sobota, 7 stycznia 2017

Kryminał ze smakiem, czyli Przepis na miłość i zbrodnię!

Cześć Susły!
Oooo dziś będzie pysznie. Serio, jak myślę o tej książce, o której zaraz wam opowiem, to momentalnie mi ślinka cieknie (i nie ma chodzi mi tu o jakiś dziwny ślinotok czy inne cudactwa -,-). Ale o tym przekonacie się sami ;) Miśki, poznajcie Przepis na zbrodnię i miłość Sally Andrew.


KRÓTKO, ZWIĘŹLE I NA TEMAT
Wiem, że zawsze sama piszę opisy, jednak tym razem.. jejku, to nie tak, ze nie dam rady sama czegoś napisać, bo dam. Ale opis, który umieszczono z tylu okładki jest tak oryginalny i (przynajmniej według mnie) intrygujący, że muszę muszę muszę muszę wam go przytoczyć!
„Przepis na zbrodnię. Składniki:
dość duży mężczyzna, który znęca się nad żoną * mała krucha żona * średniej wielkości żylasta kobieta zakochana w żonie * dubeltówka * południowoafrykańskie miasteczko kiszące się w sekretach * butelka soku z granatów * łagodny ogrodnik * pogrzebacz * pikantna mieszkanka Nowego Jorku * 7 adwentystów dnia siódmego (odpowiednio przygotowanych na koniec świata) * ostra dziennikarka śledcza * łagodna detektyw amator * 2 wytrawnych policjantów * jagnię * garść fałszywych tropów * kilku podejrzanych * szczypta chciwości
Wszystko włożyć do dużego garnka i przez kilka lat dusić na małym ogniu, mieszając co jakiś czas drewnianą łyżką. Pod koniec duszenia dodać: 3 butelki brandy marki Klipdrift,3 małe kaczki, garść papryczek chili i zwiększyć płomień.”
A tak słowem wyjaśnienia, książka opowiada o Marii, która pracuje w lokalnej gazecie. Do tej pory odpowiadała za dział kulinarny, jednak został on zamknięty na rzecz działu z poradami, i tak oto Maria zaczyna doradzać ludziom. Pewnego dnia w swojej korespondencji znajduje list od kobiety, którą bije mąż. Maria wymienia z nią kilka listów, aż nagle dowiaduje się, ze ów kobieta została zamordowana. Od tej pory dziennikarka razem ze swoją przyjaciółką będą próbowały rozwikłać zagadkę śmierci „małej kruchej żony”. Co z tego wyniknie? Jakie przeszkody staną na ich drodze? Czy policja zaakceptuje pomoc dwóch dziennikarek? I gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość? Koniecznie poszukajcie odpowiedzi w książce! <3

KOT KUPIONY W WORKU OKAZAŁ SIĘ TYGRYSEM!
Serio. Przepis na miłość i zbrodnię dostałam w prezencie od chłopaka. Tak on, jak i ja byliśmy przekonani, że książka będzie romansem z domieszką kryminału. Że będzie dużo miłościów. Baaaaardzo dużo miłościów. I troszkę krwi. I szczypta zbrodni. A tu figa z makiem! Przepis na miłość i zbrodnię to w zasadzie kryminał z nutką miłości. I chociaż jest tu sporo o różnych odmianach kochania, to jakoś się tego nie odczuwa. No, chyba że mówimy o miłości do jedzenia. Bo ta zdominowała całą opowieść od pierwszych stron, co jest momentami tak komiczne i absurdalne, że człowiek łapie się za głowę… ale to za moment ;). W każdym bądź razie spodziewałam się czegoś zupełnie innego. I na początku miałam lekki zawód… ale już po kilkunastu stronach książka wciągnęła mnie bez reszty i podbiła moje serducho <3 Z nic świecie nie zamieniłabym tego komicznego kryminału na jakiś tam ckliwy romans.

