wtorek, 4 kwietnia 2017

Czy książka musi uczyć?

Cześć Bratki!
W sumie miało być „krokusy”, ale mam wrażenie, że już kiedyś byliście krokusami. Szkoda, bo mi za oknem takie śliczne wyrosły jakoś niedawno. Wiosna ludzie, wiosna!  Mam nadzieję, że wybaczycie mi ciszę, jaka tu ostatnio zapanowała. Miałam jakiś kryzys blogowy, zero weny, zero inicjatywy… ale wzięłam oddech, pomyślałam, poczytałam i wracam! Tęskniliście? :P


Tak na dobry początek mam dla was… o  nie nie, nie żadną tam recenzję (chociaż w sekrecie wam zdradzę, że szykuję taką pełną ochów i achów, cudo mi się istne trafiło!). Dawno nie było tu żadnego postu takiego… po prostu, ode mnie. Takiego prywatnie-przemyśleniowego. Pora to zmienić! O czym będzie mowa? Czytajcie dalej, a się dowiecie ;).


SKĄD SIĘ POST WZIĄŁ?
Pomysł na ten post podsunął mi Czytacz w filmiku, w którym linijka po linijce analizował ustawę o jednolitej cenie książki. Na samym początku uspokoję was – nie będzie żadnego babrania się w polityce, roztrząsania wszystkich „za” i (przeważających) „przeciw” tej ustawy. Dziś nie o tym. Dziś chcę się rozgadać o funkcji, jaką tak naprawdę pełnią książki w życiu przeciętnego Kowalskiego.

Wszystko zaczęło się od wstępu do tejże ustawy, w którym jak byk stoi, iż: Mając na względzie (…) propagowanie czytelnictwa jako narzędzia rozwoju intelektualnego i kulturalnego jednostki (…) stanowi się, że (…) no i tutaj już pojawiają się kolejno paragrafy tejże ustawy. Nieistotne. Skupmy się na tym  rozwoju intelektualnym jednostki, okej?


KSIĄŻKA EWOLUUJE… INO NA MINUS
Zadziwia mnie jak na przestrzeni czasu zmienia się podejście do książki. A widzę to stale, wszędzie dookoła. Z resztą zobaczcie sami.

Mój tata ciągle mi opowiada, jak to kiedy był młody potrafił chować się na strychu z książką, migać się od obowiązków, żeby tylko przeczytać „jeszcze jeden rozdział”. Mówi, że mam to po nim. To kitranie się z książką po nocach. Mam w pokoju cały regał pożółkłych, rozklejających się, zmacanych z każdej strony książek z czasów młodości moich rodziców . Są w stanie opłakanym… i to jest piękne. Ta świadomość, że przeszły przez tak wiele rąk, trafiły do tak wielu serc. Świadomość, że nie tak znowu dawno temu książka była CZYMŚ. Czymś co sprawiało przyjemność, przenosiło w odległe światy nieosiągalne dla Kazia Kowalskiego, który nie znał nic, poza swoim miasteczkiem i miasteczkiem obok.  Dla mojego taty książka była po prostu rozrywką.

Dwa lata temu z hakiem poznałam pewnego gałgana. Obecnie ów gałgan nosi miano mojego chłopaka i jest kolejnym ogniwem w opowieści o tym, jak to zmienia się sposób patrzenia na książkę. Otóż Marcin od samego początku kiedy się dowiedział, że czytam… on to podziwiał. Ciągle słyszałam  jakie to niezwykłe, że tyle czytam, że on też by tak chciał, ale książki go nudzą etc. I ten tekst, że „ja to jestem taka mądra BO CZYTAM”. Pfi! Mądra jestem po tatusiu, a czytam bo lubię. Marcin w tej opowieści obrazuje tych, którym czytanie kojarzy się z marszu z ludźmi inteligentnymi, którzy z czytających tworzą swego rodzaju nadludzi, a książce przypisują funkcję „rozwoju intelektualnego i kulturalnego jednostki”. A to jest bujda na resorach. Ale… o tym za chwilę. Mojemu chłopakowi nikt nie pokazał w młodości, że książki potrafią bawić. Styczność z powieściami miał tylko w szkole – w postaci nieprzeczytanych lektur i wykładów o tym, jakież to wielkie przesłanie niosą za sobą omawiane pozycje. I jak tu się dziwić, że książki kojarzyły mu się z czymś nie dla niego, czymś, co nie będzie go ciekawić, czymś nudnym? Bo tak właśnie myśli ogrom ludzi. A to guzik prawda, a Marcin jest na to żywym przykładem, który właśnie czyta kolejny tom Wiedźmina. I wcale nie sprawia to, że staje się inteligentniejszy, jedynie zaciekawiony i uśmiechnięty, kiedy mu się czasami przypomni jakiś, hmm… ciekaaawszyyyy fragment.

Mam dwójkę młodszych kuzynów. Dzieciaki jak to dzieciaki, najpierw nauczyły się pełzać, z czasem chodzić, mówić (nie koniecznie w tej kolejności), aż przyszedł czas na naukę czytania. I wiecie co im dali rodzice do czytania? Encyklopedię. Taką dla dzieci. No i siedziało to to i czytało na głos informację o tym, z jaką prędkością leciała pierwsza rakieta, którą Łajka poleciała w kosmos, ile ważył pterodaktyl i inne fascynujące rzeczy… Bo skoro już dzieci miały nauczyć się czytać, to niech czytają coś INTELIGENTNEGO. Poważnie? I jak tu potem wmówić takiemu Krzysiowi, że książka może być ciekawa, że może zapewnić ogrom frajdy niezgorszej niż ta, którą Krzysiu czerpie grając w jakiegoś Minecrafta czy tam Mario? A później przyszedł czas na W pustyni i w puszczy, Anię z Zielonego Wzgórza i kilka innych pozycji, które zdecydowanie można uznać za gwóźdź do trumny. Aktualnie trwa reanimacja Harrym Potterem i Narnią. Może jest jeszcze szansa na to, że chłopcy czytanie polubią… chociaż po takim starcie… Wy byście polubili?

I tak oto książka czytana dla przyjemności najpierw zaczęła być ignorowana i niedoceniana, a teraz… a teraz znowuż zaczęła uczyć. Bo ma uczyć. Bo tak. A ja się pytam: kto mi to narzuci?


