czwartek, 8 lutego 2018

Plotka głosi, że to zło...| Dwór skrzydeł i zguby, Sarah J. Maas

O luju, nie wiem jak to się stało,  że dopiero teraz piszę tę reckę…

Przede wszystkim przepraszam was za moje chwilowe zniknięcie. Styczeń był koszmarnie zabieganym miesiącem. Od egzaminów, przez organizację studniówki, poprzez przygotowania do niej, a skończywszy na nagłym natłoku wszelakich sprawdzianów, kartkówek i testów skumulowanych przed upragnionymi feriami bo gdyż albowiem  „po feriach nie będziemy pamiętać”… no po prostu doby mi brakowało na czytanie, o pisaniu nie wspominając. Ale już jestem, powracam i zamierzam zapanować nad tym organizacyjnym chaosem. Jakoś. Może xD A dziś mam dla was recenzję książki na którą bardzo czekałam, a gdy już ją dostałam… to tak mnie nastraszono tym, iż się zawiodę srogo, że migałam się od sięgnięcia po nią w obawie przed zawodem. Czy ostatecznie takowy nastąpił? Czytajcie dalej, a przekonacie się jakie emocje wywarł na mnie Dwór skrzydeł i zguby autorstwa Sarah J. Maas ;).


Wybaczcie skopiowany opis. To nie jest iście na łatwiznę, tylko… no chyba bym się oskalpowała, gdybym pisząc własny zarys fabuły zaspoilerowała wam cokolwiek. A z resztą nawet pomimo opisu okładkowego ZALECAM POMINIĘCIE TEGO AKAPITU TYM, KTÓRZY NIE CZYTALI POPRZEDNICH TOMÓW!
Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.
W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.


Na wstępie zaznaczyć trzeba, że mam słabość do tej serii. Od pierwszego tomu oczarował mnie Prythian razem ze wszystkimi magicznymi drobiazgami, które miał mi do zaoferowania i jakoś nie potrafię nie czerpać przyjemności z zagłębiania się w świecie wykreowanym przez Maas, nieważne, że nie jest on doskonały, ma swoje wady które dostrzegam… i jakoś olewam. Ale że ja to ja, a wam może któryś z tych minusów działać na nerwy, to może zacznę od nich. Na zachwyty jeszcze przyjdzie pora.


W prawdzie mam cytaty, ale ciut za długie chyba jak na moje grafiki :/ Ale spokojnie, sypnę wam nimi na Instagramie! ;)

Coś, co zauważyłam już w drugim tomie, a co miało miejsce i w trzecim to zupełny brak odświeżenia w pamięci czytelnika wydarzeń z poprzednich części. Maas nieustannie nawiązuje do zdarzeń, które miały miejsce zarówno w Dworze cierni i róż, jak i Dworze mgieł i furii nie zważając na to, że ludzie nie koniecznie pamiętają z detalami kto z kim był i dlaczego, kto komu zrobił kuku, kim jest jakaś pomniejsza postać, której znaczenie w poprzednich tomach było nikłe, a teraz nagle staje się ona kluczową postacią… brakuje mi tu objaśnień, przypomnień, takiego subtelnego podsuwania ich czytelnikowi. Sama kilkukrotnie szperałam w Internecie za wyjaśnieniami i opisami zdarzeń, których opisy były w pierwszym z Dworów i to takie po łebkach, a tu nagle rozwijała się na ich temat dyskusja na pół rozdziału, na świat wychodziły jakieś nowe fakty z nimi związane i tak dalej, i tak dalej. Tak więc pierwszym z minusów, które zarejestrowałam jest notoryczny brak przypomnień i wytłumaczeń.