W PUSTYNI I W PUSZCZY DLA STARSZYCH
Teraz coś dla miłośników świetnych opisów. Otóż książka jest pełna takowych! Słowo daję, ze czytając można poczuć afrykański skwar, piasek pod stopami i zapach sawanny. Sally Andrew pozwala nam wejść do świata, w którym dzieją się wydarzenia z książki  zapomnieć, że na polu panują rekordowe mrozy i pizga prószy śniegiem dzień i noc. Mamy tu opisy tak fauny, jak i flory, która przeplata się z historią morderstwa, a nawet ściśle z nią wiąże… ale na ten temat muszę milczeć :D. Są opisy ludzi zamieszkujących Karru małe, jest zarysowana historia Afryki, i wiele, wiele więcej oprócz „głównej” historii <3. Tak więc Przepis na miłość i zbrodnię  jest według mnie książką idealną na zimę. Może to dość pokraczne rozumowanie, ale jestem osobą ciepłolubną i jak na zewnątrz jest mniej niż 15 stopni, to wpadam w letarg. Ta książka pozwoliła mi się z niego otrząsnąć i ożywiła moją nadzieję na nadejście wiosny, a zaraz po niej cudownego, gorącego lata <3

WRÓG MOJEGO WROGA JEST MOIM PRZYJACIELEM
Jednym z najlepszych wątków była relacja męża zamordowanej kobiety i jej przyjaciółki. Nie chcę wam tu niczego zdradzić, ale to, co wyprawiała ta dwójka sprawiało, że jak słowo daję śmiałam się otwarcie i głośno, bo zaiste byli niemożliwi! Kojarzycie tę piosenkę z Benny Hill’a? A z resztą, wrzucę Wam ją tu zaraz :D W każdym razie przez połowę książki leciała mi ona w głowie za każdym razem, gdy na scenę wkraczali „dość duży mąż, który znęca się nad żoną” oraz „średniej wielkości żylasta kobieta zakochana w żonie”. Uważam, że (nie licząc oczywiście wątku kryminalnego) był to najlepszy wątek Przepisu na miłość zbrodnię.

MRÓWY WSKAŻĄ CI DROGĘ!
Okropnie spodobała mi się postać policjanta Pieta. Nie pamiętam już plemienia, z jakiego wywodzili się jego przodkowie, ale typ był takim afrykańskim połączeniem detektywa Monka i Sherlocka Holmesa. Serio, wpadał na miejsce zbrodni, popatrzył na ziemie, powąchał jakieś korzenie, spojrzał przez palce na niebo, na las, na ścieżkę, pogadał sobie z mrówkami, cisną kamykiem w małpę i nagle miał wór pełen poszlak i dowodów zbrodni! Uwielbiałam czytać opisy jego pracy, a i charakter Pieta przypadł mi do gustu ;). Była to jedna z wielu postaci, które wzbudziły moją ogromną sympatię… bo w sumie ciężko było kogoś w tej książce znielubić. Bohaterowie byli indywidualni, dopracowani, i ciekawi, a to się chwali autorce :D.

PYSZNE ŚMIESZKI
To, co mnie zaskoczyło, to genialny humor autorki. Bo wiecie, cała książka kręci się wkoło jedzenia. I humor też jest opleciony dookoła herbatników, ciast, jagnięciny i soku z granatów, a to jest tak dobre i tak ożywcze, że… nie spodziewałam się, że jedzenie może tak człowieka ubawić :D Główna bohaterka zwykła na przykład relacjonować swoje poczynania puszce herbatników, które wozi ze sobą w samochodzie. I serio, Maria potrafi jechać sobie do pracy i opowiadać ciastkom o wąsie jej ulubionego policjanta, jego klacie porośniętej takimi (fuj fuj fuj) kręconymi kudełkami, mięśniach, oczach, etc, albo rozwiązywać z nimi kryminalną zagadkę. Może to wina słoneczka, które jakby nie patrzeć przygrzewa w Afryce dość konkretnie, ale nie zmieni to faktu, że miłość do jedzenia Marii jest komiczna, co widzimy na każdym kroku. Chciałabym wam przytoczyć więcej absurdalnych sytuacji, które dla głównej bohaterki są czymś najzwyklejszym na świecie, ale wiecie co? Nie. Sami to odkryjcie. Będzie wam wtedy o wiele bardziej smakowało ;).

PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA
To dewiza Marii, i chyba coś w tym jest ;) Jak już wiecie naszej głównej bohaterce zawróci w głowie wąsaty policjant. Zgadnijcie, jaki plan ataku na jego serce opracuje Maria? Oczywiście, jak na kulinarnego freaka przystało zacznie go faszerować samymi pysznościami! Nie powiem wam, czy metoda okaże się skuteczna, ale zdradzę, że na pewno będzie pysznie. I zabawnie. I może troszkę romantycznie? Kurcze, jak ja żałowałam, że nie jestem takim wąsatym policjantem (to brzmi trochę źle xD)! Ile bym dała, żeby mnie ktoś chciał wyrywać na takie pyszności <3 A wy? No przyznajcie się, nie pogardzilibyście podrywem na ciasto czekoladowe!


Q. NA TROPIE ZBRODNI :D
Nie znam się na kryminałach. Dopiero zamierzam się z nimi zaprzyjaźnić, więc nie wiem, czy powinnam wypowiadać się  tej kwestii… ale hej! Jak to szło? „Nie znam się, więc się wypowiem!” O! Bo kto mi zabroni? :D A więc jeśli chodzi o całą akcję z morderstwem, to według mnie jest ona świetna. Czytając zachodziłam w głowę kto zabił, szukałam poszlak i wskazówek, i chyba pięciokrotnie byłam pewna, ale tak wiecie… PEWNA przez duże P, że wiem, kto zabił. A później na światło dzienne wychodziły nowe fakty, i szlag trafiał moją teorię. No więc kminiłam dalej, obstawiałam, i znów pudło. A gdy książka się skończyła, a ja już znałam odpowiedź na to najistotniejsze pytanie, to serio nie wiedziałam jak to się stało, że Sally Andrew nie zdradziła się z odpowiedzią przez ponad 400 stron. Rozwiązanie mnie zaskoczyło. Zakończenie książki było naprawdę świetne! Pierwszy raz od dawna kończąc książkę, która nie ma kontynuacji nie czuję niedosytu. Bo zwykle albo zostają jakieś pytania, albo nie chce się opuszczać bohaterów, chce się poznać ich dalsze losy… i w sumie tu też to jest, bo nie pogardziłabym rozwinięciem wątku romantycznego i kolejną zagadką, ale z drugiej strony jestem zadowolona z zakończenia, jestem nasycona i nie czuję potrzeby proszenia o dokładkę. Chociaż deser to bym zjadła ;)

TAKIE TROCHĘ LISTY DO M.
Nie mogę nie wspomnieć o listach, od których przecież wszystko się zaczęło! Maria prowadziła dział kulinarny, ale zarząd podjął decyzje o zamienieniu go na dział z poradami. Problem w tym, ze Maria średnio umiała radzić (chociaż może wręcz przeciwnie? Jest to kwestia sporna XD). Ale umiała gotować. A więc każda odpowiedź na pytanie czytelników składało się z odpowiedzi właściwej oraz przepisu kulinarnego, jako że Maria uważała, że jedzenie jest najlepszym rozwiązaniem wszelkich problemów ;) I tak na przykład na pytanie jak zagadać do dziewczyny, zadane przez wstydliwego mechanika, który w liście mimochodem wspomniał, żeby Maria nie wysilała się z pisaniem mu jakichś przepisów, bo on to nawet jajka ugotować nie umie, nasza obłędna główna bohaterka odpowiedziała na jakieś półtora strony przedstawiając mu metody ugotowania jajka. A pytanie o dziewczynę? Cóż, Maria poradziła sobie z nim w dwóch zdaniach. I to nie były zdania złożone xD. A to jest taki.. delikatny przykład tego, jakimi kategoriami myśli Maria. Jest tego dużo, dużo więcej, a każdy list wysłany do redakcji skrywa pewną historię. W przypadku mechanika naprawdę wzruszyłam się, gdy na końcu autorka pozwoliła mi poznać wszystkie fakty dotyczące wstydliwego chłopaka od samochodów. A inne historie… no chyba oszaleliście, przecież już i tak zdradziłam wam całkiem sporo! Ale to w celu zrobienia wam smaka na tę książkę bo… bo naprawdę jest warta spróbowania!

