poniedziałek, 10 września 2018

Ałtorka niezawodna - jak zawsze! | Przedpremierowo: Małe Licho i tajemnica Niebożątka, Marta Kisiel


Czołem Smerfy!
Och, o jejku, o alleluja i co ja mam teraz napisać? Problem nie polega na tym, że mam mieszane odczucia i nie wiem co myślę. Problem polega na tym, że Małe Licho i tajemnica Niebożątka  autorstwa Marty Kisiel jakoś tak mi się za szybko skończyło. Na tyle za szybko, że nie zapisałam żadnych uwag… więc dziś będzie chaotycznie (i może troszkę emocjonalnie), co po prostu musicie mi tym razem wybaczyć, dobrze? ;)


Nie kopiuję okładkowego opisu fabuły dlatego, że nie da się napisać samodzielnie zarysu fabuły. Po prostu ten opis od wydawnictwa już sam w sobie ma klimat całej tej książeczki i doskonale opisuje jej zawartość, a więc:


W pewnym starym, niesamowitym domu na uboczu, za wysokim ogrodzeniem, mieszka chłopiec imieniem Bożek, zwany też Niebożątkiem, który nigdy nie jest sam. Bo oprócz starej skrzyni ze skarbami i najfajniejszej mamy pod słońcem ma też najprawdziwszego anioła stróża… a pod jego łóżkiem mieszka potwór, który ciągle podkrada mu kapcie.
Nadchodzi jednak dzień, kiedy Bożek musi wreszcie opuścić swój niezwykły dom i poznać lepiej świat po drugiej stronie ogrodzenia — świat bez szumu anielskich skrzydeł i uścisku potwornych macek. Tylko czy jest na to gotowy? I czy sam świat również jest gotowy na Bożka oraz wielką tajemnicę, jaką skrywa chłopiec?*


Może zaczniemy od kwestii technicznych? Akcja Małego Licha toczy się dziewięć lat po wydarzeniach z Siły niższej, naturalne jest więc, że książka spoileruje nam to, co działo się w dwóch poprzednich tomach. Jest to jednak o tyle „niegroźne”, że tak na dobrą sprawę Kisiel nie wdaje się w szczegóły, zdradza tylko tyle ile musi aby móc snuć opowieść o Bożku znanym także jako Niebożątko. Tak więc ci z was, którzy nie znają historii Dożywotników bez problemu odnajdą się w tym co dzieje się w Małym Lichu, chociaż jeśli mam być szczera to… ja bym jednak czytała to zgodnie z chronologią zdarzeń, czyli zaczynając od Dożywocia, przez Siłę niższą, aż po Małe Licho (nie wiem gdzie w tym wszystkim miejsce na Szaławiłe, o dziwo jeszcze nie wpadła mi w łapki xD).



Chociaż historia o Bożku i jego aniele stróżu jest skierowana do dzieci, to z ręką na sercu gwarantuję wam – dorosłym też może się ona spodobać i to bardzo. Na próbę czytałam fragmenty tacie (obiekt eksperymentalny liczy sobie ponad pół wieku) i chichrał się, aż mu herbata nosem poszła. Na dzieciach prób jeszcze nie przeprowadzałam, ale planuję takowe i dam wam znać na Instagramie jakie były ich wyniki, co wy na to? Mam jednak przeczucie, że dzieciaki połkną tę książeczkę i z roześmianymi oczyma poproszą o więcej (ja już o więcej popraszam, a nawet poproszuję i poproszywam  <3), a to dlatego, że Bożek będzie im po prostu bliski, bo jest to dziewięciolatek z mnóstwem pytań, masą pomysłów (lepszych lub gorszych), niesamowicie bujną wyobraźnią i problemami, które chyba każdy dzieciak miał kiedy szedł po raz pierwszy do szkoły.


Marta Kisiel jak zwykle zapewniła mi kilka godzin oderwania od rzeczywistości (a było to nie lada wyzwanie, bo znajduję się obecnie w oku cyklony potocznie zwanym remontem.). Niezmiennie jestem pod wrażeniem, że tak prosta  historia – no bo umówmy się, tu nie ma jakiejś zabójczo zawiłej fabuły, intryg i tego typu cudów – potrafi mnie tak bardzo pochłonąć. Kisiel znów ubawiła mnie do łez, sprawiła, że skończył mi się bloczek z karteczkami do zaznaczania cytatów i rozbudziła we mnie potrzebę przeczytania kolejnej historii jej autorstwa. Żałuję, że książeczka liczy sobie zaledwie dwieście stron, ale też rozumiem, że jest to spowodowane tym, iż jej docelowymi odbiorcami mają być dzieci.



