środa, 24 sierpnia 2016

O bohaterce spowitej Mrokiem


Cześć Wróbelki!

Sama się sobie dziwię, że dziś znów mam dla Was recenzję :D. Wyczuwam, że następny post będzie jakąś odskocznią od moich opinii (co powiecie na zielonooką historię?), ale dziś  ponownie czeka Was moje mędzenie o plusach i minusach książki, po której spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Panie i Panowie, zapraszam na recenzję książki pt. Malfetto. Mroczna pieczęć autorstwa Marie Lu.

Miałam smaka na te powieść już od dawna, ale jakoś było nam nie po drodze. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale gdy Zielona Sowa odpowiedziała pozytywnie na moją propozycję współpracy nie wahałam się z wyborem. W końcu to książka Marie Lu, która nabiła sobie u mnie całkiem sporo punktów fajności swoją trylogią o Day’u i June <3.  Czy podjęłam dobrą decyzję? Co odkryłam, czytając kolejne strony Malfetto? Czytajcie dalej, a się dowiecie ;).


Wypadałoby najpierw opowiedzieć wam o czym mówi książka Marie Lu. Akcja toczy się w Kenettrze, jednej z Morskich Krain. Wiele lat temu tajemnicza zaraza zdziesiątkowała mieszkańców Kennetry, a tych, którzy przeżyli chorobę naznaczyła bliznami i znamionami. Zakażeni, którzy przetrwali zostali nazwani malfetto. Zepchnięto ich na margines społeczeństwa, odebrano wiele praw, skazano na życie w strachu przed Inkwizytorami. Niektórzy oprócz blizn otrzymali jednak cos jeszcze: niesamowite moce, określane przez „zwykłych” ludzi jako Mroczne Piętno. Jedna z ocalałych jest Adelina Amouteru – kupiecka córka i główna bohaterka książki. Dziewczyna jest święcie przekonana, że nie posiada Mrocznego Piętna. Myśli, że jedynym śladem po zarazie jaki jej pozostał, są  srebrzyste włosy i pusty oczodół… jednak w wyniku szokujących wydarzeń odkrywa, że posiada niezwykłą moc. Adelina ma w sobie Mrok. Czy uda jej się go okiełznać? Jak wykorzysta swoje moce? Czy z jej pomocą malfetto odzyskają przysługujące im prawa? Już mnie chyba znacie – buzia na kłodkę. Czytajcie, a się dowiecie!

Z góry Was uprzedzam, to będzie dziwna recenzja. Mam cholernie mieszane uczucia.

Może zacznę od samego pomysłu. Marie Lu spisała się. Książkę pochłaniałam, tam naprawdę nie ma ani pół strony nudy. Akcja jest wciągająca, ciekawi, człowiek zapomina co się dzieje dookoła. Ostatnie rozdziały zupełnie mnie zaskoczyły, wkurzyły, spodobały mi się, i byłam na nie wściekła…. Nie mogę wyjaśnić czemu, to byłby spoiler wszechczasów, ale zdradzę wam jedno – spodziewajcie się najbardziej niespodziewanego. Epilog, a dokładniej jego ostatnie akapity sprawił, że nie mogę doczekać się przeczytania kolejnego tomu. 

Ale jest w tym wszystkim haczyk. Marie Lu troszkę namieszała… ba! Mocno namieszała z narracją, przez co o ile historia niezwykle wciąga, to skakanie z czasu teraźniejszego, do przeszłego, i z powrotem wybija człowieka z rytmu. Już tłumaczę, bo po tym zdaniu pewnie figę zrozumieliście. Widzicie, całą historia jest opowiadana głownie z perspektywy Adeliny, i te rozdziały są pisane w narracji pierwszoosobowej, w czasie teraźniejszym. Jednak kilka rozdziałów widzimy oczami innych bohaterów, i tu narracja nie jest już pierwszoosobowa, lecz trzecio osobowa. Ponadto w rozdziałach często pojawiają się retrospekcje, które pisane są w czasie przeszłym, lecz niektóre fragmenty wspomnień niespodziewanie znów są opisywane w czasie teraźniejszym. Taki lekki misz-masz, który potrafi zirytować. Mnie irytował, jednak nie na tyle, abym odłożyła Malfetto. Co to, to nie!