DYSKRIMINACJA SIĘ NAM SZERZY!
Ostatnio na grupach książkowych coraz częściej trafiam na posty sugerujące, że spora część osób nie umie czytać „dobrze”. Że czyta się gnioty, a nie wartościowe pozycje. Że na rynku pojawia się coraz więcej  książek, które nie wnoszą nic do naszego życia. Hejt goni hejt, a dyskusje pod takimi postami swoją długością mogłyby się śmiało równać z Murem Chińskim albo bujnym włosiem Roszpunki. Zaczyna się od mniej lub bardziej inteligentnych argumentów, aby po chwili zacząć walkę niemalże na śmierć i życie w obronie swojej ulubionej książki, którą ktoś postanowił umieścić na półce „gniotów”. Wszystkie chwyty dozwolone. Szczerze? Mam odruch wymiotny, kiedy widzę takie posty. Nie pojmuję w jakim celu powstają i cóż ktoś chce osiągnąć za ich pomocą. Dla mnie nie ma książek gorszych, a już tym bardziej nie ma gorszych ludzi, a czytanie powinno być przyjemnością. Ale o tym… o tym rozgadam się w kolejnych akapitach ;).

Strasznie mnie drażnią te wszystkie wypowiedzi krytykujące Greya, Zmierzch czy inne Dary anioła. Bo przecież Grey to patologia. Bo Zmierzch jest kiczowaty, a Dary to gniot dla nastolatków. Hola, hola! A kto wam pozwala tak brzydko szufladkować? Sama nie czytałam Zmierzchu, a Greya wspominam raczej nieprzyjemnie (chociaż ta wewnętrzna bogini… nie, jednak nie.), ale żeby krytykować ludzi, którym się to podobało? Po ki pierun? Co mi to da? A przede wszystkim: na jakiej podstawie?

Przecież nie wiem czego ci ludzie szukają w książkach. Nie znam ich gustów, nie znam ich samych.

Skąd mam wiedzieć, że po ów patologicznego Greya nie sięgnęła dajmy na to styrana matka, która od rana do nocy siedzi zagrzebana w brudnych garach i pampersach, potrzebująca na te kilka godzin oderwać się od przyziemności i przeżyć przynajmniej orgazm z Aną, skoro pośród pieluch i gerberków brakuje miejsca na jej własny?

Może to właśnie kiczowaty Zmierzch stanie się furtką dla jakiejś nastolatki do książkowego świata, drzwiami do innego wymiaru przez które dziewczyna polubi czytanie i zacznie sięgać po co raz to nowsze tytuły? Nie mówię, że ambitniejsze. Niech czyta, co lubi. Niech jej to sprawia przyjemność. Frajdę. Radość. Chrzanić rozwój intelektualny! Po ośmiu godzinach ślęczenia w szkole i wkuwania ogromu wiedzy bezużytecznej należy jej się odpoczynek w Hogwarcie, Dystrykcie Dwunastym, Ziemiomorzu czy nawet w piekielnym Mordorze.


NISZCZĄ, ZAMIAST SZERZYĆ
A teraz pomyślcie sobie, że ta nastolatka po przeczytaniu Zmierzchu i dziesięciu innych młodzieżówek postanawia dołączyć do jakiejś książkowej grupy. Bo chce pogadać z kimś o Edku, który podbił jej młodziutkie serduszko, poznać innych ludzi, którzy tak jak ona polubili czytanie, nie ważne czy miesiąc, czy dziesięć lat temu. Znajduje taką grupę, dołącza… i dowiaduje się, że jest tumanem, bo czytała Zmierzch, że to jest nic nie warte, że powinna czytać coś ambitneeego. I w tym momencie możliwe, że to oleje, ale równie prawdopodobne, że się tym przejmie i albo czytać przestanie, albo właśnie sięgnie po coś „ambitnego”. I to ambitne dzieło zanudzi ją na śmierć bo nie będzie jej Zmierzchem. I tym sposobem dziewczyna czytanie porzuci. Bo uzna, że to nie dla niej. Że jest za głupia. Za mało ambitna. A potem będzie płacz i zgrzytanie zębów… i lamenty, że Polacy nie czytają.

Czemu mają to robić? Po co? Nie każdy jest rządny wiedzy. Nie każdy szuka wiedzy i głębokiego przesłania w książce! A właśnie z tym teraz kojarzy się książka – ze źródłem wiedzy, często podanej nam w sposób nudny, toporny i nieciekawy. A to jest tak pieruński błąd! Ręka w górę kto widział na ekranie kinowym czy tam w telewizji Igrzyska śmierci, Marsjanina, Harry’ego Pottera czy Greya? Ludu, to są ekranizacje książek! Masy idą do kina obejrzeć historie, które później krytykują jako mało ambitne gnioty uwagi nie warte. Czy tylko według mnie logika tutaj idzie w las i to taki gęsty, mroczny i pełen bobaków?


KOŃCZĘ, BO JUŻ MI ŻYŁKI TRZESZCZĄ
Podsumowując: świat zmierza w złym kierunku. Jak tak dalej pójdzie, to książki przejdą do lamusa. Ludzie zapomną o tym, jak wielką frajdą może być czytanie, jeśli tylko sięgnie się po coś, co nas kręci i ciekawi. Moim zdaniem przypinanie książkom funkcji edukacyjnej krzywdzi je okrutnie i powinno się z tym walczyć. Niech czytanie znów stanie się modne!

Ughhhh… aż mi ciśnienie skoczyło. Ale starałam się pisać z sensem i kulturą. Nie jestem pewna, czy mi się udało. Udało mi się?

A wy co sądzicie? Jak to jest z tą książką waszym zdaniem? Musi uczyć? Czy jednak nic się nie stanie, jeśli Kaziu Kowalski będzie z niej czerpać przyjemność i rozrywkę? Piszcie w komentarzach, jestem cholernie ciekawa waszego zdania!

Buziaki ;*
Q.


PS. Ej Misiaki mam pytanie! Chodzi mi po głowie pomysł założenia snapa dla tegoż bloga. Bo wiecie, ja mam tendencję do znikania. Nie lubię pisać na siłę, bo wtedy cała przyjemność z tworzenia tego miejsca idzie się bujać. Za to gadać… szczerze mówiąc wątpię, żebym kiedyś poczuła przesyt paplania o książkach. I tu moje pytanie: co o tym myślicie? Ciekawi jesteście cóż do mnie kurierzy przywożą, co czytam, co myślę, ale… tak niepiśmiennie, na luzie? ;) Doradźcie!

