niedziela, 25 czerwca 2017

Jak spartaczyć dobrą historię jednym wątkiem? | Szklany tron, Sarah J. Maas

 Czołem Szprotki!
Pam-pa-ram-paaaaam! Zrobiłam to! Serio. Sama nadal nie do końca w to wierzę, ale jest to niezaprzeczalne, sprawdzone i potwierdzone. PRZECZYTAŁAM Szklany tron Sarah J Maas! I to właśnie o nim dzisiaj będzie. I będzie… ciekawie, tego możecie być pewni.


TO JA MOŻE NIE OPISZĘ..?
Nie wiem czy powinnam streszczać sama tę książkę, bo zwykle gdy robię to znajomym kończy się tak, ze płaczą ze śmiechu nad absurdalnością tejże właśnie historii. Jakoś nie umiem nie podkreślać w opisie wszystkich dziwnych pomysłów Maas, więc… nie, nie zrobię wam tego. Wybaczcie, ale opis będzie okładowy.

„Celaena Sardothien odbywała ciężką karę za swoje przewinienia wystarczająco długo, by przyjąć propozycję, z której nie skorzystałby nawet szaleniec: jej dożywotnia niewolnicza praca w kopalni soli nie musi kończyć się dopiero z dniem jej śmierci, jeśli tylko dziewczyna zdecyduje się wziąć udział w turnieju o miano królewskiego zabójcy. To będzie walka na śmierć i życie, ale Celaenie nieobce są tajniki fachu zawodowego mordercy. Jeśli się jej powiedzie, po kilkuletniej służbie na królewskim dworze odzyska wolność. Jeśli nie – zginie z rąk któregoś z przeciwników: złodziei, zabójców i wojowników, najlepszych w całym królestwie. Szanse na pomyślne przejście wszystkich etapów turnieju są niewielkie, ale Celaena nie ma nic do stracenia.
Pod okiem wymagającego dowódcy straży rozpoczyna przygotowania do starcia z najgroźniejszymi osobnikami królestwa. Wkrótce jednak pojawiają się komplikacje: ginie jeden z uczestników turnieju, a niedługo potem podobny los spotyka innego rywala młodej zabójczyni.
Czy Celaena zdoła dowiedzieć się, kto stoi za tajemniczymi zabójstwami? Czasu jest coraz mniej, a dziewczyna musi mieć się na baczności – zabójca może obrać za kolejny cel właśnie ją. Śledztwo doprowadzi do odkryć, których nigdy by się ni niespodziewała.”*

DO DWÓCH RAZY SZTUKA
Nie wiem czy wiecie, ale było to moje drugie podejście do Szklanego tronu. Za pierwszym razem wzięłam się za niego zaraz po lekturze cudownego ACOTARu i stawiałam mu poprzeczkę pieruńsko wysoko. Cóż, za wysoko, bo wymiękłam w połowie książki. I właściwie nie miałam w planach podchodzić do niej ponownie, aż do momentu, kiedy skończyłam ACOMAF i uznałam, ze to nie mogło być tak złe, skoro obie serie wyszły spod pióra tej samej autorki. Postanowiłam, że poprzeczkę solidnie obniżę i za wszelką cenę, nawet jeśli byłaby nią moja poczytalność i szeroko pojęte zdrowie psychiczne, przeczytam przynajmniej pierwszy tom. Tak więc przeczytałam i… i żyję. Jakoś żyję. Właściwie nawet się nie zmęczyłam, bo nadal było to pióro Maas – lekkie, gibke i przyjemne w odbiorze. Nie mniej jednak nie było tak przyjemnie, jak być mogło…