Jeśli chodzi o bohaterów, to tu też mam mętlik w głowie. Adelina mnie zachwyciła, dawno nie czytałam o tak ciekawej postaci. Nareszcie bohaterka nie jest idealna, nareszcie nie jest dobrą duszyczką o gołębim serduszku, nareszcie nie jest typową ślicznotką. Główna bohaterka Melfetto w wyniku zarazy straciła oko, a także barwę włosów, które dotychczas były kruczoczarne, a teraz  lśnią srebrzyście, są niemalże białe. Jej historia jestpełna cierni i kamieni, dziewczyna miała chore dzieciństwo, co wpłynęło na całe jej życie. Moc, którą posiada dziewczyna jest tak fascynująca, ze mogłabym czytać o niej bez końca. Nie zdradzę Wam o co chodzi, bo to by było brzydkie posuniecie z mojej strony, ale to naprawdę jest coś ekstra, coś, z czym jeszcze się nie spotkałam w książkach. Sama Adelina nie jest nudna i, co mnie mile zaskoczyło, nie jest taka znowu do końca dobra. Ona jest wyjątkowa. Wyróżnia się na tle tych wszystkich ratujących świat bohaterek. Autorce należą się gromkie brawa, za wykreowanie tak ciekawej postaci…. I opiernicz, za zaniedbanie pozostałych bohaterów! W książce pojawia się kilkoro osób obdarzonych Mrocznym Piętnem, ale Marie Lu traktuje je po macoszemu. Są, bo są, nie wiemy o nich zbyt wiele. Mam nadzieję, że w następnych częściach się to zmieni. 

Powyższy minus nie dotyczy jednak trzech mniej lub bardziej cudownych mężczyzn występujących w powieści. Nie kochani, nie obawiajcie się. Nie ma tu żadnych miłosnych trójkątów, czy czworokątów (a właśnie tego się spodziewałam po opisie i informacjach z okładki). Nie będę się rozwodzić nad każdym z osobna, bo brakłoby mi literek. Jednego z nich polubiłam od pierwszych stron z jego udziałem. Drugi musiał zasłużyć sobie na moją sympatię, ale gdy już mu się to udało, to razem z sympatią zgarną serducho Q, a trzeci… Cholera, trzeci nadal jest dla mnie zagadką, i mam przeczcie, że Marie Lu w kolejnym tomie pokaże, na co ją stać, i zaskoczy mnie dalszymi losami tej postaci. 

Co jeszcze… Oh, tak! Mam kolejny plusik. Wiecie, na ogół jak w książce ktoś przeciwstawia się władzy, to  działa potajemnie, wiedzą o tym tylko wybrańcy, i tylko oni biorą w tym udział. Tu tego nie ma. W Malfetto spiskowcami są nie tylko bohaterowie obdarzeni Mrocznym Piętnem, ale też zwykli ludzie, którzy im pomagają i ich wspierają.  To było ciekawe, oryginalne. W końcu szarzy obywatele książkowego świata też mają coś do powiedzenia, prawda?

Malfetto nie jest zdominowana przez miłość. Wątek romantyczny jest niemalże niewyczuwalny, pojawia się rzadko, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Te kilka scen z serduszkami zupełnie wystarczyły mi, abym pokochała wybranka Adeliny, ale o dziwo nie to najbardziej przyciągało moją uwagę. 


