wtorek, 10 stycznia 2017

Zaskoczenie stycznia, czyli November 9!

Cześć Bombki!
Oj, dziś was zaskoczę. I to solidnie. Kojarzycie, jak czytałam Never never? Jak mi się cholernie nie spodobało? Jak się zarzekałam, że Hoover kijem nie tknę? Cóż, nie wyszło. Chłopak sprawił mi November 9 tejże autorki, no więc nie mogłam nie przeczytać… chociaż miałam opory. A jak to się skończyło? Czytajcie, a się dowiecie!


O FABULE SŁÓW KILKA
Wszystko kręci się wokół tytułowej daty 9 listopada. Otóż tego dnia dochodzi do spotkania dwójki osiemnastolatków – Fallon i Bena. Chłopak staje w obronie dziewczyny, a później spędza z nią dzień. Od razu widać, że między tą dwójką iskrzy, ale niestety Fallon następnego dnia przeprowadza się z Los Angeles do Nowego Yorku. Z miłości nici. Ale czy na pewno? Otóż niekoniecznie, bo Ben i Fallon postanawiają spotkać się za rok tego samego dnia, w tym samym miejscu, u tej samej porze.  I tak co roku, aż do dwudziestych trzecich urodzin. Od tej pory oboje  z utęsknieniem będą czekać na 9 listopada, a my razem z nimi. A co z tego wyniknie? Czy ta znajomość przetrwa tak nietypową próbę czasu? Czy można zakochać się w kimś, kogo zna się zaledwie kilka dni, chociaż poznało się go lata temu? Och, sami sprawdźcie!



KSIĄŻKA EKSPRESOWA
No tak, musiałam zacząć od tego. Tę książkę przeczytałam w nieco ponad dzień. A że jednocześnie chodziłam do szkoły, uczyłam się, jadłam, piłam i żyłam, to zaiste poszło mi pierunem. A, no i do tego z ostatnimi czterdziestoma stronami zwlekałam jak tylko mogłam, bo strasznie nie chciałam poznawać zakończenia… a jednocześnie potwornie mnie ono ciekawiło! Jak więc się już pewnie domyśliliście – zmieniam zdanie o Hoover i daję jej drugą szansę :D Akcja November 9 tak na prawdę rozgrywa się w ciągu bodajże pięciu dni, bo autorka ukazuje nam jedynie dzień 9 listopada rok po roku. Nie ma tu opisów pozostałych trzystu sześćdziesięciu czterech dni. I to zdecydowanie wpływa na tempo czytania, przyspieszając je do maksimum. Bo tak się składa, ze każdy 9 listopada kończy się w taki sposób, ze nie sposób nie zacząć chociażby kolejnego rozdziału, aby przekonać się, co się zmieniło przez rok, czy sytuacja bohaterów się poprawiła, czy pogorszyła. Ta roczna niewiadoma ciekawi jak diabli. A gdy już zaczniemy ten „jeszcze tylko jeden rozdział”, to jakoś tak ciężko się oderwać, i nagle kończy się kolejny 9 listopada no i… cóż, trzeb znów przeczytać „tylko kawałeczek” xD I tak w kółko Macieju!

Q. SIĘ ROZKLEIŁA
Serio, aż mi się głupio przyznać. Fakt faktem, że czytałam tę książkę w specyficznym czasie i mam być może ciut zaburzoną ocenę jej poruszywalnosći i wzruszalności (patrzcie jakie ładne nowe słowa <3), co nie zmienia faktu, żem płakała jak głupia i to kilka razy. A to świadczy o tym, ze książka jest niezła, bo ja… cholera, ja rzadko ryczę! A jak już mi się zdarzy, to na czymś totalnie nie romantycznym, nie-płaczącym. Ryczałam jak bóbr na Gladiatorze, ryczałam czytając GoT i Wiedźmina, ale na przykład na takim Titanicu, to ino ze śmiechu (to akurat chyba wina mojego brata – zepsuł mi końcówkę wizją zbiorowego sikania do oceanu w celu podniesienia temperatury wody -,-). A tu proszę, Hoover złapała mnie za serducho, wstrząsnęła i wycisnęła szklaneczkę łez. Może to nie były miski czy wiadra, ale jednak :”)



