niedziela, 7 sierpnia 2016

Co 4 głowy, to nie jedna: Powrót do przeszłości – czy naprawdę tego potrzebujemy?


Cześć Potworki! 

Dziś będzie zupełnie, ale to  z u p e ł n i e  inaczej, niż dotychczas. Jakoś w pierwszych dniach sierpnia wpadłam na pomysł, coby ten miesiąc przebiegł pod znakiem współpracy blogerskiej. Napisałam do kilku dziewczyn, przedstawiłam im mój pomysł, i tak oto jesteśmy. Mamy cztery różne charaktery, style pisania, i opinie. Jak widzicie na banerze – posty będą pojawiać się w każdą niedzielę sierpnia, więc będzie ich cztery, każdy u jednej z nas ;). Oczywiście już traz serdecznia zapraszam Was na blogi dziewczyn - klikając ich nicki przeniesiecie się do nich :). To tak słowem wyjaśnienia. Oczywiście zapraszamy was do dyskusji w komentarzach – czekamy na wasze opinie, uwagi i spostrzeżenia! 

Ale przejdźmy do meritum: powrót do przeszłości. Nie macie wrażenia, że coraz częściej autorzy fundują nam powtórki czegoś, co już było? Nie doświadczyliście uczucia dejavu? Może czujecie, tak jak i ja, że pisarze zaczęli wracać do cykli dawno zakończonych? Nie? Cóż, czytajcie więc dalej ;).

Kojarzycie 50 twarzy Greya? Na pewno kojarzycie. A Grey’a? Stosunkowo niedawno pełno go było wszędzie. Przepraszam Moi Drodzy, ale czy to aby nie ta sama historia, tylko opisana z perspektywy Christiana? E.L. James nie popisała się zbytnio kreatywnością… No ale skoro na 50 Twarzach Greya dało radę nieźle zarobić, to czemu by nie wyssać z tej historii więcej grosza? 

Szukając dalej przyszła mi do głowy J.K. Rowling. Szanuję ją, uwielbiam historię Chłopca z Blizną, ale dla mnie skończyła się ona w momencie śmierci Voldemorta. I rzekomo dla Rowling też, a tu proszę: Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Harry nam dorósł, ale nic to! Zróbmy spektakl, wydajmy scenariusz w formie książki, będzie hit! Kurcze wybaczcie, ale nie kupuję tego. Dla mnie Chłopiec z Blizną ma pozostać nastolatkiem. Finito.



Ostatni przykład traktuję nieco inaczej. Sezon burz. Po bodajże szesnastu latach od wydania ostatniego tomu sagi o Wiedźminie Sapkowski wrócił do historii o Geralcie. Nie powiem, pobiegłam w podskokach do księgarni, ba! Zamówiłam przedpremierowo. I przeczytałam, i się zachwyciłam. AS mnie nie zawiódł – był humor, był wiedźmiński klimat, było wszystko, czego oczekuję od Sapkowskiego. Cóż, powrót do przeszłości może więc być niesamowicie przyjemny ;).

Podsumowując uważam, że powroty mogą być udane. Z pewnością jest wiele więcej takich przypadków. Jednak czasami autorzy mogliby sobie odpuścić. Okej, jeśli naprawdę mają pomysł na coś „starego, ale nowego” – krzyżyk na drogę, niech im pióro lekkim będzie. Ale jeśli chcą z nas wyskubać więcej kasy, to niechże na litość boską się troszkę wysilą. Od tego mamy wyobraźnię, aby z niej korzystać! Tak więc powrotowi do przeszłości nie mówię „nie”. Mówię „proszę, tylko rozsądnie”. 

Ale to tylko moje zdanie. Teraz kolej Dziewczyn. Co wy o tym myślicie? ;)




Cześć wszystkim! Dziś możecie być lekko zdezorientowani, bo oto ja nie na swoim blogu! Miałam pisać po „Kasinowemu”, ale jednak muszę odrobinkę się ograniczyć, bo przecież wysoce niekulturalnym jest używanie wulgaryzmów w gości :D.

