środa, 10 maja 2017

PREMIEROWO! Recenzja dziwnie (nie)pozytywna || Wiatrodziej, Susan Dennard

Czołem Kleksy!
Ta recenzja miała tu być tydzień temu. Serio. Czemu nie była? Bo niespodziewanie Wiatrodziej autorstwa Susan Dennard, o którym zaraz wam opowiem mnie pokonał. Zupełnie nie tego się spodziewałam, zwłaszcza, że pierwszy tom cyklu odebrałam zupełnie inaczej. Tutaj podsuwam wam recenzję Prawdodziejki [KLIK], a tymczasem pozwólcie, że przejdę do Wiatrodzieja ;).



OSZUKAŃCZY OPIS, WYBACZCIE
Pisanie opisów fabuły kontynuacji pierwszego tomu to zło. Serio. Wybaczcie mi, ale czwarty raz poprawiam ten akapit i zaraz mnie coś trafi, mam wrażenie, że nie zrobię tego bez spoileru. Tak więc tym razem podeślę wam opis z okładki -,- A oto i on:

"Życie Merika nie jest łatwe. Niedawno stracił najlepszego przyjaciela, a do tego właśnie spłonął mu okręt. Za wszystkim stoi jego siostra Vivia, która chce się pozbyć młodego księcia i zasiąść na tronie. Na domiar złego Czaroziemie właśnie stają w obliczu wojny. Świat znany Merikowi bezpowrotnie odchodzi w przeszłość.

Safi i Iseult wpadły w nie mniejsze kłopoty. Znowu zostały rozdzielone i nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkają. Safi towarzyszy cesarzowej, a po piętach depczą im piekielni bardowie. Każdy chce mieć potężną prawdodziejkę po swojej stronie, bowiem jej moc może zdecydować o powodzeniu w rozgrywkach politycznych. Z kolei Iseult po raz kolejny musi się zmierzyć z okrutnym krwiodziejem. A może powinna mu zaufać?"

WIĘCEJ SIĘ NIE DAŁO..?
Tę książkę powinno się pochłonąć w jeden, może dwa wieczory. Ma króciutkie rozdziały, w dodatku podzielone gwiazdkami na jeszcze krótsze fragmenty.. i właśnie w tym problem. Mnogość narracji, która była atutem Dziejki w Wiatrodzieju jest według mnie największym minusem. W pierwszym tomie bohaterowie znajdowali się w jednym miejscu, czasami tylko się rozdzielali, a i to bardzo rzadko. Tutaj każda postać snuje osobną historię, w innej części Czaroziem, ewentualnie z czasem spotyka innego „narratora”. Suma summarum nie sposób wkręcić się w tę książkę. To znaczy nie, źle to ujęłam. W nią można się wkręcić na spokojnie. Tyle że ilekroć mi się to udawało, rozdział kończył się jakimś zaskakującym i ciekawym wydarzeniem, po czym okazywało się, że na dalszą część muszę czekać tak około dwudziestu stron. Dwudziestu stron, na których pojawiły się kolejne dwa lub trzy wątki, które mnie zaciekawiły… i na rozwiązanie których ponownie musiałam czekać te kilkadziesiąt stron, a w tym czasie zupełnie tracąc zainteresowanie wcześniejszymi wydarzeniami… bo czekałam już na te kolejne. Cholera, powiedzcie, że zrozumieliście. Bo naprawdę nie wiem, jak inaczej ubrać to w słowa. Wiatrodziej to dla mnie książka zbyt tłoczna, przez co męcząca. Z drugiej strony nie mogę zaprzeczyć, że nadal mnie ciekawi i, niech skonam, sięgnę po kontynuację, tego jestem pewna.

ALE O CO CHODZI?
Wiecie czego mi zabrakło? Przypomnienia wydarzeń z Dziejki. Od lektury pierwszego tomu minęło coś koło pół roku, więc uważam, że jeżeli ktoś tak jak ja czytał ją w okolicach jej premiery, to ma prawo nie pamiętać detali. Okej, wiem o co chodziło mniej więcej, ale skoro Dennard wykreowała w Dziejce sporo wątków powiązanych z polityką, pomordowała całkiem pokaźną grupkę postaci i generalnie pod koniec równo namieszała, to wydaje mi się, że gdzieś na początku książki powinno się subtelnie wspomnieć o tym co, jak i dlaczego. A tutaj zostajemy znów porwani w wir wydarzeń, gdzie bohaterowie notorycznie wspominają o czymś, co miało miejsce w Dziejce, a my nic z tego nie wiemy. Przynajmniej ja nic nie wiedziałam i musiałam ogromnie wytężyć mózgowie, aby ogarnąć co autor miał na myśli. A, i nadal nie jestem pewna wniosków, do których doszłam.