40 komentarzy:

  1. Sama uwielbiam literaturę rozrywkową i nie raz mi się za to obejrzało. Cóż, czytam książki cięższe głównie do szkoły i na konkursy, więc jak miałabym dziennie wrócić do domu po ciężkim dniu, pewnym myślenia i siąść do filozoficznej książki kryminalnej (strzelam ten gatunek, chodzi mi, że wymagającej analizowania), to bym chyba wykitowała.
    To znaczy jasne - lubię czytać mądre książki, ale raczej wtedy kiedy mam na to rzeczywiście ochotę, a nie chce podnieść prestiż swojego czytania XD Dajcie ludzie spokój.
    Czytałam zmierzch mając jakieś 10 lat, nie jestem pewna, i to było naprawdę w porządku. Tzn. jakoś nie stałam się fanka nr 1, ani nic, ale było w porządku. Przeczytałam, ruszyłem dalej. Koniec. ;)

    Pozdrawiam!
    tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nr dość że telefon mi się wyłączył zaraz po napisaniu komentarza, to z tego co widzę autokorekta miała swój popisowy numer xd
      #oberwało nie obejrzało

      Usuń
    2. Oj wiem Wiki, wiem ;) Też bym pewnie wyzionęła ducha, gdybym po szkole zamiast randki z Rhysem miała relaks z jakimiś tekstami naukowymi... A "prestiż czytania" mnie bawi. Jakie to jest PRESTIŻOWE czytanie? Dla mnie takie coś nie istnieje, tak samo jak nie ma pfestiżowego grania w gry komputerowe czy prestiżowego oglądania filmów ;)

      Usuń
  2. Książki, oh coś na ten temat wiem i nie jest tak tylko na grupach, ale i w szkole. Niektórzy od razu, kiedy się dowiadują, że czytam książki, twierdzą, że dlatego jestem mądra. Znam kilka osób, które potrafią się naśmiewać, z tego co czytam, ba a oni nie wiem czy przeczytają książkę na pół roku. Każdy ma swoje gusta, każdy lubi czytać coś innego, nie powinno się komuś nakazywać co ma czytać. :D Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej ale ja mam tak samo! Tzn faktem jest, że w szkole radzę sobie bardzo dobrze... Ale litości, to nie ma nic wspólnego z tym, że czytam..! A krytyką się nie przejmuj, zwłaszcza jeśli jest tak, jak mówisz ;)
      Trzymaj się ciepło!

      Usuń
  3. Jestem zdania, że każda książka czegoś nas uczy. Tylko w różnym stopniu. Podane przez Ciebie Dary Anioła - według wielu gniot dla nastolatek, a z drugiej strony świetnie ujęty temat przyjaźni. Bawi mnie przez to opinia co poniektórych osób twierdzących, że fantasy to "bajki dla dzieci". Greya i Zmierzchu nie czytałam, chociaż z nich też dało by się coś wykrzesywać. Choćby to czego nie należy robić w życiu;)
    Każda książka czegoś uczy, coś nam daje, ale nie możemy pod żadnym pozorem szufladkować ludzi na tych gorszych i lepszych biorąc pod uwagę co czytają.
    Twoim kuzynom współczuje całym sercem, bo gdyby mi ktoś dał encyklopedię do czytanie kiedy byłam mała teraz nie tknęłam bym książki kijem, nie mówiąc już o tym gdzie znajdywało by się moje zamiłowanie do historii.

    Bardzo ciekawy wpis i blog:)
    Pozdrawiam:D
    http://krainamola.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Fantasy to bajki? Pfi! Przecież to właśnie bajki od małego nas uczą, wpajają wartości i zasady rządzące światem. Po prostu z wiekiem przersucamy się z Pięknej i Bestii na jej "dorosłe" odpowiedniki ;P
      Kuzynów próbuje uratować i nawert jakoś mi tak idzie ;P starszy czyta Wiedźmina o dziwo... Trochę mnie to przeraziło no jest mega młody jak na Sapkowskiego... Ale póki nie mnie pyta co to jest "chędorzenie", nie będę ingerować xD
      Dzięki!

      Usuń
  4. Każdy powinien czytać, to co lubi i czego szuka w powieściach. Osobiście sięgam po literaturę rozrywkową, ale też ambitną, która posiada jakieś przesłanie, drugie dno itd. Niby się nie ocenia ludzi po tym, co czytają, ale jednak gdy słyszę, iż jakaś koleżanka w moim wieku ogłasza, że Rywalki to najlepsza książka jaką przeczytała, to jestem nieco zniesmaczona, jednak zachowuję to dla siebie. Osoby, które znają się na książkach posiadają już w sobie pewien instynkt, dzięki któremu mogą obiektywnie oceniać powieści. Ale jak najbardziej niech każdy czyta, co lubi, książki to książki. Pozdrawiam!
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, w jakim wieku jesteś :P I właśnie o to chodzi, co sama napisałaś - nawet jeśli kogoś razi gust innych, to może to zachować dla siebie, bo żadna krzywda mu się nie stanie, jeśli przemilczy kąśliwy komentarz, a i fan Rywalek raczej nie zmieni swojego zdania tylko dlatego, że go skrytykujemy. Jemu po prostu te Rywalki wystarczają, zaspokajają jego potrzeby. Nie nasze, jego ;) "Książki to książki"! <3
      Trzymaj się ciepło!

      Usuń
  5. Zacznę od końca. Super pomysł z tym snapem. Sama go nie mam, ale na pewno poleciłabym dodanie Cię znajomym :)Kolejna sprawa, właśnie dużo osób uważa, że Grey to dno itd, itd, itd. Jeżeli ktoś mówi o książce "Grey" (nawet o samej pierwszej części) to z marszu kojarzą mi się 3 (a nie jedna książka), które suma sumarum tworzą dosyć ciekawą historię, a tytułowy bohater (jak się później okazuje) przechodzi wewnętrzną przemianę, co jest piękne. teraz jest już późno, więc mykam spać! Dobranoc i czekam na kolejne posty! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę to sobie jakoś w głowie poukładać, żeby miał on ręce i nogi i pewnie go założę :D
      Grey jest napisany fatalnie - mam na myśli błędy w druku, wałkowanie tych samych metafor etc. Gdyby Kriszczjan nie był milionerem, to pewnikiem skończyłby w więzieniu tudzież zakładzie zamkniętym za to, co wyprawiał z kobietami xD Ale kurcze, jeśli ktoś szuka romansu obwicie przyprawionego scenami łóżkowymi, to Grey jest czymś dla niego i czemu ktoś ma mówić, że kobiety, którym ten erotyk się podobał mają zły gust? Ich gust jest po prostu odmienny ;)
      Kolorowych snów (napisała następnego dnia, popołudniu xD)