Nie będzie cytatów, wybaczcie. Nie udało mi się zaznaczyć ani jednego wartościowego czy zabawnego...Serio. ("Serio" to słowo klucz tej recenzji, tak samo jak i książki... xD)
A ABSURD I GŁUPOTA MAM NA DRUGIE
Zwykle nie zaczynam od bohaterów, ale w tym przypadku muszę, bo moim zdanie jest to jeden z dwóch największych minusów Szklanego tronu. Bohaterowie w tej książce są beznadziejni. Beznadziejnie sztuczni, beznadziejnie głupi, beznadziejnie honorowi, beznadziejnie przebiegli, beznadziejnie zabójczy.. generalnie postawcie obok dowolnego przymiotnika słowo „beznadziejnie”, a wyjdzie wam szczątkowy opis jednego z wielu bohaterów. Skupmy się jednak na tych najważniejszych.
Celaena jest największą, najsłynniejszą morderczynią w królestwie. No po prostu zakapior jakich mało, zabija brodatych bydlaków małym palcem podrzyna im gardełka paznokciem i podbija oczy machnięciem rzęs – a przynajmniej tak wynika z tego, co mówią o niej w książce. Zakładałabym więc, że dziewczyna musi mieć w głowie poukładane, musi być twarda i bezwzględna, czyż nie? Otóż nie. Wiecie co jest jej największym problemem po opuszczeniu obozu śmierci, w którym przebywała blisko rok czasu? Ano to, że z głodu jej krągłości zanikły, pan strażnik troszkę na nią warczy i jest niemiły, a poza tym musi sobie nakupić dużo ślicznych sukienek, bo ile można chodzić w obdartych łachach. Serio? Ale… POWAŻNIE?! A wiecie co robi, kiedy ma idealną sposobność do ucieczki, bo wszyscy w zamku są srodze spici, a ona zostaje bez straży? Ucieka? Ależ nie, toż to by było niehonorowe i niegodne! Grzecznie wraca do łóżka jęczeć i kwękać, snując w myślach plan wymordowania połowy królewskiego dworu oraz ucieczki… którą właśnie mogła na spokojnie przeprowadzić, ale jakoś jej się odwidziało. O aspekcie romantycznym mówiła nawet nie będę, o tym opowiem nieco później, ale… Matko i córko, jak mnie to dziewczę drażniło! Te jej wieczne rozterki, wahania nastrojów, ciągłe zmiany zdania… zabić to mało. Serio.
Mamy też Chaola, który jest dowódcą straży królewskiej i z jakiejś paki staje się strażnikiem Celaeny. Czemu on? Tego nie wie nikt, ale dla mnie to idiotyzm. W końcu jest szefem wszystkich żołnierzy, ma na głowie masę spraw na czele z rozwikłaniem zagadki tajemniczych morderstw, a co musi robić? Musi od rana do wieczora latać za naszą największą zabójczynią w królestwie i bawić się w opiekunkę. No czy Maas jest poważna? Przecież to bezsensowne! Dodajmy do tego fakt, że Celaena przez całą książkę praktycznie nie wykazuje skłonności do ucieczki, jest grzeczna i milutka, a Chaol w zaparte ma ją za najgorszą i najbardziej przebiegłą osobę w zamku. Serio. I w tej właśnie dziewczynie, której nie ufa, która uważa za zbiór cech najgorszych, za oszustkę, morderczynie i ogólnie twór piekielny… Chaol (cóż za zaskoczenie!) się zakochuje. Serio. I chociaż lubię typka, to ilekroć miałam okazję zagłębiać się w jego myślach, przed oczami migotało mi jedno słowo. Dwie sylaby. Pięć liter. I pytajnik. ---> SERIO?
Jest jeszcze Dorian, czyli książę Adarlanu. Jemu w zasadzie najmniej mam do zarzucenia, bo i w książce pojawiał się nie tak często, jak pozostała dwójka. Pomijając fakt, że jak na największego kobieciarza w królestwie strasznie opornie szło mu podrywanie Celaeny, to nawet nie był taki zły. Miła odmiana, zważywszy na drażniące właściwości pozostałych postaci – tych głównych, i tych pobocznych.

A ŻEBY TAK SZLAG TĄ MIŁOŚĆ TRAFIŁ..!
Wiecie co mnie rozbroiło? Z czytanych przeze mnie recenzji Szklanego tronu wynikało, jakoby ta książka miała subtelny i nie rzucający się w oczy wątek romantyczny. Oryginalny wątek romantyczny. Serio, ludzie tak pisali. I wiecie co? Większej głupoty w życiu nie słyszałam! Szklany tron to wzorcowy przykład jak spartaczyć całkiem dobrą historię poprzez zgaszenie jej nastoletnią, niedojrzałą miłością. Gdyby autorka poświęciła innym wątkom tyle samo uwagi, co miłosnym rozterkom Celaeny, Chaola i Doriana, to naprawdę mogłoby być dobre. Dla mnie ten trójkąt jest największym minusem książki. Nie dość, ze przez blisko pięćset stron od samego początku wiedziałam, że cała trójka poczuje do siebie nawzajem mięte, nie dość, że przez te pięćset stron żadna z relacji się jakoś specjalnie nie rozwinęła, to jeszcze całość wyszła idiotycznie sztucznie i plastikowo – chociaż może to być po części kwestia tłumaczenia. Liczę na to, że w kolejnych tomach sytuacja się zmieni i  albo trójkąt trafi szlag, albo przynajmniej nabierze on jakichś rumieńców i atrakcyjności. Bo na chwilę obecną jedynie przeszkadza i przysłania wszelkie atuty książki, a tak być nie powinno.