Dziś zajmujemy się tzw. odgrzewaniem kotletów. Tak więc wyciągamy usmażone wcześniej mięso z zamrażarki, na patelnię wlewamy olej...Moment, no przecież nie o takie kotlety nam chodzi, ale o książkowe!

Powiem szczerze, że kontynuacja już zakończonej serii, lub kombinowanie co by tu jeszcze napisać, żeby zarobić albo „uszczęśliwić” swoich czytelników na siłę- praktycznie nigdy nie kończy się dobrze. Przytoczę tu chociażby przykład tego nieszczęsnego „dzieła” Stephenie Meyer „Życie i śmierć”, z którym na pewno niektórzy z was mieli „przyjemność” się zetknąć, a którego ja kijem nie tknę. Autorka jeżeli już tak bardzo chciała podarować coś swoim fanom, lepiej zrobiłaby, gdyby spisała historię oczami Edwarda, może nie jest to jakiś mega oryginalny pomysł, ale już lepsze to, niż przepisanie „Zmierzchu”, zmiana imion i płci, i dadaaaaam! „Hicior” gotowy.
Boże, tyle sarkazmu w tak młodej mej duszy.

Chyba największym zaskoczeniem ever, była wiadomość o kontynuacji książki „Zabić drozda” Harper Lee, która zdecydowała się na jej wydanie po 55 latach! Co ciekawsze, opowiada o tym samym bohaterze :).


Odniosę się do wypowiedzi naszej kochanej organizatorki i tego nieszczęsnego Grey’a pisanego z perspektywy tytułowego „Kryszczjana”. Opisać tę książkę i w ogóle pomysł na nią mogę w trzech słowach: chała, badziewie, szmira, tandeta, chłam, lipa, szmira i gniot. Dobra, wyszło więcej niż trzy, ale w końcu jestem humanistką (z mat-infu, ale zawsze) :D.


Nie zawsze jednak takie „powroty do przeszłości” są złe. Wydawnictwa bardzo często po raz któryś wydają jakąś serię czy książkę. Dzięki temu możemy natrafić na pozycję, która normalnie mogłaby się nam napatoczyć najwyżej w antykwariacie czy najmroczniejszych czeluściach allegro. Tu można podawać nieograniczone ilości przykładów, chociażby „To” Stephena Kinga (które samo mam, a jego kupno było istnym koszmarem: wyobraźcie sobie, że skończył się nakład, więc rozpoczęłam szukanie w internecie pozycji pt. „To” po angielsku „It”, dwa tygodnie ślęczałam przy kompie, zanim znalazłam...), czy moje ukochane „Pamiętniki wampirów”, których pierwsza część została napisana w 1991 roku! Któżby o nich pamiętał, gdyby nie zostały wydane po raz kolejny? Na takie „odgrzewanie kotletów” z przyjemnością mogę się zgodzić :).




Cześć, kluski! Dzisiaj witam Was na blogu Uli. Fajnie, nie? :)

Sama do takich „powrotów do przeszłości” mam dość mieszany stosunek, już Wam tłumaczę dlaczego. Głównie takie odkurzanie wcześniejszych książek kojarzy mi się z łatwym sposobem na zarobienie dodatkowych pieniędzy. Po co rozgrzebywać coś, co już dawno temu miało swoje piękne, pewnie niesamowicie wzruszające i szczęśliwe zakończenie? Jak mówi przysłowie „co za dużo, to nie zdrowo”.

Wspominałam, że moje uczucia są mieszane, prawda? Wszystko przez to, że z natury jestem osobą diabelnie sentymentalną i bardzo przywiązuję się do fikcyjnych światów oraz bohaterów. Dlatego zazwyczaj ciężko kończy mi się cykle powieści, do których żywię szczere uczucie miłości. Bo kiedy dobrnę do ostatniej strony epilogu, to cały ten czar pryśnie. Wszystko się skończy i już nigdy nie będzie mi dane poznać nowych przygód, toczących się w tych wspaniałych książkach. Ilu z was chciałoby cofnąć czas, poznając całą historię ulubionej serii od początku? 