UWAGA! IDEAŁ NA DZIEWIĄTEJ!
Matko i córko i kuzynko i ciotko i babci i prababciu i piesku sąsiada, oddałam me serce Benowi. Całe. Calutkie. Clovis może się schować! Ten chłopak ma w sobie wszystko, co tygryski lubią najbardziej! Jest bezczelny, charakterny, inteligentny, czuły, kochany. Jest romantyczny, odważny i przystojny. A do tego jest piekielnie niepoprawny i tak zabawny, że… Ughh, to naprawdę powinno być zakazane, tworzenie tak doskonałych bohaterów! I jak normalnie narzekałabym, ze hej! takich  facetów nie ma, co ta Hoover mnie tak kłamie, to w tym przypadku chrzanię realność i prawdopodobieństwo spotkania takiego kolesia. W końcu raz na rok można sobie pozwolić na marzenie o ideale <3 A Ben jest idealny  w każdym calu!

9.11, 9.11, 9.11…
Strasznie podobała mi się akcja z 9 listopada. Tu naprawdę wszystko kręci się wokół tej daty, i nie mam tu na myśli tylko spotkań Fallon i Bena. Nie powiem wam nic więcej, ale… kurczę, głupio mi tworzyć ta krótki akapit, ino jak napiszę chociażby słowo więcej, to zdradzę zbyt wiele, a tego sobie nie wybaczę. Wiedzcie jedynie, że wszystkie wątki w końcu splotą się tak ciasno wokół tej dziewiątki, ze mózg wam eksploduje. Mój eksplodował <3



NIE OGRANICZAJMY SIĘ DO MIŁOSTEK!
O właśnie, to bardzo ważny akapit będzie! Otóż historia ukazana w November 9 nie ogranicza się tylko do wątku romantycznego. Hoover poruszyła w niej trzy inne tematy, z czego o dwóch słowem nie psinę, za to o jednym mogę wam co nieco opowiedzieć, bo pojawia się on już na pierwszych stronach powieści.  Brak akceptacji siebie, a tym samym brak pewności siebie jest od dwóch lat nierozłączną częścią życia Fallon, ponieważ 9 listopada dwa lata wstecz od początku tej historii dziewczyna była ofiarą pożaru. I chociaż przeżyła, to 30% jej ciała pokrywają blizny po oparzeniach. To przekreśliło jej szanse na zostanie aktorką. Straciła swoją rolę w serialu, przestała dostawać propozycję. Zniknęła. Teraz Fallon z trudem patrz w lustro, kryje swoje blizny pod ubraniami, zasłania je włosami. Wstydzi się samej siebie. Dopiero pod wpływem Bena otwiera się na nowo na świat, odsłania swoje blizny i przestaje się ich wstydzić. Zaczyna żyć. I to jest na prawdę świetny, pięknie przedstawiony wątek. To, jak Fallon rozkwita na nowo. Uśmiechałam się do samej siebie czytając wszystkie te opisy, rozmowy i przemyślenia tak jej, jak i Bena. Zwłaszcza Bena, który kropla po kropli poił Fallon pewnością siebie. Już chociażby dla tego wątku warto sięgnąć po November 9! Bo niby to takie romansideł ko, niby lekkie i przyjemne, a jednak można z niego coś wynieść. I nie, nie twierdzę, żeby to było coś mega odkrywczego, coś co nas zwali z nóg… ale jednak jest to coś, o czym wiele dziewczyn powinno pamiętać – jesteśmy piękne pomimo rys i nigdy przenigdy nie powinnyśmy się ukrywać!

 Z JEDYNKAMI NA WIERZCHU :D
Tak już na koniec muszę wam powiedzieć o cholernie dobrym humorze, którym cechuje się November 9. Jejku, naprawdę czyta się to tak przyjemnie, a przez 90% czasu śmieje się pod nosem… albo i nie pod nosem :D Dialogi są po prostu genialne – zabawne, realne i lekkie. Ben rozbraja czytelnika swoją bezczelną szczerością, a Fallon uświetnia całość sarkazmem i charakternymi wypowiedziami. Całość jest… jest jakaś. Jest dobra. Jest smaczna. Chcę więcej!