GDZIE KREW? GDZIE CIARKI?
Jestem głęboko zawiedziona tym, jak Maas olała wątek turnieju, w którym miano wyłonić Królewskiego Obrońcę. Już pominę absurdalność pomysłu, według którego największe zbiry, mordercy i przestępcy mieli walczyć o to stanowisko, bo nie potrafię tego kupić i nawet książkowa próba wyjaśnienia mi, że przecież to świetny plan, do mnie nie dotarła. Skupmy się na turnieju. Na tych kilkunastu, czy kilkudziesięciu niesamowicie trudnych próbach, w ramach których ktoś mógł stracić życie, a jeśli nie, to co najmniej wrócić do zapchlonej dziury, z której go wyciągnięto na rzecz całej tej fenomenalnej zabawy. Jak myślicie, ile z tych starć zostało opisanych? Wszystkie? Połowa? Nie moi drodzy. Cztery, w tym finał. Ogromnie się zawiodłam, bo liczyłam na krew i łzy, na ciarki na plecach i włosy stające dęba w obliczu zagrożenia. Nic z tego… chociaż może nie tak do końca.


A JEDNAK TO NADAL MOJA MAAS <3
Zauważyłam, że Maas lubi zostawiać najlepsze na koniec. Tak było w przypadku obu Dworów, i tak też było tutaj, w Szklanym tronie. Początek był lekki i w jakiś wypaczony sposób intrygujący, później akcja się wlekła pomiędzy myślami o chłopakach, a myślami o ucieczce, aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie Maas przekliknęła jakiś pstryczek w mojej głowie sprawiając, że wciągnęłam się w tę książkę. I znów: SERIO.  Nie wierzyłam w to, póki nie okazało się, że w przerwie pomiędzy jednym a drugim kęsem serniczka tak się zaczytałam, że pochłonęłam duszkiem dobre sto stron. Sto stron, w których faktycznie polała się krew, w których było ciekawie, brutalnie i emocjonująco. Sto stron spowitych mgłą z innych światów, otoczonych duchami i zjawami. Bardzo dobrych sto stron. I ja się pytam: Czemu tak nie mogło być od samego początku? Czemu Maas kazała mi tak długo czekać na pokaz swoich umiejętności? Okej, nadal uważam, że Szklany tron nie dorasta do pięt Dworom, ale mimo wszystko udało mu się rozbudzić we mnie nadzieje, że ta seria ma szansę być niezła. I tak oto jestem właściwie pewna, że przeczytam ją całą, powodowana nadzieją i ciekawością. Mam tylko nadzieję, że w tym przypadku ciekawość nie będzie pierwszym krokiem do piekła, a nadzieja nie okaże się po raz kolejny matką głupich… ;)

KOŃCZĄC…
Matulu, dawno nie popełniłam tak długiej recenzji. Jakby tu to podsumować? Cóż, widzicie tę lawinę narzekań i minusów powyżej? Straszna jest, nie? A więc teraz was zaskoczę… bo jestem gotowa książkę tę polecić! Komu? Raczej osobom młodym, bo starsi mogą mieć zbyt duże wymagania względem serii o Zabójczyni z Adarlanu. Jeśli wiesz, że romanse nie działają na ciebie odstraszająco – łąp śmiało za Szklany tron. Jeżeli nie jesteś jeszcze wkręcony w fantastykę, za to w „babskie” młodzieżówki owszem – śmiało, próbuj! Jeśli jesteś cierpliwym czytelnikiem, to też nie powinien ci ten twór zaszkodzić. Ja już wiem, że sięgnę po kontynuację, bo suma summarum minusy nie były aż tak straszne i wydaje mi się, że będę umiała przymknąć na nie oko. A poza tym zżera mnie ciekawość co będzie dalej. Paradoks, prawda? ;)

A wy czytaliście już Szklany tron? W którym obozie jesteście: zagorzałych fanów, czy zniesmaczonych przeciwników? A może w żadnym z nich? Piszcie, czekam! ;)

Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie o kremach z filtrem, bo słonko nikogo nie oszczędzi!
Q.