      Usuń
  6. Świetny post, popieram w 100%! Sama też się na jednej z grup książkowych spotkałam z takim dziwnym zachowaniem. Pewien pan zjechał mnie za to, że wrzuciłam link do recenzji "Sekretnika" Katarzyny Michalak... I się dowiedziałam, że grupę chłamem zaśmiecam, że to w ogóle nie jest literatura dla niego itp. A kiedy zwróciłam uwagę, że różne gatunki do literatury należą i każdy ma swój gust czytelniczy, a ten post przeszkadza wyłącznie jemu, to jeszcze bardziej się obruszył i aż postanowił opuścić grupę, bo go nikt nie poparł, a wręcz parę lajków się trafiło :p Dziwne fazy ludzie mają, a tak jak piszesz, zniechęcają tym tylko do czytania :/ Książka potrafi zapewnić wspaniałą rozrywkę, ale przy tym też zawsze czegoś tam uczy, wzbogaca nasze doświadczenia czy choćby tylko rozwija wyobraźnię. Nie da się non stop czytać tylko "mądrej" literatury. Swego czasu miałam praktyki w wypożyczalni biblioteki uniwersyteckiej i nie było dnia, żeby ktoś (zazwyczaj pracownicy naukowi) nie wypożyczał harlequinów. Czy to znaczy, że ci ludzie są jakimiś ćwierćinteligentami i nie znają się na literaturze? Absolutnie nie! Po prostu potrzebują rozrywki i odpoczynku, a za to nikt nie powinien ich krytykować. Najważniejsze, że czytają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to i tak dobrze, że opuścił grupę, zamiast dalej walczyć. Może znalazł inną, w której udzielają się osoby podzielające jego sposób myślenia, taką mam nadzieję ;)
      Dokładnie, ile ludzi, tyle poglądów i gustów! A co do harlequinów - wszystko jest dla ludzi, wystarczy o tym pamiętać.
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  7. A ja się z Tobą zupełnie nie zgadzam.
    Ja uważam książkę za główne źródło bardzo przystępnej wiedzy ze wszelakich dziedzin. I - uwaga! - TAK, zaczęłam swoją przygodę z czytaniem z encyklopedią dla dzieci. Dlaczego? Bo od kiedy pamiętam bardzo lubiłam chodzić do szkoły, ale nie dla przygód czy znajomych, z którymi nie umiałam się zbytnio dogadywać. Ale lubiłam się uczyć. Musisz pamiętać że dziecko z natury jest bardzo ciekawskie świata i encyklopedia jak najbardziej jest dobrym wyborem - zarówno dla chłopca jak i dziewczynki, oraz dla wszystkich dzieci, które po prostu same nie wiedzą, co chciałyby czytać. W dodatku taka encyklopedia najczęściej okraszona jest także ilustracjami lub zdjęciami, które dodatkowo cieszą oko.
    Był też czas w którym czytałam dla siebie różne paranormal romance i nie mogłam sobie wyobrazić żebym czytała coś bez wątku romantycznego - okres dojrzewania, no wiadomo... Z każdą kolejną książką coraz trudniej było mi znaleźć coś interesującego. W dodatku bardzo denerwowało mnie że praktycznie nic nie mam z tego czytania - ten czas mogłam poświęcić na coś innego, co by mnie rozwinęło w innym kierunku (np. Lubiłam malować). A potem doznałam olśnienia i stwierdziłam że po co mam marnować czas na coś, co zupełnie mi już się nie podoba. Miałam spoko polonistkę w liceum. Moje prace i rozprawki były najlepsze. Co chwilę słyszałam pochwały. Uznałam że może być jeszcze lepiej. Przestała ciekawić mnie przygoda i akcja a zaczęłam podziwiać postacie, obrazy które serwował mi pisarz, tematy do przemyśleń i obserwacji. I sięgałam po inne światowe klasyki, bo ciągle szukałam wiedzy i nadal jej szukam. Bo to mi sprawia frajdę i TO jak najbardziej MOŻE sprawiać frajdę nie mniejszą niż czytanie pierwszej lepszej młodzieżówki. Z tym tylko że ja dodatkowo jeszcze coś wynoszę. Może jakąś pierdołę, może jakąś poboczną informację o której wcześniej nie wiedziałam; jednak zawsze to coś.
    Czyta się coraz mniej dobrych pozycji - to prawda. Te wartościowe przestają wieść prym. Teraz pisarzom opłaca się sklecić jakiś schematyczny paranormal romance żeby osiągnąć sukces. Leniwi autorzy nastawieni na zysk nie czynią researchu, a tym samym krzywdzą czytelników. Mam tu na myśli szczególnie jedną, bardzo lubianą autorkę, która wypisuje brednię na bredni, i jeszcze inną która może nawet szkodzić zdrowiu czytelnika.

    "Bo przecież Grey to patologia. Bo Zmierzch jest kiczowaty, a Dary to gniot dla nastolatków. Hola, hola! A kto wam pozwala tak brzydko szufladkować? Sama nie czytałam Zmierzchu, a Greya wspominam raczej nieprzyjemnie (chociaż ta wewnętrzna bogini… nie, jednak nie.), ale żeby krytykować ludzi, którym się to podobało?"
    A gdzie tu jest zamieszczona krytyka ludzi, którym się owe pozycje podobają?
    Grey to patologia - no dobra, osobiście tak nie sądzę, "50 twarzy Greya" jest po prostu świeżą historią ale napisaną w tragiczny sposób.
    Zmierzch jest kiczowaty - moim zdaniem to jest naprawdę patologiczna książka, źle napisana do kwadratu bo sugeruje bardzo złe wzorce.
    A Dary to gniot dla nastolatków - mnie się podobały ale czytałam to faktycznie w wieku nastoletnim i zanim przeczytałam ostatnią część to zupełnie przestałam lubić serię. Ostatnio trafiłam też na pewną wnikliwą analizę, która pokazuje jak źle napisana jest i ona. No ale ok.
    To gdzie ta krytyka ludzi? Każdy ma chyba prawo do własnego zdania. A każdy argument ad persona, nieważne w jakim temacie jest zwyczajnie nietaktowny i nie na miejscu.
    (inna sprawa, że lubienie złych książek to nie jest oczywiście zbrodnia, ale skoro są uznane za złe to trudno się z tym sprzeczać i trzeba zaakceptować - to jest niepodważalny fakt i tyle)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim dziękuję Ci za wypowiedzenie swojego zdania! ;)
      Ja absolutnie nie twierdzę, że książki nie są źródłem wiedzy, że trzeba czytać młodzieżówki i romanse. Jeżeli ktoś, tak jak np. Ty, czerpie przyjemność z tego typu literatury - cudownie, oby trafiał na same fascynujące pozycje. W tym poście chciałam zwrócić uwagę na to, że niektórzy ludzie, dla których książki są przede wszystkim źródłem informacji próbują narzucać swoje poglądy innym, czytającym właśnie te błahe i lekkie pozycje zupełnie bezpodstawnie. Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją odwrotną - aby to fanki romansów krytykowały "inteligentów" za to, że nie czytali przykładowego Zmierzchu.
      Wszystko rozchodzi się o to czego dana osoba oczekuje od książki. Ja wiedzę wolę czerpać z rozmów z osobami mądrzejszymi, albo z programów telewizyjnych, za to rozrywkę znajduję w książkach i tego w nich poszukuję. Ty czerpiesz wiedzę z książek, a przy okazji i rozrywkę, skoro mówisz, że sprawia Ci to przyjemność ;). I nikt nie ma prawa kazać Ci zmieniać swoich upodobań, tak samo jak nikt nie powinien ingerować w moje gusta i wybory.