KOŃCZYMY?
Kończymy ;). Zdecydowanie November 9 będzie moim styczniowym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, ze to cholerstwo mi się spodoba, a już tym bardziej, że spodoba się mi aż tak! W tej sytuacji nie pozostaje mi nic, jak tylko polecić wam tę książkę! Pod warunkiem, ze nie jesteście Kasią :’) Każdemu innemu – polecam!

A wy już czytaliście? I jak? Co myślicie? Błagam, tylko nie mówcie, że żwariowałam!

Buziaki ;*
Q.


36 komentarzy:

  1. Książka przeczytana pod koniec grudnia, ale również dzisiaj opublikowałam post na blogu. :P
    Jest ona świetna! Mi zajęło kilka godzin, by ją przeczytać. :)
    Co jak co, ale ja lubię twórczość tej autorki i chcę przeczytać więcej jej powieści. :]

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie śmigam zobaczyć twoją recenzję ;P
      Mi się nie spodobało (lekko mówiąc) Never never, al tą książką a się zrehabilitowała i postanowiłam dać jej drugą szansę ;)

      Usuń
    2. Ja "Never Never" nie traktuję jako jej książki, bo pisała ją z inną autorką. :P
      Strasznie mi się ta nie podobała. ;/

      Usuń
    3. W sumie coś w tym jest. Teraz przeczytałam książkę tej drugiej autorki, i to chyba ona spartaczyła Never nevver :D Nijak nie pasuje mi styl pisania Fisher :')

      Usuń
  2. Nie czytałam... Ale mam zamiar :D Ta książka ciekawi mnie już od jakiegoś czasu (od dnia premiery) i mam nadzieję, że szybko po nią sięgnę :D
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im szybciej sięgniesz, tym szybciej ją połkniesz- sprawdzone info xD

      Usuń
  3. Chyba Cię pogło.
    W życiu tego nie tknę. Nie mam zamiaru nawet kijem tknąć książek Hoover, jak Madzia. Ty wypadasz z naszego paktu!
    Okładka jeszcze w miarę mi się podoba, chyba najlepsza Hoover, bo żadnych naciąganych par na niej nie ma. Można? Można.
    Ja też teraz tak szybko ksiażkę przeczytałam, ale to takie typowo odmóżdżające, chociaż nad Damonem sporo rozmyślałam xD
    Teraz ja nie mam o czym pisać xD
    Dobra, uciekam :*
    Kasia z Kasi recenzje książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cię też Kasiu <333
      A właśnie bo zrobili nowe okładki dla ponad połowy jej książek, bez ludzi :D
      A ja Pamiętników kijem nie tknę xD Jak nigdy wolę serial :D
      Buziol ;*

      Usuń
  4. u mnie było tak w przypadku Hopeless, nie podobało mi się a teraz mam ochotę dać pani Hoover kolejną szansę. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może więc spróbujesz z N9? ;) Na prawdę polecam :)

      Usuń
    2. Może więc spróbujesz z N9? ;) Na prawdę polecam :)

      Usuń
  5. To pierwsza książka tej autorki jaką miałam okazję poznać i pierwsza przeczytana książka w 2017 roku - oczywiście duże zaskoczenie, bo jestem zakochana w tej książce! Cieszę się, że mogę mieć ją na półce, może kiedyś jeszcze po nią sięgnę, bo relaksowałam się podczas jej czytania i bardzo polubiłam bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pierwsze - bardzo intrygujące i ciekawe zdjęcie. Bardzo przyciąga uwagę! Ja jeszczeHoover nie czytałam i na razie nie mam zamiaru, chociaż autorka zbiera wiele pozytywnych opinii. Nie ma co się wstydzić płakania przy książkach - ja sama lubię się tak wzruszyć, a że bardzo jestem uczuciowa to zdarza mi się to nawet przy kryminałach :) Fabuła jest ciekawa, ale na razie po "November 9" nie sięgnę :)
    A i jak to moja mama mówi "zarzekała się żaba błota" - Ty zarzekałaś się że Hoover nawet kijem nie tkniesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa zdjęcie popełnił akurat mój chłopak :D znaczy ja przygotowałam wszystko, a on sobie usiadł i zrobił pierdyliard zdjęć od każdej strony ;)
      Absolutnie się tego nie wstydzę :D Tylko.. Wiesz, zazwyczaj jak już się wzruszam, to na czymś na prawdę "mocnym". A tu taki romansik, a ja ryczałam jak bóbr :')
      Hahaha, ano zarzekałąm się, ale nie żałuję, że to jednak zrobiłam ;)