COŚ DLA AMATOREK GOTOWANIA
Taką wisienką na torcie jest niespodzianka znajdującą się na ostatnich stronach książki. Otóż autorka (albo raczej główna bohaterka) postanowiła zostawić nam kilka przepisów na potrawy, które przygotowywała na różne okazje (albo i bez okazji) w trakcie tej historii. Czyż to nie jest wspaniały pomysł? Jeśli podczas czytania wpadnie wam w oko jakiś smakołyk wystarczy zaglądnąć na tył książki i sprawdzić, czy jest tam przepis na daną potrawę (a prawie na pewno jest), kupić składniki, i zaszyć się w kuchni na kilka godzin ;)

THE END.
Podsumowując Przepis na miłość i zbrodnię był moim ostatnim pozytywnym zaskoczeniem w 2016 roku. Ta książka sprawiła, ze postanowiłam w końcu spróbować swoich sił z kryminałami :D. Z czystym sercem mogę ją polecić hmmm… na pewno żeńskiej części czytelników, chociaż facetom też mogłaby się spodobać. A jeżeli jesteś dodatkowo miłośniczką gotowania (lub jedzenia, jak ja :D), to tym bardziej jest to książka dla ciebie!

I jak wam się podoba taki smakowity kryminał? Czytaliście? Nie? A macie w planach? Piszcie koniecznie, a ja śmigam, bo mi rosół stygnie!
PS. A co u was dziś na obiad? ^^

Buziaki :*

Q.

32 komentarze:

  1. Nie słyszałam, ale brzmi smakowicie. A co na obiad? To, co się zrobi.

    Miłego Dzionka Życzę
    i Smacznego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację opis jest bardzo ciekawy i różni się czymś od tych wszystkich, które zazwyczaj można przeczytać. Ale wiesz co mnie tu najbardziej interesuje? Fragment połączenia ,,detektywa Monka i Sherlocka Holmesa'' :D Widzę, że i ty uważasz post bez Sherlocka jako post stracony :") Na uwagę zasługuje też odpisywanie na półtora strony przedstawiając metody ugotowania jajka; musi mieć dziewczyna niezwykły talent pisarski! Nie wiem jednak na dlaczego, ale nie pasuje mi ta książka. Mam do niej wielką awersję mimo, iż mi nic nie zrobiła i nic chyba na to nie pocznę :P Albo nawet nie będę próbowała, bo mam tyle pozycji w kolejce, że głowa mała! Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sherlock pasuje wszędzie :')
      Dziewczyna jak dziewczyna, ta laska jest po 50ce xD ale pisać umie, to fakt :P
      Ej ale ja też jakoś na początku nie mogłam się na nią zdecydować, aż w końcu Marcin zdecydował za mnie :D Ale znam ten uczuć, gdy ma się do czytania więcej książek niż czasu więc... oh, no wybaczę ci jakoś pominięcie Przepisu na miłość i zbrodnie xD
      BuziaQ ;*

      Usuń
  3. Ja raczej sobie książkę odpuszczę, gdyż nie lubię, gdy jej zawartość aż za bardzo obfituje w opisy :)

    Piękne zdjęcie, widzę, że bestseller Deco Moreno również się załapał :DDD

    Pozdrawiam
    I feel only apathy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha no ja mam to samo, i w pewnym momencie prześlizgiwałam się tylko przez opisy :D Ale to tak w drugiej połowie książki, bo na początku cholernie mi się podobały. Później po prostu za bardzo chciałam poznać zakończenie :')
      Dzięki :D Deco Moreno musiał się załapać, coby fejm nabił swoją sławą XD

      Usuń
  4. Mam dość mieszane uczucia, bo z jednej strony zachęca mnie ten nieprzewidywalny wątek kryminalny (ostatnio zaczynam coraz bardziej zagłębiać się w ten gatunek) oraz jedzenie, ale z drugiej strony "W pustyni i w puszczy" oraz długie opisy to moi wrogowie, więc nie jestem przekonana na 100 %. Będę ją mieć na uwadze, jak wpadnie mi w łapki to przeczytam :)
    Znam taką jedną książkę, w której były przepisy. Co prawda jest to pozycja dla dzieci, a czytałam ją mając może 10 lat, ale te przepisy zapadły mi w pamięć, bo parę z nich wykorzystałam :)