Za książkę dziękuje wydawnictwu Uroboros ;)

33 komentarze:

  1. Jeszcze nie czytałam,bo chociaż widziałam same pozytywne recenzje, to sama jakoś nie mogłam się przekonać. Czytając twoją recenzję miałam wrażenie, że w końcu ktoś bardzo mnie zniechęca, ale na koniec i tak jest rekomendacja XD Więc jestem w kropce :p
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dodam, że SERDECZNIE NIE POLECAM. Powody? Zerknij na mój komentarz tam na dole. ;)

      Usuń
    2. Też długo nie mogłam się do niej przekonać, ale postanowiłam w końcu sprawdzić fenomen "Szklanego Tronu". Co do rekomendacji, to była ona przeznaczona dla konkretnych osób, ponieważ wydaje mi się, że pewnej grupie odbiorców z pewnością by się spodobała. Ja po prostu do niej nie należę :) Co nie znaczy że nie polecę jej innym.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z twórczością Sarah J. Maas, ale myślę żeby to nadrobić. Na razie nie mam jak, bo w mojej bibliotece nie ma, ale gdy tylko spotkam się z kolegą to na pewno od niego pożyczę, bo niesamowicie mi to zachwalał.

    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.

    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twoim miejscu zaczęłabym od "Dworu Cierni i Róż", z racji tego że jest o wiele lepszy :) Chociaż może jeśli zaczniesz od "Szklanego Tronu" to mniej się na niej zawiedziesz.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Ja jestem w obozie obojętnych obserwatorów ;) ten tytuł jakoś do mnie nie przemawia jednak lubię poczytać jak ludzie sie zachwycają ;) (lub tez zjeżdżają z góry do dołu) - fajne takie przepychanki
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czasami lubię poczytać takie przepychanki xD


      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Mi się Szklany Tron bardzo spodobał! Zakochałam się od pierwszej strony 😍 Bohaterowie cudowni! To jedna z moich ulubionych serii, z pewnością wrócę do niej nie raz 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie liczę na to, że razem z kolejnymi tomami, ja też zakocham się w tym cyklu :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. To ja myślę, że spokojnie 3, 4 i 5 tom by ci się spodobał, bo pierwsze dwa to dość toporne wprowadzenie do całej historii. Ze mną jest znowu na odwrót i to Szklany tron najbardziej mi się podobał. Za to bardzo widać różnicę w stylu pisania. Nowelki to jest istna masakra, język tępy jak siekiera nie ostrzona od piątego pokolenia wstecz, ale z każdą kolejną książką jest lepiej, a te najnowsze czyta się cud, miód i malinka <3
    Uwielbiam czytać twoje negatywne recenzje, szczególnie książek, które mi się podobały xd ( i to nie jest sarkazm! XD)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, narzekanie to moja specjalność, dobrze że mówisz że od 3 tomu jest lepiej, bo w domu mam tylko 2, i właśnie przymierzam się do Korony w Mroku. Trzymaj za mnie kciuki <3

      Usuń
  6. Ogólnie jestem rozczarowana wszystkimi dziełami Maas. Każde nie jest tak bardzo zachwycające, jak to inni oceniają. I jak "Szklany tron" jako tako mi się podobał, to co część to gorzej. Prawdopodobnie oceniam tak to wszystko przez to spartaczenie. Według mnie twarda sztuka Celaena powinna mieć w dupie miłostki czy ciuszki, a głównie zachowywać się jak na morderczynie przystało.
    Pozdrawiam!
    http://recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram w 100%! Też jestem rozczarowana i "Szklanym tronem", i "Dworem cierni i róż" (co nie zmienia jednak faktu, że chcę przeczytać chociaż drugie tomy i ewentualnie ponownie zjechać w recenzjach czy uczestniczyć w dyskusjach udowadniając, że to jednak nie jest dobra literatura XD).