Jeśli ktoś z was jest ciekaw jakich bohaterów spotka w Małym Lichu, to już odpowiadam – będą to właściwie same znane twarze (zakładając ze znacie poprzednie tomy xD jeśli nie znacie – spokojnie, szybko wszystko załapiecie, tak sądzę ;)). Na pierwszym planie znajdą się tytułowe Licho oraz Bożek, a w te przewijać się będą Konrad, Krakers, Tzadkiel, mama Bożka, stadko duchów i potworów a taże pewien nieszczęsny poeta (co zrobiło mi dzień, bo okrutnie brakowało mi tego gałgana <3). Zapewniam, że jeśli o bohaterów chodzi, to jak zawsze będzie barwnie, wesoło i nietypowo.


Nie myślcie jednak, ze Małe Licho to nic niewnosząca historyjka. Marta Kisiel przemyca w niej sporo wartościowych myśli. Zwraca uwagę na to, jak ciężkie może być dla dziecka wkraczanie w kolejne etapy życia, jak błahe dla nas, dorosłych, problemy mogą spędzać dzieciakom sen z powiek. Ałtorka** kładzie nacisk na znaczenie miłości i przyjaźni, które każdy z nas potrzebuje, niezależnie od wieku. Dla dzieci książka ta może być lekcją tego jak radzić sobie z rówieśnikami i ich niejednokrotnie bolesnymi dla nas komentarzami. Dla dorosłych Małe Licho może stać się podręcznikiem o tym jak postępować z dziećmi, okazywać im wyrozumiałość i wspierać nawet pomimo much w nosie. Jest tu całkiem sporo wartości – małych, średnich i całkiem sporawych. Przeróżnych. Jak dla mnie to kolejny atut Małego Licha i argument zachęcający do sięgnięcia po nie ;).



A taką wisienką na torcie są… ilustracje autorstwa Pauliny Wyrt! Dzieciaki będą zachwycone. Dorośli też. Ja byłam, poważnie. Każda z grafik jest świetna, ściśle nawiązująca do treści i taka… charakterystyczna? Mam wrażenie, że nie da się pomylić ilustracji Pauliny Wyrt z pracami innych ilustratorów. Są BARDZO „jakieś” ;). Nawet pomimo tego, że ilustracje nie są kolorowe (chociaż mój egzemplarz książki jest recenzencki więc być może w finalnym wydaniu będą one w kolorze – tego nie wiem niestety), to i tak prezentują się świetnie i idealnie dopełniają zawartość Małego Licha.


Reasumując Małe Licho i tajemnica Niebożątka okazało się kolejną perełką, chociaż tym razem była ona malutka. Wszyscy fani Dożywotników oraz humoru Ałtorki będą syci, a ci wszyscy, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać twórczości pani Kisiel mogą sprawdzić, czy trafia ona w ich gusta i nie zajmie im to więcej niż jeden wieczór. Małe Licho powinno spodobać się tak dzieciom, jak i starszym czytelnikom.  Jest to książka o czymś, przemycająca do naszych głów cenne wartości. Ja z mojej strony polecam wam ją bardzo. Alleluja.


Udało mi się was zachęcić? Znacie już twórczość Marty Kisiel, czy ta przygoda jest dopiero przed wami? Skusicie się na Małe Licho?


Trzymajcie się ciepło! Apsik, Alleluja ;)
Ula ;*

** Zanim poprawicie mnie w komentarzu - "Ałtorka" jest celowo pisana z babolem ;)
*źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4846958/male-licho-i-tajemnica-niebozatka

5 komentarzy:

  1. Ja czytalam tylko "Dozywocie", ale pamietam, ze bawilam się swietnie :) humor trafiał do mnie i smialam się do rozpuku :) Niestety, nie mialam okazji sięgnąć po dalsze części.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marta Kisiel znajduje się na mojej liście top 3 ukochanych autorów, a książka już czeka w koszyku aż będzie wreszcie dostępna :D. Nie mogę się doczekać lektury!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadal nie wiem, czy powinnam ;) Kisiel i jej humor są średnio kompatybilne z moim gustem czytelniczym, ale z drugiej strony jej "Toń" ostatnio ogromnie mi się spodobała i kusi mnie, żeby dać autorce jeszcze szansę. Może właśnie z "Małym Lichem" ;)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz już wiem, że koniecznie muszę przeczytać w końcu "Dożywocie" i "Siłę niższą", bo ta historia wyjątkowo mnie urzekła :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak do tej pory nie czytałam nic Marty Kisiel, ale ta książka, i że względu na poruszaną tematykę związaną z wkraczaniem w etap szkoły, i lekko mrocznym klimatem, na pewno wyląduje na naszej półce:)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)