Pierwszy raz od bardzo dawna wolałam skupić się na wątku nieromantycznym, jakim była przemiana Adeliny, poznawanie przez nią własnej mocy i nauka władania nad Mrokiem. To było coś… Kurcze, coś obłędnego! Pożerałam opisy jej ćwiczeń, a gdy wyruszyła wraz z pozostałymi na akcję, gdzie dała pełen popis swoich zdolności byłam pod ogromnym wrażeniem. Cholera, nie mogę wam tego wyjaśnić nie robiąc spoileru, ale… Marie Lu odwaliła kawał dobrej roboty! Ja ten Mrok widziałam, otaczał mnie i spowijał jak kokon, zaciskał się wokół mojej klatki piersiowej, przepływał między stronicami książki… Czułam to, co przeżywała Adelina, wchodziłam w jej skórę, i z zapartym tchem poznawałam coraz to nowsze, zaskakujące zdolności dziewczyny.

Kurczę, nie jestem pewna ile z tego da się zrozumieć. Wybaczcie, ale miałam problem z tą książką, bo niby miała minusy, ale plusy były jeszcze większe. Drażniła mnie i zachwycała jednocześnie. 

Podsumowując: Malfetto jest pełne sprzeczności, ale tak czy siak gorąco polecam wam tę książkę! Gwarantuje, ze nie będziecie się przy niej nudzić, odpoczniecie od schematów, miłostek i przeciętności… a jeśli jesteście idealistami, to i ciśnienie sobie podnieść możecie :D

Teraz czas na Was! Znacie historię Adeliny? Co o niej sądzicie? A może dopiero planujecie po nią sięgnąć, albo wcale nie macie na to ochoty? Czekam na Wasze opinie w komentarzach! 

Trzymajcie się ciepło!
Q.

Za książkę ślicznie dziękuję wydawnictwu Zielona sowa!


38 komentarzy:

  1. Zastanawiam się ile jeszcze masz dla nas ksywek :P
    W końcu bohaterka, która jest Tap szpadyl....
    Już kiedyś słyszałam ten tytuł, ale jakoś głębiej się w tą książkę nie zagłębiałam :/
    Ja tak miałam z 2 częściami serii Czerwona Królowa. 1 cz tak mnie zszokowała, była tak zaskakująca, że aż ... a 2 cz miała tak... no nie wiem wciągający epilog, że ani się go nie spodziewałam,a le dzięki temu strasznie chcę poznać dalszą historię.
    Hmm... faktycznie dziwna ta narracja :/
    To cudownie, że w główna bohaterka nie jest standardowo ślicznotką o dobrym sercu, którą każdy uwielbia :D Aż mi się rzygać chce na myśl o tych wszystkich bohaterkach które takie są :P
    Uwielbiam wątki romantyczne w powieściach fantastycznych, ale nie ukrywam, że czasem przyda się od nich odpoczynek :)
    Ile da się zrozumieć? Kobieto, wszystko :D Na prawdę odwaliłaś kawał dobrej roboty tą recenzją ;) Zdecydowanie widać, że twoim zdaniem książka ma więcej plusów niż minusów i, że ci się podobała. Świetna recenzja :* Bardzo miło się czytało i wiedz, że zachęciłaś mnie do tej książki ;)
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie bohaterki, które nie są ani zbyt idealne, ani nie są super-bohaterkami i gdyby ta książka choć trochę wpisywała się w moje klimaty za sprawą twojej recenzji pewnie już bym wahała się nad zakupem (naprawdę łatwo przekonać mnie do książek, bo najchętniej kupiłabym niemal wszystkie!). Swoją drogą jeszcze nigdy nie czytałam książki, gdzie jest, aż trzech cudownych mężczyzn! Wiadomo zawsze jakiś jest superbohaterem, ale nigdy nie trzech na raz :D
    Szarzy ludzie też czasami pomagają tym wielkim, np. w Pieśniarce było coś takiego. Pieśniarka jest megaaa <333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, tu cała trójka ma super moce :D I każdy wygląda... oni nie są cholera normalnymi przystojniakami, bo jeden ma czerwone oczy, drugi kurde prawie białe, trzeci to jakiś cholerny bóg seksu... Tu oczywiście spłycam i minimalizuje, ale opisy chłopców i całe te postacie są obłędne! <3
      Pieśniarka zeka, aż skończę moje opowiadanie, a wszystko przez Kremcie :<
      Buziole ;*