      Przytoczony cytat jest uproszczeniem ;) Uwierz, że wchodząc na książkowe grupy napotyka się multum postów, w których ktoś twierdzi, że (to znów przykład) Grey to patologia. Zaczyna od takiego zdania, a później strzela rozprawkę, w której miesza z błotem ludzi, którym się podobał. Nie chciałam tu streszczać takich wywodów, więc ograniczyłam się do: "Grey to patologia. Bo Zmierzch jest kiczowaty, a Dary to gniot dla nastolatków" ;)
      Tak, każdy ma prawo do własnego zdania, póki wypowiada je w sposób kulturalny, bez atakowania Bogu ducha winnych ludzi, których nawet nie zna. Jeśli nie podobały mu się przykładowo DA, to niech to powie głośno i wyraźnie na tym poprzestanie. Bo gdy po opinii o książce pojawiają się niekulturalne i wredne teksty dotyczące ludzi, którzy tę historię lubią, to ciężko to nazwać czymś taktownym i na miejscu.
      Nie rozumiem, jak jakaś książka może być uznana za złą.

      Również pozdrawiam! ;)

      Usuń
    2. Bardzo fajnie że zostałam tak przez Ciebie odebrana :) Także nie chciałam nikomu narzucać swojego zdania i cieszę się, że nie robisz tego samego.
      Co do tych ludzi którzy bardzo krytycznie odnoszą się do ludzi czytających literaturę niższych lotów to łączy się to ze zjawiskiem tzw. snobizmu czytelniczego - czyli przekonania że to co z wyższej półki to jest po prostu lepsze a właściwie najlepsze :) Tak właściwie można powiedzieć że to taki trochę literacki ruch narodowościowy (żeby nie powiedzieć nazizm), bo osoby nim opętane wolałyby poświęcić wszystkie harlequiny świata dla książek z wyższej półki. I taka osoba żyje ze świadomością że nieznajomość klasyków jest bardzo gorsząca i żadna osoba szczycąca się swoim zamiłowaniem do czytania musi koniecznie wszystkie je znać i z ich perspektywy patrzeć na inne książki, bo wtedy dostrzeże "marność nad marnościami itd". ;)
      Tak między nami w jakimś stopniu czuję się takim snobem, więc łatwo mi takie osoby zrozumieć xD Ale nadal umiem spojrzeć na to obiektywnie więc może nie jest ze mną jeszcze aż tak źle? :D

      Na to co ja nazywam złą książką składa się m.in.: ubogość słownictwa, niekiedy rażąca schematyczność; książka zła jest nudna, pisana nieumiejętnie z widocznymi brakami w stylu autora (typu np. zaczyna się coś dziać ale autor nie wie jak wprowadzić dynamiczny opis wobec czego wszystko stoi). To też niespójny świat przedstawiony, przerysowane lub papierowe postacie, umierające prawdopodobieństwo psychologiczne i logika popełniająca samobójstwo i wiele wiele innych czynników. Czyli taka która nie spełnia jakichś standardów literackich. Oczywiście - reguły są po to, by je łamać, ale nawet to nie jest takie proste i oczywiste. Powie ci to np. pan Gombrowicz ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Nie twierdzę, że książki, które nie wnoszą niczego nowego do naszego życia są bezwartościowe, jednak lubię, kiedy każda pozycja, którą czytam niesie jakiś ciekawy przekaz, bądź podsuwa mi tematy do przemyślenia ;)
    Pozdrawiam i zapraszam na konkurs,
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często mam podobnie ;) Ale czasami z miłą chęcią łapię się za prostą młodzieżówkę i nie szukam w niej niczego głębokiego na sił;)
      Wpadnę na pewno!

      Usuń
  9. Mądrze napisane. U mnie w domu panuje ogólne przekonanie, że ja jeden jedyną inteligencją rodziny, bo najwięcej czytam. A jak się uprę to i mamę czy siostrę do czytania zachęcę. I nie super ambitną książką, a czymś młodzieżowym. I co z tego, że mama to już poważna, dojrzała osoba - umie się wzruszyć na zwykłej młodzieżówce i czerpać z niej mnóstwo przyjemności.
    Ja czasem lubię poważniejsze książki. I chyba z czasem przychodzi takie poczucie, że chce się poznać tę "klasykę" - i chyba zaczyna się to u mnie. Ale to nie zmienia tego, że równie mocno lubię czytać wszystko inne i przez długi czas w swoim życiu czytałam tylko te mało ambitne dzieła.
    Tak, czytałam książki o wampirach. Nie wstydzę się tego, większość nastolatek przez to przechodzi. Ważne, że dzięki temu poznałam magia czytania.
    Chyba trochę piszę bez ładu i składu, ale nieważne. Tematu ustawy nawet nie poruszam, bo jestem nią zbulwersowana.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, że przekonujesz innych do czytania, nawet tych błahych książek ;) Od czegoś trzeba zacząć... i wcale nie trzeba sięgać później po traktaty filozoficzne :)
      Też powoli mam co raz to większa ochotę poznać się bliżej z klasyką, ale na to chcę przeznaczyć czas odpowiedni ;)
      Nie ma co się wstydzić przeczytanych książek!
      Buziak ;*