      Usuń
  7. Wow... zaskoczyłaś mnie. November 9 mam na swojej liście, więc jak przeczytam to ci dam znać ;) Chociaż nie wiem kiedy to nastąpi ponieważ cały czas mam mieszane uczucia do autorki. Ale okładki są magiczne *o* W końcu bez twarzy. Kurcze ale irytuje mnie jedna rzecz, w książkach Hoover. Czy tytuł na prawdę musi być po angielsku? Jest może jedna (?) powieść z polskim tytułem. I jak tutaj brzmi lepiej niż 9 listopada, to Never Nver dużo ładniej brzmi: Nigdy, przenigdy ♥ tak, nie ma jak ponarzekać xD
    Płakać? Rzadko mi się zdarza :/ autor na prawdę musi być świetny by napisać wyciskacz łez.
    A te cytaty? Są świetne *o* ale jestem bankrutem więc książki na pewno szybko nie kupię :D


    Ja odkryłam swoją nową ulubioną pisarkę i jest nią Sarah J. Maas ♥ Przeczytałam Szklany Tron, zamówiłam wczoraj kolejne części i zapomniałam o premierze Dworu mgiel i furii :/ Ale książka tak wciąga ♥ Jeśli masz ochotę przeczytać moją recenzję, to zapraszam do mnie po linka, ponieważ książka jest z wyzwania Podróż Wyobraźni, i moja recenzja gości u Weroniki na blogu, a jej u mnie :)

    Pozdrawiam serdecznie
    zlodziejka-zapisanych-stron.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze, ale to ZAWSZE psiocze na te nietłumaczone tytuły XD to jest idiotyzm, moim zdaniem -,-
      Wiesz ile miałam nazaznaczane cytatów? XD Nie umiałam wybrać :')

      A do mnie Dwór już idzie, także szykuj się na recenzję tak... no do soboty będzie pewnie XD <3
      Wpadnę wpadnę :*

      Usuń
  8. Jeszcze się do tej książki nie przekonałam, gdzieś tam ją na liście, ale z pewnością jeszcze nie teraz jej czas. Ale Twoja entuzjastyczna opinia już na mnie wpływa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie :P Na mnie wpłynął facet, który pop prostu mi ją kupił - nie mogłam nie przeczytać :D Obyś sięgnęła po nią jak najszybciej ;)

      Usuń
  9. Wszędzie widzę zachwyt prozą tej autorki a sama nie miałam jeszcze okazji przeczytać któreś z jej książek. Chyba muszę to nadrobić. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam zacząć przygodę z Hoover własnie od N9 ;)

      Usuń
  10. Raczej nie myślałam o tym, że będę chciała sięgnąć po tę książkę, a tu takie zaskoczenie! Zdecydowanie mnie zachęciłaś. Raczej nie tykam książek Hoover, bo są kompletnie nie w moim stylu, ale może czas to zmienić? ;)
    Zastanawia mnie ile osób musiałoby sikać w jednym czasie by podwyższyć temperaturę oceanu xD
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w moim też nie są! :D Nie pytaj jak to się stało ze ją dostałam xD Drukowanymi mówiłam chłopakowi, ze Hoover kijem nie tknę - kupił Hoover xD
      Co do sikania to nie wiem, bo nie sikali :P A co do Hoover - spróbuj, może akurat pyknie? ;D

      Usuń
  11. Chyba nie :))
    Tak bardzo nie rozumiem (może nie doceniam?) ckliwych historyjek miłosnych, ogólnie tego kocham cie kocham, bądźmy ze sobą na zawsze, juz nic nas nie rozłączy dla mnie to jakiś żart aczkolwiek rozumiem, że niektórych rusza.
    Dawno dawno nie czytałam takiego typowego romansu, który by mi się podobał (a jeśli już to chya Jane Austen, te sprawy...)
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama rzadko sięgam po ksiazki tego typu, ale od czasu do czasu można się odmóżdżyć prostą historią o miłości ;)
      A Austen jeszcze przede mną ;)