      Usuń
    2. Jeśli o Maas chodzi, to mi bardzo podobały się oba Dwory, choć ten drugi bardziej, ale Szklany Tron to była jakaś masakra :) Zgadzam się z Tobą w 100% - według mnie, Celaena powinna być takim damskim Geraltem, biegać z mieczem, zabijać wszystko jak leci i mieć w dupie facetów. Dlatego nie potrafię przeboleć tego, jak "Wielka zabójczyni Adarlanu", została wykreowana przez Maas.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Piękne porównanie. Gdyby Cealena była jak Geralt, książka by zyskała. Gdyby jeszcze Maas skupiła się na wątku turnieju jako na głównej osi całości - mógłby wyjść cud, miód i malinki! :D

      Usuń
  7. No to mnie zakończeniem zaskoczyłaś. Czytałam, da się jakoś przetrwać, ale początek 2 tomu to już w ogóle jakiś dramat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mnie pocieszyłaś, bo właśnie zabieram się za Koronę w Mroku. Szykuj się na świetną recenzję :)

      Usuń
  8. Najważniejsze to przetrwać dwa pierwsze tomy, a później to już się oderwać nie można. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajajaj, a ja na półce mam tylko dwa tomy xD Ale spokojnie, skoro mówisz że od trzeciego jest lepiej, to zaryzykuję i zakupie kolejne. Kiedyś....może... w sumie nie wiem :D

      Usuń
  9. Podobnie jak Ty - nie kupuję wszelkich zachwytów nad tą książką. Bohaterowie - fatalnie wykreowani (w tym główna heroina, która miała być zabójczynią siejącą postrach, a okazała się rozpieszczoną paniusią, której jedynym problemem po roku w Endovier był brak krągłości, o którym wspomniałaś, a także zanik miesiączki XD to nic, że Endovier spokojnie można by porównać do Auschwitz...). Wątek turnieju, który MÓGŁ BYĆ ogromnym plusem tej powieści (wokół tego motywu, choć mało oryginalnego, można by stworzyć bardzo dobrą powieść), został potraktowany po macoszemu na rzecz taniego romansu. Ja książki nie polecam nikomu. Nie ma co czytać po prostu złej fantastyki: pełnej błędów logicznych, okropnych bohaterów, kompletnego miszmaszu i chaosu w wątkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ust mi to wyjęłaś, chociaż jak dla mnie, książkę można by przeczytać w ramach odmóżdżenia, lub w przypadku kiedy w prawdzie nie jest się fanem fantastyki, ale romansów jak najbardziej. Wszystko zależy od tego, czego szukamy w książce :)

      Pozdrawiam ! :)

      Usuń
  10. Ja... czytałam jakiś czas temu tę książkę. I w sumie nie byłam ani superfanką, ani jakimś przeciwnikiem. Fabuła wydawała mi się całkiem ciekawa, choć miejscami faktycznie nieco nudna i ciągnąca się.
    Chaola nie lubiłam, szczerze wolałam Doriana, ale strasznie wkurzyła mnie część, w której okazuje się, że Celaena jest też jakoś powiązana z dorobkiem elfów czy ma jakieś magiczne zdolności bo miałam wrażenie, że autorka niebezpiecznie balansuje z kreacją głównej bohaterki na granicy stworzenia potwora znanego jako Mary Sue, która nie dość, że śliczna, sprytna, silna, niebezpieczna, waleczna, najlepsza z najlepszych, to jeszcze jakaś utalentowana magicznie, ma koleżankę elfkę i uganiają się za nią wszyscy faceci. Tego już było trochę za wiele.

    Też byłam nieco zawiedziona faktem, że Maas nie skupi się bardziej na tych całych zawodach, których wątek generalnie poprowadzono, jakby były grubymi nićmi szyte, ale jak widać autorka wolała szybko przejść do rzeczy, jak już Celaena będzie tą "lewą ręką króla".

    Mimo to, twoje podsumowanie mnie zaskoczyło. Czy pozytywnie? Chyba tak. Na pewno jesteś szczera w recenzji, co widać, ale nie skreślasz książki, co mi się podoba.
    Hm, zapraszam Cię do siebie, może i moja pisanina Cię zaciekawi :)
    puszekptasiegomleczka.blogspot.com

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A podobno, w kolejnych częściach, ten elfi wątek został totalnie olany, chociaż ja się nie wypowiem, bo jeszcze ich nie czytałam. Dziękuję za to co napisałaś na końcu, rzadko kiedy skreślam książkę, tylko dlatego że mi się nie podobała. Raczej staram się szczerze napisać co o niej myślę, a później znaleźć grupę odbiorców, której te wady nie powinny przeszkadzać :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. W sumie to trochę mnie zachęciłaś, żeby poznać dalszą część tej książki, bo jak dotąd stwierdziłam, że jak Celeana będzie z Chaolem to podziękuję xD No ale nie będę się zniechęcać. Moja siostra w drugą część ostatnio się zaopatrzyła to jej podkradnę ;)