    A tak apropo dzisiejszego powitania, to kojarzy mi się z moim kolegą, który ma przezwisko Suseł, bo kiedyś zaspał na pierwszą lekcję, a kiedy przyszedł, powiedział, że pies wziął jego telefon, wyniósł do łazienki i dlatego nie usłyszał budzika XD #najlepszewymówkiever

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EJ, absolutnie nie przejmuj się Pustynią i puszczą! Tu chodziło mi jedynie o miejsce akcji - Afrykę :D Wierz mi, że styl autorki nie ma w sobie nic z Sienkiewicza xD Ja też cierpiałam jak czytałam o Stasiu i Nel -,-
      O to musiały być jakieś niezłe przepisy, skoro zapamiętałaś je na tak długo ;)
      Hahahh uwierzył mu nauczyciel? xD
      xoxo

      Usuń
  5. Ale fajne to zdjęcie jest :D
    Zdecydowanie fakt, że "spodoba się kobietą" mnie zniechęca, ALE kto wie, co będzie kiedyś. Na razie to się jaram tym, że mam całą serię Sandersa na półce <3 Dziś zakupiłam ostatni, brakujący mi tom i chcę tylko przytulać i z nią spać.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Chyba aż dumna jestem z niego :')
      Heh, coś tak czułam, ze to Cię zniechęci :D Bo faktycznie, to chyba nie jest taki.. brutalnie męski kryminał, tylko taki lżejszy, ale ja się nie znam :D
      Całą? :O Kuźwa, ja się będę właśnie niedługo brać za Z mgły zrodzonego, a jak zdobyć pozostałe tomy to nie mam pojęcia :'( Wyczuwam ostre łowy w internetach :D
      Także zazdraszczam <3

      Usuń
  6. Wprawdzie ,,W pustyni i w puszczy" to jedyna lektura szkolna, jakiej nie doczytałam do końca, ale ta książka wydaje się bardzo intrygująca! Nigdy wcześniej nie zwróciłam na nią większej uwagi i teraz trochę żałuję. Kryminał i jedzenie to dwie rzeczy, które bardzo kocham! :)

    Buziaki
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, chyba zmienię te podtytuł bo ludzie się boją go xDD Książka nie ma z tym cholerstwem Sienkiewicza nic poza tym, iż akcja toczy się w Afryce :D Przeczucie cie nie myli - jest świetna, intrygująca i warta uwagi :D A skoro kochasz kryminał i jedzenie to.. skuś się na Przepis na miłość i zbrodnię!

      Usuń
  7. Awww, cudowne zdjęcie, naprawdę jestem zachwycona *.* Co do książki - zapowiada się ciekawie, jednak kryminały jakoś do mnie nie przemawiają, więc raczej nie sięgnę ;) A ten przedostatni cytat po prostu rozwalił system :D

    Pozdrawiam cieplutko ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieskromnie powiem, że ja też <3 xD
      Ouu, szkoda :p Ale rozumiem cię, bo sama jakoś nie umiem się wziąć za kryminały xD Ale chcę się w tym roku przełamać :D
      Przedostatni cytat to tylko maciupka część tego, co jest w książce :D A ona zdecydowanie rozwala system!
      Buziak ;*

      Usuń
  8. Calkiem niezly blog, dobrze sie czytalo ! Szukasz moze prezentu dla rodziny chlopaka dziewczyny czy partnera biznesowego? Wejdz do mnie na strone i obczaj:
    Kwiaty w pudelkach KATOWICE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie to spoko, ale zanim te kwiatki do Rzeszowa dojadą to... promuj się na blogach bliższych Kato xD

      Usuń
  9. Książka całkowicie nie w moim guście, ale zdjęcie fenomenalne! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chociaż zdjęcie trafia w twe gusta xD <3

      Usuń
  10. Zdjęcie mi się podoba, ale uważaj z tym nożem! :D
    Co do książki, to już wiele o niej słyszałam i zawsze jestem jeszcze bardziej do niej przekonana niż przy poprzednich spotkaniach z recenzjami, więc to pewnie kwestia czasu, kiedy i ja się do tego tytułu dobiorę. Co prawda trochę zasiałaś we mnie obawy, bo W pustyni i w puszczy i te Listy do M. to raczej tytuły, za którymi nie przepadam, ale co tam, jak szaleć, to szaleć. :D