Widząc temat tego posta, pierwsze co mi przyszło na myśl, to ósma część „Harry’ego Potter’a”. Rowling tą serią stworzyła moje dzieciństwo, porywając mnie do magicznego świata, gdzie można latać na miotle. Naprawdę ciężko było mi się rozstać z tą serią, zupełnie tak jakbym skończyła jeść pyszne pączki z Auchan i zostałoby mi po nich jedynie puste pudełko, ubabrane lukrem (znowu myślę o jedzeniu, przepraszam). Dlatego ucieszyłabym się z kolejnej części serii, jednak pod jednym warunkiem. Ten sam magiczny świat – TAK; ci sami bohaterowie – NIE. Skoro któryś z pisarzy zdobył się na wykreowanie tylu wspaniałych światów, to dlaczego mają one zostawać tak puste i samotnie po zakończeniu? Może warto zostawić w spokoju danych bohaterów, a skupić się bardziej na świecie, w którym żyją?


Wszystkie trzy otworzyłyśmy drzwi i dzisiaj robimy rozróbę na blogu Uli.
Tak więc, czego tyczy się nasza zawzięta dyskusja...?
Staruszkowie, którzy postanowili, że wbiją się w obcisłe ciuszki i będą wywijać przy popowej muzyce w jakimś klubie... oczywiście, że będziemy paplać o książkach!

Tak więc, kiedy myślę o 'powrocie do przeszłości' pierwsze co, przed oczami pojawia mi się Kristen Stewart, która w najnowszej książce Stephanie Meyer, ma być 'lśniącym wampajerem Edłordem' wersja 2.0. 
Mówiąc szczerze, w „Zmierzchu” mimo iż był ten koszmarny trójkąt, który doprowadzał mnie do szału, to książka mi się podobała. Jednak, no ludzie! Czy autorka naprawdę chciała pokazać jak zachowaliby się wampirzyca i człowiek...?
Nie. Chciała wycisnąć jeszcze trochę mamony z tych książek. Wycisnąć tak, jak wyciska się końcówkę pasty na szczoteczkę – trzeba się trochę nagimnastykować, ale ostatecznie wygrywasz.

Hmm, to raczej nie jest dobry przykład, jednak musiałam go tu umieścić. „Kroniki Białego Królika” kocham te książki! Pierwsze trzy części za mną i według mnie, tu mogłaby się zakończyć niesamowita historia o Alicji Bell. Trylogia. Ale nie! Jest jeszcze czwarta część, po co?
Żeby zobaczyć jak bohaterowie radzą sobie jako rodzice? Serio? Chcę, aby w moich wspomnieniach pozostali nastolatkami.
No przepraszam, ale nie wyobrażam sobie naszych zabójców bawiących dzieciaki w kołyskach – co to, to nie!

Powrót do przeszłości nie jest zły, jednak zazwyczaj to tylko chęć zarobienia więcej na czymś, co już powstało.

Tak więc, podsumowując.
'Powrót do przeszłości' jest nam wszystkim dobrze znany.
Jest upalny dzień, w pocie czoła zawędrowałeś do kuchni. Zamrażarka! Tam czeka zbawienie. Lody. Porywasz upragnione pudełko w ramiona, szybko zabierasz łyżeczkę i otwierasz paczuszkę... a w środku zielone!
Koperek? Dzięki babciu...
Cieszysz się, w końcu – masz koperek na ziemniaki. 

No właśnie, t-y-l-k-o na ziemniaki.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A więc nasze zdanie już znacie. A co z Wami? Lubicie takie odgrzewane mięsko? Nie? Czekamy na Was w komentarzach!

Buziory!