Teraz pora na to, czym mnie straszono i czego się obawiałam najbardziej. Sceny erotyczne. Kasia z niekulturalnie.pl w czasie kiedy czytała ACOWAR nieustannie na to psioczyła i serio udało jej się sprawić, że na wszelkie intymności patrzyłam z trwoga, bo bałam się, że z prostego pocałunku zrobi mi się tu zaraz jakaś niesmaczna orgia. I po części przyznaję jej rację – Maas w trzecim tomie zdecydowanie więcej czasu poświeciła na sceny łóżkowe (zastanawiam się czy „łóżkowe” nie powinny znaleźć się w cudzysłowie, bo tak zasadniczo to oni kochali się i w namiotach, i w lesie i generalnie na różnych innych powierzchniach płaskich, nie tylko w łóżku xD). Ale jak na mój gust to wcale nie było jakieś ohydne, przesadzone czy niesmaczne, nie przysłaniało mi pozostałych wątków. Owszem, było często, ale w granicach… hmmm… przyzwoitości :P. wszystkie te opisy Maas potraktowała na tyle mocno, aby czytelnik był świadomy, ze tu się uprawia seks a nie rzodkiewki, ale ani przez chwilę nie było to wulgarne, a to zawsze cenię u autorów – te umiejętność ukazania cielesności bez sypania kutasami, waginami i innymi jednoznacznymi słowami. Tak więc dla tych z was, którzy stronią od erotyzmu w książkach – musicie mieć na uwadze, że w ACOWARze jest go dość sporo.



Trzecim minusem, który ciężko przeoczyć są takie… przegięte rozwiązania problemów. Maas w tej części totalnie puściła wodze fantazji, zwłaszcza w ostatecznym starciu z wojskami Hybernii. Borze szumiący, ja wiele potrafię zrozumieć i przyznaję się bez bicia, większość tej bitwy chłonęłam jak gąbka, literka po literce… ale co kilka stron działy się tam niezłe cuda. Oczywiście nie zdradzę wam jakie, ale… no łapałam się za głowę w niemym „że co kurna..?”.  Generalnie w każdej z części bohaterowie Dworów mają często gęsto niesamowitego farta, ale tu… tu to wszystko szło im tak gładko, jakby im ktoś drogę masłem wysmarował. I naprawdę nie wiem jak to się stało, bo ja OKRUTNIE nie lubię tych niespotykanych zbiegów okoliczności, uśmiechów losu i innych takich dyrdymałów w książkach… ale tu przez większość książki naprawdę miałam je w nosie. Byłam wkręcona w całą tą opowieść tak mocno, że chyba wszystko mogłabym wybaczyć Maas. Ale domyślam się, że nie każdy ma tak łaskawe serducho… a więc i o tym minusie wspominam ;)




Czwarty minus jest dość istotny. Ma na imię Feyra i jest durny jak but. Kurczę, o ile w poprzednich tomach właściwie nic do niej nie miałam, to tu główna bohaterka śmigała po sinusoidzie mojej sympatii i antypatii. Chwilami miło mi się podążało razem z nią przez Prythian, było przyjemnie, zabawnie i z pazurem, aż tu nagle Feyra zaczynała drażnić idiotycznymi pomysłami, podejmowanymi decyzjami, tym co mówiła i robiła. A taką wisienką na torcie była regularnie obijana duma dziewczyny. Nie bardo rozumiecie? Już wyjaśniam. Otóż przez książkę przeplata się wątek nauki latania. Azriel usiłował wyszkolić Feyrę, a ta z każdego treningu wracała z obitym tyłkiem od ciągłych upadków… o czym Maas nie pozwoliła czytelnikowi zapomnieć co i rusz napominając o wspominanej „obitej dumie” głównej bohaterki.  Teoretycznie niepolubienie głównej bohaterki powinno być równoznaczne  z słaba oceną książki, jednakże tu pojawiają się…



…PANOWIE! Ugh! Maas  bez dwóch zdań plasuje się właśnie w czołówce autorów umiejących rozgrzać moje serducho do czerwoności z pomocą męskich postaci. To właściwie można by pewnie policzyć jako minus (ale trzeba by być nieczułym na męski urok, a to mi nie grozi), ten permanentny brak nieciekawych mężczyzn. Tak naprawdę w tej książce faceci byli takimi smaczkami, na które cały czas czekałam. Dialogi z Rhysem, Azem i Kasjanem były fenomenalne! A jeśli dodamy do tego możliwość poznania bliżej pozostałych książąt Prythianu – a każdy z nich był na swój sposób trafieniem w punkt, chociaż żaden nie powielał cech pozostałych – oraz zaskoczenie miesiąca, jakim okazał się Tamlin (drogie panie, po tym tomie to ja już nie wiem czy jestem #teamrhys czy #teamtamlin… chyba zostanę w drużynie #boysfromacowar xD)… nie no, tę serię warto poznać jeśli nie dla przeniesienia świata fae u progu wojny, to właśnie dla tej zgrai ideałów. Gwarantuje wam, ze każda znajdzie tu coś dla siebie. Serio.