    A co na obiad? Nie mam pojęcia, ale to chyba już ten czas, więc idę się rozejrzę, co by tu stworzyć. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi nic nie grozi, gorzej z moim lubym xDDD Ale trup z niego pierwsza klasa, prawda? XD
      Mam nadzieję, że ci się spodoba kiedy już po nią sięgniesz ;*
      Ej też nie lubi ani jednego, ani drugiego! Tak mi sie tylko skojarzyły, bo "M." jak "Maria", no a W pustyni i w puszczy to nic innego jak Afryka, a tu też akcja sie toczy w Afryce :D Na tym koniec podobieństw :D
      A więc smacznego!

      Usuń
  11. Ale mnie zachęciłaś. Czasami taki "kot w worku" jest idealnym zakupem. Bardzo mi się podoba konwencja tej historii - kryminał z miłością do jedzenia? Ah, na samą myśl cieknie mi ślinka i tytuł zapamiętam już chyba na zawsze, a książka ląduje na listę musy have.. W dodatku ta relacja między mężem zamordowanej i jej przyjaciółkę jest chyba istną wisienką na torcie. Chętnie przeczytam - powtórzę się jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, nawet nie wiesz jak się cieszę, ze cię zachęciłam! Książka jest fenomenalna i mam nadzieję, ze spodoba ci się w równym stopniu, co mi ;)

      Usuń
  12. Książka wydaje się naprawdę ciekawa, bałam się, że jest przesłodzona przez tę miłość w tytule, ale jak widzę nadal oceniam książki po okładce. :')
    O, czy na zdjęciu widzę DecoMorreno? Uwielbiam tego autora! Kiedy recenzja "Najwyższej jakości"? ;)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przez miłość w tytule byłam pewna, ze to romans :D A tu taka heca! Nie bój się, cukrzyca ci nie grozi :)
      Hahhaha nie zdradzę, bądź czujna! XD
      Buźka ;*

      Usuń
  13. Czytałam o niej sporo dobrych rzeczy i aż zrobiłam się głodna jej treści. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zbrodnia i kulinaria... wchodzę w to :D Twoja recenzja bardzo mnie zainteresowała, więc będę poszukiwać tej ksiązki :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne zdjęcie! :D Masz talent!
    Przepis na zbrodnię? Idealny! Moje klimaty :) Robię zdjęcie, aby zapamiętać tytuł! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ohoho czytam nagłówek i już wiem, że to coś wprost idealnego dla mnie! :)Chyba jestem nienormalna- czytam opis z tyłu okładki i śmieję się w głos. xD
    "(fuj fuj fuj) kręconymi kudełkami" :D
    Przepisy? No to teraz to już na pewno muszę ją mieć! Co Ty ze mną robisz?! W moim portfelu same grosze, a Ty mi tu jeszcze chętkę na nową książkę robisz :D
    Co do kryminałów to polecam bo są super, zawsze skrywają jakąś mroczną tajemnicę.
    Pozdrawiam, buziole :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobre masz to zdjęcie, łapa obrzydliwa, ale klimatyczna xD
    Moja dewiza życiowa: "To, że nie umiem śpiewać, nie znaczy, że nie będę".
    Kurde, szkoda, że jeszcze tego nie czytałam, bo powiedziałabym Ci tak bardziej obiektywnie, czy to dobry kryminał, czy nie, bo trochę doświadczenia z nimi mam :D
    Najlepsza jest ta rekomendacja od Ewy Wachowicz, no ktoś miał łeb xDDDDD
    Jak ja lubie ksiązki z humorem <3 A jeszcze jak do tego dorzucisz odpowiednio zastosowane wulgaryzmy, to już w ogóle ksiażka dla mnie <3
    No babo, obyś trafiała na lepsze kryminały, niż to Czerwone jak krew, czy jakoś tak :D
    Buziaki :*
    Kasia z Kasi recenzje książek :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem zachwycona tą opowieścią - świetny humor, a sama historia też niczego sobie. Czytała się bardzo lekko i super się bawiłam. Jak dla mnie idealnie. :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)