27 komentarzy:

  1. Nie przepadam za kotletami :D
    Ja w ogóle jak widzę, że po kilkunastu latach od wydania ostatniego tomu wychodzi jeszcze jeden to już mam taki wewnętrzny alarm - Uwaga! Zagrożenie rozczarowaniem!
    Po kiego z resztą wydawać kolejne tomy kiedy historia zakończyła się tak...wspaniale.
    Chociaż żadnej z wymienionych tu książek nie czytałam.
    Pozdrawiam :)
    http://life-ishappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ten sam alarm zamontowany! :D
      Z powyższych książek gorąco polecam Wiedźmina, miłość moją <3
      Buziaki ;*

      Usuń
  2. Takie powroty autorów do dawnych powieści, gdzie za specjalnie się nie napracuje, a jedynie na "odwal" coś wyda, zmieniając kilka rzeczy z poprzednich utworów, bo będzie kasa, są na mojej czarnej liście. Całe szczęście, że nigdy nie dopadł mnie "szał" na żadną z serii, o których wspomniane jest w poście, bo pewnie też byłabym zła, gdybym wydała pieniądze licząc na powrót ukochanej historii, a dostała odgrzewany kotlet i to jakiś twardy jak stary but.
    Fajny pomysł na współpracę! :)
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju, Ula, cudowny, cudowny post! Kocham Was wszystkie i serdecznie pozdrawiam!
    I kurczę... no, nie zgodzę się. Akurat ani z Greyem [aka Panem Kajdanką (obyście zrozumieli przekaz)] nie mam za dużo wspólnego, z Edwardojacobobellotrójkątem też nie, to Potter to moja miłość i koniec. Owszem, może autorka powinna poprzestać na siódmej części, ale jeżeli spektakl cieszy się tak dużą popularnością i zadowoleniem wśród fanów, to co to za problem? Chyba nikt nie zaprzeczy, że Harry Potter to postać, którą znają i kochają prawie wszyscy.
    Kasia, pozwól, że przywołam Twoje zdanie o tym, że powracanie do historii zazwyczaj pisane jest dla pieniędzy, no i tak, rzeczywiście tak się zdarza. I to jest smutne, że popularni autorzy bawią się uczuciami swoich czytelników, wydając taki chłam tylko dlatego, by zyskać kasę. No i po prostu uwielbiam Twój styl pisania, kochana <3
    Dziewczyny, świetny post, Ameruja i Sempra, kurde, no, uwielbiam Was też <3 Już czekam na następny!!!
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Wszystkich jasnych miejsc" Jennifer Niven! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba ;*
      Cóż, ile ludzi, tyle opinii ;) Podejrzewam, że wiele osób myśli podobnie, kwestia zaangażowania w daną historię :D
      Buziaki ;*

      Usuń
    2. Dziękuję Patty, uwielbiam jak tak do mnie "mówisz" <3

      Usuń
  4. Moim zdaniem z książką jest jak z filmem. Pierwsza część zawsze jest najlepsza. Czasem zdarzy się wyjątek, ale to tylko potwierdza regułę. Sporo tutaj Harrego Pottera. Przeczytałam całą serię i również ciężko było mi się z nią rozstać. Dziś jednak wolę zmieniać książki, a co za tym idzie światy i bohaterów.

    Wytypowałam Cię do LBA. Więcej szczegółów u mnie na blogu. Miałabym jeszcze prośbę, że jak zrobisz nominację daj mi znać na blogu :)

    Pozdrawiam !
    http://czarodziejka-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej masz rację :O Właściwie filmy też przechodzą masowe powroty, i jakoś mi to nie pasuje. Gwiezdne wojny, Dzień niepodległości, Star Trek Mad Max.... no bez kitu, nie mają nowych, świeżych pomysłów? -,-
      Dziękuję za nominację! Na pewno odpowiem, ale nie wiem jeszcze kiedy, najpierw muszę rozprawić się z zaległymi ;< Ale dam Ci znać ;*