      Co, ścigamy się kto pierwszy zrobi recenzję? :P

      Usuń
    3. Eee,mi jeszcze chwilę to zajmie xD aktualnie brnę przez Pieśń dla Elli Grey i.... Boziu, Szklany tron przy tym jest cudowny, serio xd ale po tej książce planuję wziąć się za Koronę w mroku, więc może jak się sprężę to cię prześcignę? ;P

      Usuń
  11. Na półce stoją dwie części od Maas: ACOTAR i ACOMAF. Muszę więc jak najszybciej obie przeczytać!
    A Szklany Tron... Ten wątek romantyczny mnie zabije. Rozłoży mnie, ale kiedyś na pewno przeczytam tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izz, bierz się szybko za ACOTAR, przeleć przez niego, i zakochuj się w ACOMAFie. A Szklany Tron zezwalam Ci sobie odpuścić <3 Serio <3

      Usuń
  12. "Szklany Tron" to akurat jedna z moich ukochanych serii, ale też przeczytałam ją dopiero za drugim razem. Celaena akurat mi nie przeszkadzała, ale Chaol tak... Matko, miałam dość tego gościa! xD Drugi tom podobał mi się bardziej i mam nadzieję, że Tobie też się spodoba! :D
    Pozdrawiam! :3
    Zapisane w słowach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, u mnie Chaol był drugim najbardziej irytującym bohaterem, i najchętniej pomijałabym rozdziały z jego udziałem -.-

      Cóż, oby Twoje nadzieje się spełniły :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. O cholercia, szkoda, że nie do końca spodobał Ci się Szklany tron, bo dla mnie, przynajmniej pierwszy tom, był absolutnie cudowny. Właściwie to podobało mi się to, że Celaena, mimo tego, że jest tą sławną zabójczynią, wciąż jest także młodą kobietą, która troszczy się o swój wygląd i inne babskie sprawy. Fakt, może na początku było to aż za bardzo wyeksponowane, ale ogólnie podobała mi się to, że Celaena mimo wszystko była dziewczyną, której losy potoczyły się tak, a nie inaczej. Zgadzam się za to z tym, że sam element turnieju został trochę pominięty przez Maas. Myślałam, że więcej uwagi zostanie mu poświęconej, a w końcu trochę się zawiodłam. Jednak całość Szklanego tronu kocham całym sercem. Z drugim tomem szło mi już gorzej, ale trzeci znów mnie do siebie przekonał. Czytaj kolejne tomy, bo wiele osób mówi, że im dalej, tym lepiej! :)

    Pozdrowienia i buziaki! (Jeśli masz ochotę, na moim blogu trwa konkurs!)
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  14. To co ciebie tak bardzo denerwowało w "Szklanym tronie" dla mnie było prawie niewidoczne. Kocham tę serię, ale powiem ci, że pierwszy tom w porównaniu do kolejnych części wypada chyba najsłabiej.
    Pozdrawiam!☺
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja uwielbiam tą serię, przyćmiły ją dopiero Dwory, ale też pierwsze trzy tomy Tronu za szkła przeczytałam na raz i właściwie trudno mi teraz powiedzieć jak oceniłabym samą pierwszą część. Seria dość mocno ewoluuje, w części piątej niewiele jest wątków z pierwszej. Jeśli już coś mi przeszkadzało, to było to to, że Calaena w tak bardzo młodym wieku była najlepszą zabójczynią całego Adarlanu, ja tego nie mogę zrozumieć żadnym sposobem.

    a tu kilka słów o Dworze cierni i róż http://odbijajacksiazki.blogspot.com/2017/06/dwor-cierni-i-roz-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi tam się bardzo spodobała, no ale cóż, młoda jeszcze jestem! Muszę wreszcie zabrać się za trójkę :D
    Już tam nie będę pisała, że moim zdaniem bohaterowie są super, a Calaenę polubiłam bo to pewnie dla Ciebie już nudne, ale zgadzam się do trójkąta miłosnego - to zdecydowany minus tej książki.
    Jak dla mnie były to dobre książki, chociaż Dwory lepsze <3

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)