      Usuń
  10. "Wsród pieluch i gerberków" xDDDD
    Babo, dobrze, że tu trafiłam, bo masz przed sobą egzemplarz, który czytał zarówno Dary anioła, Zmierzch, jak i Grey'a xD Ba! Podobały mi się! No pomijając tę piekielną wewnętrzną boginię, rozpadanie się na kawałki i wgl styl autorki, ale heloooooł! Książka to nie tylko styl autora! To było dla mnie coś nowego, a ja lubię wszystko, co nowe i dziwne :D
    Kontrast: kocham Quo vadis, wielbię z całej duszy Ogniem i mieczem, serducho oddałam Dostojewskiemu, no i niech mi kto powie, że nie lubię ambitnej literatury.
    Kurwa mać. Lubię, ale po ślęczeniu w pracy, po studiach, po tygodniu spędzonym z fantastycznymi książkami typu :" Prawo karne wykonawcze", "Prawo karne procesowe" czy pisanej połamanym językiem książce do psychopatologii, mam chęć sięgnąć po coś, co mnie totalnie odmóżdży i sprawi, uwaga uwaga, PRZYJEMNOŚĆ.
    Niektórzy oglądają TV, inni hejtują sobie filmiki na YouTube, jeszcze inni lecą na jogging, a ja czytam te wszystkie, mało ambitne książki. Moje życie, mój wybór.
    Niedługo mam zamiar napisać pewien post o tym, dlaczego ludzie wstydzą się mówić głośno o książkach, które lubią.
    Bo oczywiście, Zmierzch kilka lat temu czytał cały świat, ogrom ludzi się zachwycał, a teraz nagle gniot, szmira i wstyd każdemu, kto to czytał. Phi! Nikt mi nie będzie dyktował, co mam czytać i co ma mi się podobać.
    O! I takie jest to moje zdanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż cię cieszy, Katarzyno? XD
      Twoje zdanie szanuję i podzielam, a teraz won się przecinków uczyć! xDDD
      Buziak ;**

      Usuń
  11. Powiedziałaś w sumie wszystko, a resztę doprecyzował ogrom komentarzy z różnych kątów patrzałek. Pozostaje mi powiedzieć, że przyjemność jaką daje mi czytanie jest przyjemnością, której nic nie zastąpi. Czytelnikiem jestem dziwnym, bo kompletnie nie sprecyzowanym i nie nastawionym na jeden typ literatury. Po morderczym dniu pracy, kiedy się użeram z ludźmi i ich tworami, cierpliwie tłumacząc, że się da lub nie da, lub zrób to inaczej i wraz otrzymując coś z czym nie mogę nic dobrego uczynić, potrzebuję odmóżdżacza, a nie ambitnej litertury. Ale jestem pokręcona jak lato z radiem wobec tego chętnie sięgam i po ambitne, czasami się trafi dobry reportaż, ale i opracowania naukowe, eseje, traktaty filozoficzne. Historyczne czytam z przyjemnością, a i lubię sięgnąć po coś, gdzie autor eksperymentuje z formą i/lub treścią. Bardzo różne mam ochoty, ale poddając się im z pasją opowiadam o książkach, które czytam, nawet jeśli jakaś mi nie podeszła :P
    Wobec powyższego czasami bywam głupia i czytam odmóżdżacze, innym razem robię sobie pijar inteligenta i sięgam po ambitniejsze pozycje :P

    A dzieci, żeby czytać zaczęłu to powinny robić to z przyjemnością, inaczej nic z tego nie będzie. Klasyki są fajne, ale czy jeśli ktoś powiedział, że to dobra książka to musi się każdemu podobać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ostatnie zdanie od razu mi się kojarzy z wojną w komentarzach na blogu Kasi ;) Swoją drogą masz u mnie propsy za to, co tam napisałaś!
      Wychodzi na to, ze tak jak ty - ja też raz jestem chorą na dysmózgię, a raz cierpię na inteligencję w nadmiarze :D

      Usuń
    2. Twój wpis mi się również skojarzył z tą komentarzową wojną. Kompletnie niepotrzebną :P Dziękuję!

      Usuń
  12. Oj kochana udało Ci się! Naprawdę napisałaś WSZYSTKO to co ja o tym myśle! Podpisuję się obiema rękami! I to nawet nie chodzi o to czy książka musi uczyć czy też stanowić jedynie przyjemność, ale o to że nie można obrażać kogoś z powodu tego co ON czytał, co MU się podobało i to co on SAM lubi! Przecież gusta są różne, każdy czyta to co chce, każdy lubi to co chce, każdy myśli to co chce i nikt nie powinien oceniać kogos w ten sposób, że jest jakimś tumanem bo czytała gniota. Dobrze, może komuś się to nie podobał, ale no kurde może ktoś inny coś takiego pokochał?
    A jeśli chodzi o to czy książka musi uczyć to... Nie, oczywiście że nie musi, a nawet czasami dobrze jest właśnie jak ona nie ma w sobie nic naukowego! Bo właśnie o to chodzi - trzeba czytać dla przyjemności!! I trzeba uświadamiać dzieciom to, że książki to nie tylko nudne lektury ale coś, co naprawdę może je wciągnąć!
    *teraz taka mała anegdotka z mojego życia*
    Moja siotra cioteczna uczęszczająca aktualnie do pierwszej klasy podstawówki, wiesz mieli się nauczyć jakiejś fakiej czytanki tak ładnie i płynnie czytać. Moja ciocia, jej mama, skarży mi się, że "ojej, bo ona tak nie lubi tego czytania, w ogóle nie chce przysiąść i poćwiczyć tej czytanki i co ja mam zrobić?" To ja jej mówię "ale chociaż raz tą czytankę przeczytała?" I okazało się, że już ją czytała z 10 razy ale przecież musi ćwiczyć, żeby czytać "przepięknie". No i co takie dziecko ma zrobić jak zmuszają je do czytania po raz setny tego samego!? Czy jest jakiś sposób żeby to za tym którymśtam razem było ciekawe? No myślęże nie. I stwierdziłam, że wezmę sprawę w swoje ręce. Poszłam do mojego pokoju (bo ta rozmowa działa się akurat na jakimś przyjęciu u mnie w domu), wzięłam jakieś stare książki sprzed lat, jak byłam w jej wieku i powiedziałam do tej dziewczynki tak: słuchaj kochana, mam dla ciebie super ciekawe książki. One są naprawdę świetne, jestem pewna że ci się spodobają, opowiadają o takiej tam dziewczynce, która miala niesamowite przygody! Bo stwiardziłam, że takie dziecko musi najpierw polubić czytanie, żeby była mowa o jakimkolwiek czytaniu na ocenę i ćwiczeniu tego. I wiesz co usłyszałam przy następnym spotkaniu? Od cioci: o jak my ci dziękujemy, teraz ma same szóstki z czytania w szkole. A od kuzynki: jejku jakie ta dziewczynka miala świetne przygody, dziekuję ci bardzo za te książki, moge je zatrzymać? I z entuzjazmem opowiadała mi o tym jakie ta dziewczynka to miała przygody.
    *koniec anegdotki z mojego życia*
    Także musimy promować to czytanie wśród młodego pokolenia i ookazywać im, że książka moze nie tylko uczyć ale i bawić!
    No trochę się rozpisałam, ale temat mi przypasował xD
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim gratuluję akcji z kuzynką! Ratuj młodą, póki jest szansa :P
      Każda książka czegoś uczy, jak już pisali ludzie powyżej i poniżej ;) I masz rację, ona ma się MI podobać, a nie Kowalskiemu, Nowackiej czy innemu obcemu człowiekowi, którego w sumie guzik powinno obchodzić co czyta jakaś nastolatka na drugim końcu Polski ;)
      Buziak ;**