      Usuń
  5. Kasia hiena nie pochwaliła się, że piszę u kogoś gościnie. Naprawdę nieładnie! Co do odgrzewanych kotletów bywa, że są całkiem dobre, np. Hoover napisała po ,,Hopeless'' ,,Losing Hope'' i to było strzałem w dziesiątkę, w przeciwieństwie do ,,Greya'', o którym wspominałyście. Po przeczytaniu kilku fragmentów mam wrażenie, że E.L. James po prostu skopiowała pierwszą historię i dodałam kilka 'ostrzejszych' wyrażeń oraz paru zdań jak bardzo nasz „Kryszczjan'' pragnie przelecieć Ane. No błagam, kto w ogóle chciał to czytać? Ja wiem, że już 50TG reprezentuje poziom zerowy, ale ten cały Grey to dno i trzy metry mułu. Zmierzchu nie czytałam, ale o tej kontynuacji słyszę same minusy. Jeszcze nie słyszałam ani jednej pochlebnej opinii. Sama spotkałam się z takim odgrzewanym kotletem przy serii Selekcji. Trzy pierwsze tomy bomba, cud, miód i malina. Wszystko zwieńczone pięknym prologiem po czym Cass nagle pisze czwarty i piąty tom! Przeczytałam czwarty i po piąty już nie sięgnęłam. Okropieństwo! Jeśli kiedyś będę kupowała własne egzemplarze to tylko do trzeciej części.
    Czekam na następny post w waszym wykonaniu♥

    Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też przeczytałam jedynie fragmenty Grey'a i stwierdziłam, że ni cholery. Z resztą 50TG też porzuciłam w połowie drugiego tomu, bo to była droga przez męki T.T
      Ej miałam dokładnie tak samo z Selekcją! Właściwie o tych kolejnych częściach dowiedziałam się jakoś przypadkiem. Widząc je w Empikach/Matrasach byłam święcie przekonana, że to jakieś części 0.5 albo 0.1 itd, a nie kontynuacja. I nie ciągnie mnie do nich, dla mnie trzy tomy w zupełności wystarczyły, wolę miło wspominać te TRYLOGIĘ :P

      Usuń
    2. OOOOO jakie mocne słowa, zaraz hiena xDDD Nie zdążyłam jeszcze powiedzieć, bo dopiero dziś się pojawił post, a na dobre mam teraz kompa na chwilę, nie licząc wcześniej 1,5h gdzie musiałam poodpisywać na komentarze na moim blogu xD Kocham Cię również xD

      Usuń
    3. Ciesz się, że nie wiesz co się działo w czwartym. Mogę powiedzieć, że to było beznadziejne. PS. Ja już w połowie pierwszego tomu odpadłam. Ten język jakim posługuje się autorka, aż rani. Naprawdę mogłaby to być całkiem przystępna historia, ale gdyby E.L. James jej nie napisała.

      Usuń
    4. Skoro tak mówisz, to wierzę Ci na słowo :D
      Ano ja to czytałam tak wiesz... oglądając film, albo robiąc coś innego, więc skupienie się na opisach "pieprzenia" i całej reszcie było znikome ;)

      Usuń
  6. Nominowałam Cie do Liebster Blog Award. Więcej informacji tutaj - http://recenzjebrunetki.blogspot.com/2016/08/liebster-blog-award.html
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej:) Jestem tutaj po raz pierwszy i bardzo się podoba, ten post napisany przez was trzy - również! Poruszyłyście ciekawy temat, mi nie podoba się pomysł wracania przez autorów do książek, które już się dawno zakończyły. Np. jeśli chodzi o Zmierzch, to przeczytałam wszystkie cztery tomy dawno temu i nie sięgnęłam po żadne ''uzupełnienia'' nawet nie miałam pojęcia o tej książce ''Życie i smierć, zmierzch opowiedziany na nowo''. Co do reszty książek, które przedstawiliscie się nie wypowiem, bo nie czytałam ich:). Pozdrawiam!

    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  8. Całkiem fajny post, świetny pomysł :) Co prawda nie czytałam żadnej z wymienionych przez was książek, jednak mogę się zgodzić na Zmierzch - pisanie dokładnie tego samego, tylko z "innymi" bohaterami, jak dla mnie jest tylko i wyłącznie skokiem na kasę i tyle.