      Usuń
  12. Nie zwariowałaś, November 9 to naprawdę świetna książka! ;D Ja też sobie popłakałam przy niej, pośmiałam się i powzdychałam z myślą "awwww, jakie to urocze". Nawet się nie spodziewałam, że tak banalny motyw, który już tyle razy spotkałam gdzieś tam wcześniej, tak mnie zakręci. Zdecydowanie po tej książce daję szansę książkom Hoover - coś w nich chyba jednak jest. ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie czytałam tej ksiażki. Czytałam Losing Hope i zastanawiam się o czym jest ta książka, bo moim zdaniem o niczym. Dlatego moje zdanie o autorce jest słabe. Na półce stoi Ugly Love, które zamierzam przeczytać i wtedy zdjęcie, czy dam drugą szansę autorce.
    Pozdrawiam i zapraszam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ouuu, z tego co wiem Ugly Love jest okropne, i mówią to dziewczyny, które Hoover uwielbiają :/ Raczej nie zmienisz po nim zdania o autorce :<

      Usuń
  14. Już nie mogę się doczekać nadrobienia zaległości z tą pisarką. Za sobą mam całe 3 części "Hopeless" (w jednym uniwersum) i "Maybe somday". Jestem bardzo ciekawa czy następne książki będą tak samo cudowne.

    OdpowiedzUsuń
  15. O cholera. Ale mnie teraz przygniotła świetność tej książki XD Naprawdę, wcześniej, chociaż słyszałam wiele dobrych opinii o niej, nie zawracałam sobie głowy nawet przeczytaniem jej opisu, a tu nagle... WOW - coś co strasznie mnie intryguje! Na pewno dopiszę sobie tą książkę do listy "must read", teraz już jej sobie nie odpuszczę :)

    Buziaki
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  16. muszę przeczytać!
    melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurczę, tobie spodobała się książka Hoover? No tego się po Tobie moja droga nie spodziewałam xD
    Zawsze jak patrzyłam na książki tej autorki to myślałam sobie "no tak...ludzie polecają ale mnie tematyka w ogóle nie zachęca, to pewnie taka opowieść o wszystkim i o niczym, czyli taka mało wartościowa". I nigdy nawet nie myślałam sobie, że zainteresuje mnie jakaś jej pozycja. A jednak!
    Nie no serio mnie zaintrygowałaś. Ja jakoś nidgy nawet nie zwracałam uwagi na opisy tych książek, bo miałam z góry założone, że to nie dla mnie. Ale twoja recenzja jakoś mnie przekonuje. No ja nie wiem co ty takiego w sobie masz, ale jako pierwszej udało ci się przekonać mnie do jakiej książki tej pani. No szacun, powiem ci xD
    To znaczy na razie jestem na etapie "chyba raczej to przeczytam" ale jednak jakoś nie tak, że "o jeju, musze to przeczytać", ale na pewno będę ją gdzieś mieć w mojej głowie xD
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  18. A jednak ci przypadła do gustu, :) A tak bardzo pisałaś, że to nie dla Ciebie. ;d

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytałam i też mi się meeega podobała :D Obok Hopeless najlepsza książka Colleen jak dla mnie! :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja i CoHo... cóż, mimo najlepszych opinii tej książki nie tknę, amen, alleluja, koniec, kropka, nie. No chyba, że jakimś trafem sama wpadłaby mi w ręce (w co wątpię, ale nigdy nie mówię nigdy...). Tak więc nie, twoja pozytywnie optymistyczna recenzja mnie nie przekonała, nadal pozostanę niewiernym Tomaszem i kropka. A jak wyjdzie w przeszłości, to się przekonamy. Na razie mam kilka(dziesiąt) innych, pilniejszych, być może nie poznanych nawet lektur i tego się trzymam.
    Pozdrawiam cię cieplutko ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)