      Usuń
  13. Książka ma bawić, a dopiero potem uczyć. Taka jest kolejność. Inaczej czytanie zmienia się w torturę. Poza tym nawet te pozycje, które ogólnie uznaje się za grafomanię, uczą, ponieważ rozwijają empatię i uruchamiają wyobraźnię. Nawet jeśli owa przykładowa dziewczyna będzie wymyślała różne warianty historii ze "Zmierzchu" i stworzy w głowie własną wersję, w której zdezorientowana Bella wpada w ramiona wilkołaka, a Edward rzuca się z miłością na naszą czytelniczkę, dobrze jej to zrobi. To dobre ćwiczenie na wyobraźnię. Książki ją rozwijają. A jeśli są złe - cóż, bywa. Choć jestem polonistką zdarzało mi się rzucać na powieści bardzo złe tylko dlatego, że bardzo mnie emocjonowały i poprawiały mi humor. I co z tego, że wiem, iż język kulał, a pomysł był naiwny? Uśmiałam się do łez i to mi wystarczyło. Dlatego też czytać należy bez spiny. Jeśli ktoś pochłania sporo książek z czasem i tak gust mu się wyrobi i będzie szukał coraz lepiej napisanych pozycji. I nie mam tu na myśli klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ksiażka nie tyle powinna uczyć, co coś nam ofiarowywać :) Lepszy humor na przykład :) A jak jeszcze nas czegoś nauczy o świecie, czy o nas samych, to tylko plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma przycisku to napiszę: LUBIĘ TO! ;)

      Usuń
    2. No to masz już dwa lajki! :D

      Usuń
  15. A czy to ze ktos porzuci czytanie bo skrytykowali jej ulubiona ksiazke i uzna ze jest za glupia na czytanie nie bedzie tego oznaczalo? Bo co madrego jest sugerowaniem sie kims innym? Uwielbiam Harry'ego. Otworzyl mi droge do swiata ksiazek. I to bedzie madre jak zostawie ksiazki bo jeest masa hejterow uwazajacych ze to bajki dla dzieci, satanistyczne dziela itd? Nie. To bedzie glupia i musialabym byc glupia gdybym przez opinie onnych porzucala cos co lubie.
    Ale tak z reszta sie zgadzam w 100%. Co mi z tego ze Lalka uczy czegos tam skoro jej bohaterowi sa tak strasznie nudni i wkurzajacy, ze cos trone mam ochote zatrzasnac ksiazke i odlozyc ja w najczarniejszy kat by nigdy wiecej po nia nie siegnac? Co mi po noej skoro czytajac myslalm jedynie ,,Boze litosci noech to sie skonczy!". To juz wspomniany Harry Potter wiecej mnie nauczyl. Dzieki niemu poznalam magie milosci i prawdziwej przyjazni. Nauczylam sie marzyc i wierzyc w swoje marzenia. To Rowling pokazala mi do czego moze doprowadzic nietolerancja!
    Piszesz o gniotach, ale wiesz co najbardziej mnie wkurza? Ignoranci. Moj nauczyciel nienawidzi HP. Szkoda ze na pytanie "czy pan czytal te serie" odpowiada "Tak, okladke i pierwsza strone". Nosz kurde! Na jakiej podstawie sie wypowiada? Ale wlasnie dzieki takim jak on luzniejsze ksiazki uwazane sa za gnioty. Bo "wielkiej pani czy wielkiemu panu cos nie pasuje, a skoro ten madry czlowiek tak mowi to ja tez bede madry i tak bede mowil". Ksiazka to przede wszystkim chwila relaksu, przygoda, podroz do innego swiata! A nie opisywanie na dziesiec stron pieknych i bogatych opisow czy przemadrych dialogow. A dawanie dzieciom Encyklopedii... Pewnie. Dokonajmy aborcji milosci do ksiazek zanim osie jeszcze urodzi. Bo nie daj Boze czlowiekowi przyniesie czytanie przyjemnosc.
    W sumie jakies 90% ksiazek czegos uczy. Chociazby ortografii czy interpunkcji :P wiec niech wszyscy wazniacy wyjmma sobie kolki z 4 liter i przestana krytykowac to, co kochaja inni. Nikt nie hejtuje tego ze czytaja "wartosciowe dziela". Kto wiec jest tym madrzejszym? Oni czy ci co potrafia szanowac czyjes zdanie?
    Kurcze za bardzo sie zaangazowalam emocjonalnie w ten komentarz musze skonczyc xD
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, moze i jest głupie, ale to jeszcze kwestia wieku. Starsi mają już na tyle rozumu, aby olać opinie innych. Ale ludzie młodzi (powiedziała 19latka xD) mogą się na seri przejąć, bo jeszcze nie mają tej odporności wyrobionej ;).
      Ignorancja to zło, niezależnie czy mówimy o książce, filmie, grach czy czymkolwiek. To tak samo jak te teksty: "aaa bo w tych grach to sama brutalność i zło i diaboły" - gówno prawda. Dzisiejesz gry owszem, są brutalne, ale hej! One mają ograniczenia wiekowe i wystarczy patrzeć co się dziecku kupuje. Bo skoro coś jest doa 18+ no to ciężko oczekiwać żeby nie było w tym krwi i flaków. A do tego gry takie uczą i myślenia, i podejmowania decyzji.. no masa korzyści! Ale ludzie, którzy pada w ręce nie mieli powiedzą, że gracze to banda sadystów z zadatkami na morderców.
      hahah cieszę się, że wywołałam tym postem tak silne emocje :D <3

