiaj, a weszłam na bloga, jakieś 15 minut temu. :D Wszędzie same ochi i achi, to musi być naprawdę świetne, bo nie możliwe żeby wszyscy się tak zachwycali! Muszę to w końcu przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja koleżanka ją kupiła i czyta, albo jeszcze nie zaczęła... Ale ma mi ją pożyczyć, więc czekam cierpliwie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiele dobrego czytałam o tej książce, może i ja w końcu po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Trafiłam tu przypadkiem szukając info o trzeciej części DWORU. Twoja recenzja bardzo mi się podoba... ba mało powiedziane. Czuję, jakbym sama ją pisała. Dwór róż i cierni dostałam w prezencie. Poleciłam znajomemu mówiąc "Piękna i bestia" w nowym wydaniu. Dokładnie miesiąc później miałam już Dwór mgieł i furii. I cóż... powalił mnie na kolana. Inaczej tego ująć nie mogę. Wracam cały czas do cudownych skrzydlatych i nie tylko i czekam ...

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)