IM GŁĘBIEJ W LAS, TYM PYTAŃ WINCY, A ODPOWIEDZI MNIEJ
Jak już jesteśmy przy tym czego zabrakło Wiatrodziejowi, to z bólem serca stwierdzam, ze nadal nie otrzymałam konkretnych odpowiedzi, których oczekiwałam od niego. Wciąż nie wiem o co tak konkretnie chodzi z rozszczepieńcami. Ba! Dennard rozwinęła ich rolę w książce, dała im więcej mocy, ponownie nie tłumacząc skąd u licha się wzięły. Nawiasem mówiąc uważam, ten wątek za pieruński plus WiatrodziejaOwszem, pojawił się opis rozszczepiania z perspektywy splotodziejki (nie mogę zdradzić ani pół słówka więcej, wybaczcie), jednak nie potrafię uznać tego za wyjaśnienie. Ponadto pytań się oczywiście namnożyło, jak to zwykle bywa w drugim tomie. I sama nie wiem, czy teraz jest to minus, czy plus. Z jednej strony czuję irytację brakiem odpowiedzi… a z drugiej ta niewiedza i moja wrodzona ciekawość sprawiają, że planuję przeczytać trzecią część. Ba, ja na nią czekam! Chyba jestem masochistką.

UMRZYJ, BO PSUJESZ!
Wiecie co? Chyba najpierw opowiem wam o tym, co było złe, a później przejdę do plusów, dobrze? Pora więc na czarną owcę tejże książki.. czyli tytułowego wiatrodzieja. Matulu, pierwszy raz w życiu życzyłam śmierci postaci, która nie była tą złą. Serio. Merik jakoś na drugiej stronie powieści finguje swoją śmierć, a później przez resztę książki lata i szuka zemsty. Książę ma w nosie to, że wszystko krzyczy do niego „Ośle, nie masz racji!” i w zaparte próbuje wmówić sobie i innym, że tę rację ma. W tym celu tarza się w błocie, fekaliach i innych ohydztwach, bo taki z niego tajniak! W między czasie totalnie ignoruje fakt, że po jego ciele śmigają jakieś czarne mazaje. Bo przecież to normalne zjawisko, prawda? No właśnie nie do końca. Merik w tej części był potwornie irytujący i jeszcze bardziej nudny. Rozdziały, w których to on był narratorem były absolutnie najgorsze i nie jest przypadkiem to, że to właśnie gdy pojawiał się waleczny Nihar, Ula szła zaparzyć sobie herbatki, sprawdzić maila, czy zrobić cokolwiek, aby odwlec spotkanie z księciem.

CHYBA POLUBIĘ KREW
Mam wrażenie, ze wyczerpałam już listę minusów (oh, gdybyście widzieli moje notatki, powstałe w nocy, kiedy czytałam WIatrodzieja. Majstersztyk, zaiste xD). Pora na zalety i zacznę od tej największej, która notabene była też jedną z większych pozytywnych stron tomu pierwszego. Krwiodziej. Cholera, uwielbiam tego typa. Jeśli rozdziały Merika były najgorszymi, to te, które opowiadał Aeduan były zdecydowanie najlepsze. I to bez wyjątku, każdy. Czekałam na nie, kartkowałam powieść, aby sprawdzić kiedy znów pojawi się mój ulubieniec. Aeduan przez całą książkę przechodził metamorfozę w towarzystwie Iseult, tak jak się spodziewałam… chociaż nie do końca. Chwała niebiosom, Dennard nie połączyła tej dwójki w taki sposób, jaki sugerowały wydarzenia z Dziejki. Okej, mam wrażenie, że to prędzej czy później pójdzie w tym kierunku, ale na chwilę obecną jest to bardzo subtelne, co ogromnie mi przypadło do gustu. Z resztą hej! Mi się wszystko, co związane z Aeduanem podoba.