Czymś, co mi się bardzo podobało, były nowe wątki romantyczne. Nie będę się zbytnio o nich rozpisywać (powiedziała spoglądając na licznik stron w Wordzie, który właśnie z dwójki przeskoczył na trójkę…), jednakże wspomnieć o nich po prostu musze. Moim ulubionym, oczywiście obok głównego była relacja pełna iskier, grzmotów i elektryzującego napięcia pomiędzy Nestą, a Kasjanem. Kurde, czekałam na ich starcia, wciągnęłam się w obstawianie za ile stron jedno drugiego ukatrupi <3. Dostałam też to, na co czekałam, czyli więcej Mor i Azriela… a także więcej Amreny! Zupełnie nie spodziewałam sie takich rozwiązań tajemnic skrywanych przez tę trójkę. Właściwie nadal nie wiem, czy to mi się podoba. Bo chyba w tym przypadku nie pogniewałabym się jakby ciśnięto we mnie prostym i oczywistym schematem xD




Tak jak i w poprzednich tomach Maas przez całą historię utrzymuje humor, głównie w  dialogach. To jest takie dobre, niewymuszone i naturalne. Czytając słowne potyczki bohaterów kąciki ust nie raz mi zadrgały, a to się chwali.



To, co moim zdaniem jest największym atutem właściwie nie tylko ACOWARu, ale całej tej serii to akt, że od niej ciężko się oderwać. Ja miałam ten problem, że czytając go nie miałam wyboru, musiałam przedkładać szkołę i obowiązki nad lekturę. Ale kiedy tylko w głowie przestało mi szumieć po studniówkowym wieczorze… zakopałam się w kocach i pochłonęłam Dwór duszkiem, na koniec zasmarkując i zalewając ostatnie rozdziały strumykiem łez. Żałuję, że tak długo zwlekałam z sięgnięciem po dwór. I żałuję, że to już koniec mojej przygody z fae. Jedno jest pewne – sięgnę po nowelki, jeśli tylko zostaną wydane w Polsce. A to znaczy pieruńsko wiele, serio. Nigdy tego nie robię, zawsze kończę serie ostatnim tomem „właściwym”… a tutaj czuję niedosyt. Chcę więcej. I wezmę wszystko, każdy najdrobniejszy skrawek Prythianu <3



Tak więc podsumowując: w żadnym stopniu nie czuję się zawiedziona Dworem skrzydeł i zguby. O ile wydaje mi się, że ten tom wypada najsłabiej z całej trójki, to nie żałuję czasu, który z nim spędziłam i z czystym sumieniem polecam wam całą te serię. Miejcie na uwadze minusy, o których wspomniałam na początku, ale i fakt że… kurczę, ja je dostrzegłam dlatego, że czytając zawsze wręcz doszukuję się wad, bo wiem, że później będę musiała wystawić danej książce opinię. Zupełnie inaczej by mi się ją czytało bez wizji recenzji machającej mi  z ostatniej strony – może nawet nie zauważyłaby tych niedociągnięć ;). Ja pokochałam Prythian i wszystko co z nim związane. Mam nadzieję, że wy też udacie się do magicznego świata ludzi i fae, a potem przepadniecie z kretesem. Tego wam życzę ;)




Łapka w górę kto już czytał? Jakie są wasze odczucia? Jestem ich ogromnie ciekawa, bo tak skrupulatnie omijałam wszelkie recenzję, że właściwie nie mam pojęcia kto znalazł się w obozie „ACOWAR to zuo”, a kto zasilił szeregi oddziału „Maas na prezydenta!” :D Czekam na was w komentarzach! 


Trzymajcie się ciepło Miśki!
Ula 


Za książkę dziękuję wydawnictwu Uroboros ;) 


15 komentarzy:

  1. No wiesz... mi dwa tomy wystarczyły, by utwierdzić się w przekonaniu, że Maas pisać po prostu nie potrafi, dlatego jakoś ochoty na trzeci nie mam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytaj, serio xD Dla mnie to był drastyczny spadek poziomu, a skoro twierdzisz, że już tamte były poniżej poziomu, to lepiej się nie denerwować xD

      Usuń
    2. Pierwszy był znośny, bo to taki głupi romansik, ale drugi to gwałt na logice xD