      Usuń
  3. W sumie, dziwna czy nie dziwna - mnie ta książka nie interesuje zbytnio jakoś nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Widocznie nie moje tereny, ot to. :)
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, w końcu ile ludzi, tyle gustów :P
      Buziaki ;*

      Usuń
  4. Muszę przeczytać tę książkę. Interesują mnie te przeskoki w narracjach. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ughhhh to było drażniące! I nie wiem, czy sprawę spartaczył ten, kto przekładał powieść na polski, czy Marie Lu, ale stawiałabym na to pierwsze. W Legendzie (trylogia tej samej autorki) stosowała dwie narracje z punktu widzenia głównych bohaterów, i zrobiła to świetnie, bezbłędnie, że się nie szło zaplątać, bo wszystko było perfecto... Sama nie wiem czemu w Malfetto jest taki klops -,-

      Usuń
  5. Może warto będzie sięgnąć po tę książkę. Z tego co piszesz może być całkiem ciekawa.
    PS. Fajny pomysł na cytaty.

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurczaczki, ale dużo chaosu w tej książce, tak coś czuję. Nie lubię skakania między czasami, więc to mi już przekreśla książkę, bo bym się za bardzo skupiała na wytykaniu tego, niż na czerpaniu przyjemności z lektury. ;/
    A okładka taka cudna - niby prosta, a jednak ma coś w sobie. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no ja wyżywałam się a niej i trułam chłopakowi, że spartaczono narrację, ale książki nie odłożyłam, ni cholery <3
      Okładka jest genialna, na zdjęciu nie widać jej takiej, jaka jest w rzeczywistości <3 Ślicznooota <3

      Usuń
  7. Marie Lu zdobyła moje serducho, podobnie jak twoje, trylogią o Dayu i June ❤ Czytałam te książki tuż po ich premierach i umierałam w oczekiwaniu na kolejną część... Obecnie do nich powracam i zaczęłam sobie znowu je czytać!
    Jednakże znowu, podobnie jak Tobie, jakoś nie było mi po drodze z Malfetto i generalnie nie mam pojęcia dlaczego! Dzisiaj jadę na szczęście odebrać z biblioteki "Mroczne piętno" i jak przeczytam egzemplarze recenzenckie, jakie teraz otrzymała, to się za nią zabieram 😁 Mam nadzieję, że nie zawiedzie moich oczekiwań i będę chciała szybko przeczytać następną część (dobrze by było, bo złożyłam na nią rezerwację w bibliotece 😂).
    Ten chaos w Malfetto lekko mnie martwi, trzeba będzie się przy lekturze skoncentrować, dlatego raczej odłożę ją na jakiś weekend. Czytanie w autobusie nie sprzyja pełnej koncentracji 😉
    Podoba mi się twój opis Adeliny, myślę, że ją polubię. Cytaty są cudowne i genialnie wykonane graficznie. 😊
    Pozdrawiam cieplutko! ❤
    Ola z bloga Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nareszcie ktoś czytał Legendę! <3
      U mnie w bibliotece ich nie było :'(
      Zdecydowanie nie czytaj jej w autobusie ;P Ten czas teraźniejszy przemieszany z retrospekcjami nie nadaje się do komunikacji miejskiej, sprawdziłam na własnej skórze xD
      A Adelina była obłędną postacią, chociaż nie jestem pewna, czy pozytywną. Na pewno wielowarstwową, niebanalną <3
      Buziaki Olu :*