    Pozdrawiam serdecznie ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że miałam pisać do Ciebie z pytaniem, czy nie masz ochoty na ten gościnny cykl? :P Ale przypomniałam sobie, że masz wakacje, i nie chciałam przeszkadzać :)
      No tak, to szczyt lenistwa jest -,-
      xoxo

      Usuń
  9. Z Harry'm mam dokładnie tak samo! Nie rozumiem po co wydawać ósmy tom, przecież zakończenie siódmego było bardzo dobre (no z wyjątkiem okropnej Ginny u boku Harry'ego, gdzie powinna być Hermiona :D). Nie wiem czy przeczytam ósmy tom, możliwe, że tylko z czystej ciekawości i dlatego że jestem fanką Chłopca, Który Przeżył.
    Ale takim odgrzewanym kotletom, mówię zdecydowane NIE!
    Pozdrawiam, świetny post! :)
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno ta część jest do kitu, z racji tego, że to scenariusz. Takie coś jak Romek i Julka, czy inna Zemsta. Suche dialogi, więc nie poczuje się tej magii hogwartowej ;/ Mi tam Ginny nie przeszkadzała, chciałam żeby Hermiona była z Ronem <3 A słyszałaś o tym, że w spektaklu Hermiona będzie czarnoskóra? :O
      Dzięki, buziaki! :*

      Usuń
  10. Z podanych przez Ciebie książek przeczytałam tylko ,,Zmierzch'', który nie przypadł mi do gustu. Może dlatego, że wcześniej obejrzałam film ( był świetny xd ). Kinga zamierzam czytać, bo wiele ludzi go chwali i po prostu nawija jaki to on ma wspaniały styl pisania. Ehh xd Dziewczyny! Świetny post! Więcej takich, a będę wpadać częściej! Pozdrawiam wszystkie ;p
    Buzioory :D
    http://magia-ksiazek-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama Zmierzchu nie dałam rady przeczytać, właśnie przez to, że obejrzałam film :D O ile Pattinsona jako aktora lubię, to Kristen Stewart doprowadzała mnie do szału swoją nijakością... i czytając ciągle miałam j przed oczami :D Bleh!
      Też przymierzam się do Kinga, właściwie mam trzy jego książki na półce, ale jakoś boję się spotkania z tym autorek, w sumie nie wiem czemu ;)
      Dzięki! Czekamy na ciebie w najbliższą niedzielę ;P
      xoxo

      Usuń
  11. JAŚ FASOLA! JESTEM NIM OCZAROWANA <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Łał... przebijacie wszystko! Ten pomysł jest świetny. Każda ma inny styl pisania, ale razem to stworzyło piękną całość. Zmierzch przeczytałam cały oprócz wojny w ostatnim tomie, masakra nie do przebicia. I miałam kupić tą nową część ale niewyszło. Kinga wszyscy polecają, a ja nie mam żadnej jego książki. Muszę zdobyć:D Harry Potter.. ~nie czytałam ale skoro został wydany w takich nowych i pięknych okładkach <3 trzeba kupić. Oglądałam filmy (nie wszystkie :D jaki obciach haha :D) i również uważam że HP powinien zakończyć się gdy bohaterzy są nastolatkami. Alicje pokochałam od pierwszego tomu a gdy pojawiał się następny biegłam do księgarni. Jednak ta 4 część jest najsłabsza. Ale mają być jeszcze jakieś opowiadania czy dodatek więc się zobaczy co tym razem wymyśliła autorka. Znowu rozpisuję siębez sensu :D No cuż czekam na następną niedzielę.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny pomysł i faktycznie niektóre książki powinny się zakończyć tom wcześniej 8 części Harrego Pottera jeszcze nie czytałam, ale też nie wiem jak to będzie bo to byłoby cudowne znaleźć się w Hogwarcie w tym magicznym świecie, ale to i tak już nie będzie to samo. :( Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie nie będzie to samo, bo ósmy tom nie jest powieścią, a scenariuszem. Coś jak Hamlet, czy Makbet, tylko nie wierszem. A więc nie będzie bajecznych opisów, ruchomych schodów i całej reszty, ino dialogi :<

      Usuń
  14. Sempra świetnie to określiła! Powrót do swiata, oczywiście! Do bohaterów, niekoniecznie. Moznaby chociażby przybliżyc historię samego Tom'a Riddle, lub (jeśli chodzi o zmierzch) jakiegoś innego wampira...

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)