      Usuń
  2. Jak już wiesz, ACOWAR skończyłam jakiś czas temu i pomimo tego, że autorka zostawiła mi otwarte zakończenie, to i tak kocham tę część. Za bohaterów przede wszystkim. Za ich rozwój i pasjonujące historie. I finałową scenę walki ❤❤❤❤ Tyle emocji! Co do scen erotycznych to powiem ci, że moim zdaniem były one bardziej przyzwoite niż w 2 tomie. Dla mnie ACOMAF był bardziej pod tym względem niepoprawny i niesmaczny.
    Buziole!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przede mną jeszcze drugi tom, więc mam co nadrabiać, bo te książki to grubaski ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm... ja się prawie zgadzam. Aczkolwiek, jestem zawiedziona tym, że niby było jakies poswiecenie ale go w koncu nie było. Troche bez sensu. Podejrzewam, że specjalnie tak to skonczyla, żeby moc ciągnąć w nowelkach coś.
    No i generalnie to żadni panowie tylko Cassian to moja jedyna miłość z tej ksiażki <3
    A Feyra... a dobra... to nawet szkoda strzępić ryja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, ja mam z tą serią wielki problem... Bo z jednej strony bardzo chcę to przeczytać, bardzo chcę poznać dalsze losy bohaterów. Bardzo. Tylko, że - sceny erotyczne. Ja uwielbiam Dwory, ale BEZ scen erotycznych. Gdyby ich tam nie było to uwielbiałabym tę serię, a tak... po prostu mi przeszkadzają, bo tego w książkach nie lubię i nie trawię i no.. jestem za młoda, krótko mówiąc. Więc, dlatego tak z tym zwlekam, bo już dużo słyszałam, że tych scen w trzecim tomie jest więcej. I nie wiem co z tym zrobić, więc czekam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że zachęciłaś mnie do tego tomu (dwa już za mną). :D ♥ Wszyscy pisali, że słaby i w ogóle, a tutaj miłe zaskoczenie. :) Chociaż przydałoby mi się sporo wolnego czasu, by nadrobić książki tej autorki. xd
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy ludzie mówili o tych ,,obleśnych i niesmacznych" scenach erotycznych w ACOWARze, ja zastanawiałam się, czy na pewno czytałam tą samą książkę - zgadzam się z Tobą, że wprawdzie może było takich scen sporo, ale BEZ PRZESADY. Jestem w stanie wymienić książki, które mają takich scen kilka razy więcej ;) A Maas jest mistrzynią w kreowaniu męskich postaci. Szczerze mówiąc, ja najmocniej kibicowałam Kasjanowi i Neście. Czytałam tą powieść w oryginale, więc teraz muszę nadrobić jeszcze po polsku :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie ta seria to po prostu słabizna i wielkie, wielkie rozczaorwanie. Irytowali mnie bohaterowie, rozwleczony romans... Dlatego po pierwszy tomie zdecydowanie sobie odpuściłam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja nie znoszę tej serii, dosłownie. Nie wiem, czemu katuję się trzecim tomem, ale właśnie go czytam i na moją twarz co chwila wkrada się zniesmaczenie. O ile ,,Szklany Tron" był słaby, to miał jakąkolwiek magię i fabułę, tutaj tego niestety nie doświadczyłam, wszystko kręci się wokół miłości. Ale kto wie, może takie książki są również potrzebne.

    Pozdrawiam,
    Iza z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaczęłam czytać :) lubię takie klimaty,zwłaszcza bitwy...dlatego pewnie będę bezkrytyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Również muszę się przyznać, że Maas wciągnęła mnie do tego światu do pierwszej strony. Pomimo tego jak denerwująca czasami była Feyra, w trzeciej części polubiłam ją i już nie mogę doczekać się kolejnej części! Bardzo dobra recenzje.

    Zapraszam do mnie na wszystkie recenzje Dworów --> https://youtu.be/ueyG2-SWp8Q

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja cały czas się waham - czytać, czy nie czytać? Poszukuje odpowiedzi cały czas w recenzjach tej serii i Twoja bardzo mi pomogła w decyzji. Zauważyłam, że wielu autorów ma świetny początek, a potem poziom serii drastycznie spada w dół, ale sądząc po Twoich słowach aż tak źle nie jest w przypadku Maas. Spróbuję :) Zapraszam do siebie na recenzje :) https://radosnagrafomania.azurewebsites.net/

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)