      Usuń
  8. Bohaterka bez oka O.o Nienawidzę jak w horrorach czy innych gatunkach robią coś z oczami, mogą robić wszystko, ale nawet jak w filmie coś grzebią przy gałkach, to zaraz moje łzawią xDD
    Czemu nie powiedziałaś jaką moc miała, jestem taka ciekawa -.-
    Aaaaa muszę wspomniec o zdjęciu- o matko matko matko <3 Czemu moje muszę być takie gówniane a Twoje takie zajebiste? xD
    Okładka jest cudowna, wiadomo, trochę niebieska, czyli to, co tygryski lubią najbardziej xD
    O no proszę, przeważnie jest jeden super facet a tu trzech? To mnie nawet przekonuje xDD
    Chociaż całość nie bardzo, te perspektywy...nie lubię takiego misz-maszu ;/
    Jak zwykle masz tyle do powiedzenia na temat książki xDD
    Cudo kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemożliwe! Kasia nie lubi jakichś bolesnych ohydztw? :O XD
      Bo ta moc jest tak zajebiście zawiła, ze tłumacząc pogrążyłabym się (ale shhhhhhh!)
      Nie kpij xD To dopiero drugie zdjęcie, a gdybyś widziała jak je robiłam... akrobacje na stole, level hard :D
      Właśnie jedzie do mnie kolejny, również niebieski tom :D <3 #fetyszystka
      Nie powiedziałam, czy ci panowie są dobrzy, ci źli :P więc wiesz :D ale każdy jest cudny, chociaż nie umywają się do Twojego Jamie'go ^^
      Mam nadzieję, ze w kolejnych częściach nie będzie takiego chaosu :<
      Dzięki :**

      Usuń
  9. Coś mi się o tej książce obiło o uszy, ale przyznam, że nie tyle, żeby chciała ją czytać :P W ogóle nie znam twórczości autorki, więc może wypadałoby nadrobić. Fajnie, że bohaterka wreszcie wyróżnia się ciekawymi zdolnościami i nie jest jednoznacznie dobra i szlachetna. Pewne deformacje urody też działają na jej korzyść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadrabiaj, koniecznie! Ale radzę zacząć od trylogii Legenda <3 jest cudowna, dopięta na ostatni guzik i niesamowicie ciekawa ;)
      A Adelina to nietuzinkowa postać, cholernie zaskoczyło mnie to, jak została wykreowana.

      Usuń
    2. Jak będę mieć okazję to postaram się nadrobić :)

      Usuń
  10. Wow! Nie słyszałam o tej książce, ale po Twojej recenzji chciałabym ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to zrobisz :P Gorąco zachęcam!

      Usuń
  11. Czytałam książkę, świetna! Bohaterka jak i historia nieszablonowe :) Kolejna część równie dobra - jak nie lepsza :)

    Pozdrawiam Iza
    Niech książki będą z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna część właśnie do mnie jedzie <3 Mówisz, że jest jeszcze lepsza? W takim razie juz się nie mogę doczekać!
      xoxo

      Usuń
  12. Nie czytałam tej książki, ale kurczę... serio ciekawa ta Adelina xD Rzadko się czyta TAKIE książki, które posiadają TAKICH bohaterów (gdy tak czytam swój komentarz, to mam uczucie, że jest nielogiczny) xD
    Ja z tej recenzji dowiedziałam się na pewno tego, że książka jest warta przeczytania :)
    Pozdrawiam! <3
    nastolatka-marzycielka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha rozumiem wszystko :P
      Adelina jest tak fascynującą postacia, że przyćmiewa nawet cudownych panów. A musisz wiedzieć, ze ja rzadko przedkładam kobiety nad mężczyzn w literaturze :D

