Czołem Pyrki!
Nawet nie wiecie jak fatalnie zakończyłam wrzesień. Zaczęło się od
kataru, skończyło na perfidnej grypie z gatunku tych śmiertelnych. Następnie grypa
płynnie ewoluowała w rosnącą ósemkę, a na koniec wrzesień strzelił mi w japę
zapaleniem… japy. Wyglądam jak ta najmniejsza wiewiórka z Alvina i wiewiórek!
Nic to jednak, recenzja się sama nie napiszę, prawda? :D A będzie to recenzja
książki, która w niesamowicie skuteczny sposób umilała mi ten okropny tydzień.
Pozwólcie, że opowiem wam troszkę o Mieście świętych i złodziei autorstwa
Natalie C. Anderson ;).