      Usuń
  16. Każdy z nas jest inny, interesujemy się różnymi rzeczami, mamy różne wzorce, różnie zostaliśmy ukształtowani. Dla mnie ważne, że ktoś sięga po książkę, bo literaturą bez względu jaka ma właściwości edukacyjne i terapeutyczne. Cokolwiek byśmy nie czytali rozwijamy język i wyobraźnię. Czytając odpoczywamy, zapominamy o problemach. Z literaturą podobnie jak z kinem czy muzyką. Zależnie od upodobań, nastroju, okoliczności czasem wybieramy coś poważniejszego, a czasem lżejszego, zabawnego. Osobiście czytam przeróżną literaturę, od historii i reportażu, przez poezję, dramaty, kryminały, biografię, aż po literaturę kobiecą, romantyczną, bajki. Wszystko zależy od nastroju. Każda książka niesie za sobą jakieś korzyści, z każdej można wyciągnąć jakaś naukę. Jesteśmy wolnymi ludźmi, czytamy, wybierajmy co nam odpowiada i cieszmy się, że inni też odnajdują w czytaniu przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, wszystko zależy od chwili, od nastroju, od naszych potrzeb ;) Świetnie to wszystko ubrałaś w słowa!

      Usuń
  17. To, co czytam dla przyjemności, nie musi mnie niczego uczyć, może być zwykłym odmóżdżaczem, bo oczekuję tylko, że miło spędzę czas i oderwę się od codzienności. A jeśli ktoś poszukuje książek z wielkimi przesłaniami i naukami - proszę bardzo, nikomu nie bronię. Czasami w całym tym książkowym (chociaż jak czasami popatrzę to nie tylko, bo wszędzie to jest) światku jesteśmy zbyt przewrażlwieni na wszystko i na siłę chcemy bronić tego co lubimy, negując coś innego. I przez to wychodzą potem takie przerażające (bo mnie naprawdę przeraża do jakich personalnych wycieczek tam potem dochodzi) kłótnie, które prowadzą ludzie, którzy mogliby ten czas poświęcić na dobrą w ich mniemaniu książkę, zamiast szerzyć jakąś nienawiść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amanda, nawet nie wiesz jak ogromną pionę ci za ten komentarz przybijam!

      Usuń
  18. Ja książki czytam dla przyjemności, nie po to, aby nie wiadomo co z nich wynieść, to traktuję raczej jako element dodatkowy. Jeśli książka zapewnia mi dobrą rozrywkę, ale jest przy tym wartościowa, to super. Jeśli nie, to trudno, czytanie to forma odpoczynku dla umysłu. Jak przychodzę po szkole do domu, to nie mam siły na to, aby czytać jeszcze książki krzyżakopodobne.
    Jednak od pewnego czasu zauważyłam, że często bezmyślne i schematyczne młodzieżówki już mi nie wystarczają, chcę czytać coś nowego, oryginalnego. Ale ciągle nie robię tego na siłę, jak sięgam po coś ambitniejszego, to dlatego, że chcę, a nie dlatego, że czuję potrzebę czytania samych arcywartościowych rzeczy, aby móc się tym później chwalić. Dlatego ja czytam książki przeróżne - od tych ambitnych, po te odmóżdżacze i mi to nie przeszkadza. Zależy jaki mam humor :)
    Moja mama ciągle powtarza mi, że jak już tyle czytam, to powinnam przynajmniej czytać jakieś ambitne książki. Sięgnąć po jakąś biografię, tudzież książkę historyczną, czy przewodnik geograficzny. A ja jej ciągle powtarzam i powtarzać będę, że czytam dla przyjemności. Jak kiedyś najdzie mnie ochota na biografię, to ją przeczytam, ale nie będę sięgać po coś na siłę, bo wtedy czytanie zwyczajnie traci sens.
    Natomiast nie do końca zgodzę się co do Greya. Jeśli ktoś rzeczywiście traktuje to tylko jako rozrywkę albo podchodzi do tego z dystansem i humorem, to okej, wtedy rzeczywiście nie w porządku jest krytykować taką osobę za to, co czyta. Ale Grey jest po prostu szkodliwy, bo ktoś może odebrać go na poważnie i co wtedy? Mam koleżankę, która oglądała filmy (a przypomnę, że jesteśmy w trzeciej gimnazjum) i powiedziała mi, że ona uważa, że to bardzo życiowa i realna historia. I co taka piętnastoletnia dziewczyna będzie kiedyś chciała od miłości, jeśli nasłucha się, że znęcanie się nad kimś fizycznie, to też miłość?
    Ale ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się z Twoim wpisem. Nie powinno się krytykować kogoś za to, co czyta, bo ważne, że w ogóle czyta. I tak to już bardzo dużo, zważając na obecne statystyki w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ludzie są różni i książki są różne. Ludzie czytają różne książki i to normalne, że czyta się i dla rozrywki, i dla wiedzy. Co mi się nie podoba na niektórych stronach, w tym na stronie cytowanej przez Ciebie "Strefy Czytacza" jest jakaś moda na negowanie książek dobrych. Rozumiem propagowanie literatury rozrywkowej - każdy tego potrzebuje, choć co innego bywa dla różnych ludzi rozrywką, ale po co od razu wieszać psy np. na nagrodach dla dobrych i wartościowych książek dla dzieci? Co jest w tym złego? Jakie mają być nagradzane, jeśli już są nagradzane? Złe? Kiepsko napisane? Źle zredagowane? Z błędami? Przecież nikt nie zabrania czytać innych książek, ale czemu nie polecać i tych? Czym się różnią polecanki sekcji IBBY od polecanek blogera? I te, i te polecają zwykle dorośli. Najgorsze jest to, że niektórzy wypowiadają się na temat nagrodzonych książek nie przeczytawszy żadnej z nich. Złe z definicji, bo uważane za dobre? To trochę chore, nie uważasz? Byłoby dobrze, gdyby jednak próbować czytać różne rzeczy, jeśli już człowiek wciągnie się w czytanie, a nie kręcić przez trzydzieści lat wokół klepanego na jedno kopyto YA. Żeby poznać coś innego, wzbogacić język, zrozumieć innych. Czy choćby pisać poprawnie "zresztą". To nie muszą być książki nagrodzone Nike, jest kupa ciekawej literatury faktu, jest masa ciekawej literatury s-f, ciekawej fantastyki, ciekawej prozy czy poezji. Czytajmy to, co chcemy, ale nie podoba mi się ostentacyjne kontestowanie książek bardziej wymagających, bo poleca je kto inny niż nasz ulubiony bloger czy strona. Nie widzę różnicy między zniechęcaniem przez oficjalne instytucje literatury popularnej a zniechęcaniem przez blogerów do literatury bardziej wymagającej. Jedno i drugie szkodzi.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)