      Usuń
  13. Jestem bardzo ciekawa postaci Adeliny. Zapomniałam o tej książce od dłuższego czasu, ale muszę w końcu dać jej szansę :)
    Pozdrawiam serdecznie :) Klaudia z bloga http://thebooksandclouds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Czy wspominałam, że Cię kocham?? Jeśli nie to, kocham cię!!!!!!!!! Ja pierniczę!! Jak ty to robisz?? Twoje recenzje są po prostu genialne!
    Przez Ciebie znowu kolejna książka ląduje na mojej liście książek do przeczytania. Za niedługo powinnaś usłyszeć w wiadomościach, jak pewna nastolatka sprzedała łóżko, meble, dywan i wynajęła pokój po to, by móc kupować książki. Jeśli to usłyszysz, wiedz, że to ja!
    Co powiemy na zielonooką historię????? Trzy razy ogromne TAK!!!!, kochana!! Dajesz nam tu zielonookiego, bo nie mogę już dłużej czekać!!
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hola, hola! Mój luby czyta te komentarze, i jet zazdrosny xD
      O luju, nie martw się, ja cię wesprę finansowo książkoholiczko ty moja :D <3
      Trzy razy "tak" mówisz/ No to mykam kończyć pisanie, i wrzucam go :D
      Całusy ;**

      Usuń
  15. Słyszałam o tek książce i nie byłam pewna czy ją przeczytam. Czytałam "Rebelianta" i "Wybrańca" Marie Lu i obie książki bardzo mi się podobały, szczególnie drugi tom. "Patrioty" nie mogę dorwać w bibliotece, ale mam nadzieję, że w końcu mi się uda. Jak mówiłam do "Malfetto..." nie byłam przekonana. Obiły mi się o uszy stwierdzenia, że to taka książka widziana oczami Voldemorta czyli złej postaci i jakoś..., no ja kibicuję zwykle tym dobrym duszyczkom, a nie ich wrogom. No, ale po twojej recenzji nie da się nie chcieć przeczytać tej książki. Jak zwykle piszesz rewelacyjnie i przekonałaś mnie do tek książki. Bardzo dziękuję :D
    Pozdrawiam *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuje za takie miłe słowa Kochana :* Mam nadzieję, że Patriota się znajdzie i że go przeczytasz :P Ostatni tom był chyba najlepszy, co ja się przy nim nawściekałam na Marie Lu, to.... XD
      A Malfetto na prawdę gorąco polecam!

      Usuń
  16. Jeju takie mieszanie czasu to coś potwornego >.< sama teraz czytam książkę gdzie jest takie coś i to jakaś masakra. Sama książka jakoś średnio mnie zaciekawiła, wątpię żebym sięgnęła :)

    Blog o książkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, każdy gustuje w czymś innym :P

      Usuń
  17. Oj no dobrze spróbujmy, może nie będzie tragedii :D W sumie to jestem ciekawa tego pomieszania w narracji, czy mnie też to zdezorientuje czy też wkurzy, czy może jakimś cudem ogarnę to wszystko swoim umysłem? Zobaczymy, zobaczymy, ale jestem bardzo ciekawa tej pozycji :)

    Pozdrawiam cieplutko!
    http://zapachstron.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarnąć na bank ogarniesz, skoro ja ogarnęłam xD Wg mnie książka ma tak wiele zalet, że można wybaczyć jej misz-masz z narracją ;)

      Usuń
  18. Kiedyś słyszałam o tej książce, pewnie gdzieś w jakimś bookhaul'u. Po okładce stwierdziłam, że to nie dla mnie, pewnie to jakaś książka historyczna, czy coś w tym stylu, w każdym razie nic dla mnie. Sądziłam, że jestem jeszcze na nią za młoda :P A tu proszę. Książka w moich klimatach, zero romansów, których bardzo, ale to bardzo delikatnie mówiąc nie trawię ;) Jeszcze główna bohaterka i jej moc, jest bardzo podobna do mojego ulubionego bohatera książkowego wszech czasów O.O Od dzisiaj znajduje się na mojej liście do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Przymierzałam się do kupienia jej, ale ostatnio moje plany się zmieniły, ponieważ słyszałam wiele dobrych opinii na temat "Legendy" Marie Lu. I o ile dobrze pamiętam z opisu, to tam znajdę Daya i June, o których wspomniałaś. Chyba czas uzupełnić biblioteczkę o pozycje tej autorki :) Gdybyś miała porównać Malfetto i Legendę, to rozumiem, że wygrywa ta druga książka?

    Pozdrawiam, zapraszam http://fireflyrecenzuje.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)