COŚ BYM WAM POWIEDZIAŁA, ALE NIE MOGĘ
Kolejny plus Dennard dostaje ode mnie za Iseult i całą tę akcje ze snami i rozwojem jej mocy. Kurczę, chciałabym wam napisać coś więcej, ale to byłby karygodny spoiler. Spróbuję jakoś to obejść… Otóż Iseult w Wiatrodzieju w pewnym sensie odkryje siebie na nowo, zyska pazur i władzę, jakiej w zasadzie nie pragnęła. To było naprawdę dobre i chcę więcej.

KALEJDOSKOP CHARAKTERÓW
Jeśli jesteśmy już przy bohaterach, to w zasadzie jako plusy mogę uznać całą resztę postaci. Nie chcę tutaj rozwodzić się nad każdym z osobna, więc postaram się streszczać. Na pewno przypadła mi do gustu postać cesarzowej Vanessy – potężnej i charakternej żelazodziejki. Bardzo zaciekawiła mnie osoba Cadena. Niestety, o tym panu nic wam nie powiem – to trzeba samemu odkryć razem z Safi, inaczej stracicie całą przyjemność z poznawania tegoż bohatera. Nie mniej jednak wszystko wskazuje na to, że w trzecim tomie będzie go całkiem sporo, a jeśli Dennard i tym razem nie da mi odpowiedzi, na pytania, których ciasna siatka spowija Cadena, to nie ręczę za siebie. Kto jeszcze? Zdecydowanie Cam – i tutaj nawet nie wiem, co mogłabym napisać, bo pod koniec książki totalnie się pogubiłam w tym, kim jest ta postać. Nawet nie wiem, czy odmieniać czasowniki w rodzaju męskim, czy żeńskim. Jestem w kropce. Trzeci tomie, daj mi wiec odpowiedzi i na pytania dotyczące Cam! A taką wisienką na torcie jest Vivia – siostra Merika, dążąca do objecia tronu Nubrevny. Piekielnie silna kobieta, uparta i inteligentna. To lubię, to cenię i cieszę się, że Dennard pozwoliła Vivii opowiedzieć swoją historię osobiście. Tak więc jeśli o plusy chodzi, to zdecydowanie są nimi bohaterowie Wiatrodzieja, z małym, tytułowym wyjątkiem. Postacie są tutaj barwne, pełne indywidualnych cech, a to dla mnie ogromna zaleta.

MIŁOŚCI NIEUŚWIADCZYCIE
Ano właśnie. O ile w Dziejce wątek romantyczny się pojawił, takk tutaj w zasadzie nie znalazłam takowego. Okej, między krwiodziejem a więziodziejką być może coś się w kolejnym tomie może wydarzyć, ale nie w Wiatrodzieju. Można też liczyć na wątek miłości homoseksualnej, ale to również nie w tej części. Jednym słowem - jeśli macie dość miłostek, to mam dla was dobrą wiadomość! Wiatrodziej jest bezmiłośćiowy, zaiste.

COŚ ZA COŚ
Może i nie ma w nim miłostek, za to zdecydowanie jest krew. I flaki. I trupy. Dużo trupów. Są palone zwłoki, są porywane dzieci (Nie mogę nic o tym powiedzieć, ale zżera mnie ciekawość w tym przypadku!), są pościgi i porwania, pożary i wybuchy... Oj, dzieje się! I to jest ogromna zaleta, tylko żeby jeszcze nie skakano tak między narracjami. Ale tak poza tymi zmianami, to naprawdę nie sposób narzekać na nudę, bo co krok następują zwroty akcji, często suto skropione krwią. To się ceni, to się chwali ;).

NA KONIEC O UCZCIE DLA OKA
Tak na sam koniec zostawiłam to, o czym zwykle piszę na początku, a mianowicie wygląd książki. Kurde, Wiatrodziej prezentuje się fenomenalnie. W Dziejce czegoś mi brakowało, natomiast tutaj nie mam zastrzeżeń. No, prawie nie mam. Wyjątkowo znalazłam w tekście literówki, a nawet dwie linijki napisane bez użycia spacji (ale miałam mindfuck, myślałam, że to jakiś omam!), ale poza tym wszystko wygląda świetnie – jak to zwykle bywa w przypadku SQN. W zasadzie ta okładka nieco utrudnia czytanie, wiecie? Przez pierwsze kilka godzin notorycznie przerywałam czytanie, aby tak tępo popatrzyć się na okładkę. Serio <3

NIE WIEM JAK ZAKOŃCZYĆ!
Podsumowując… ja nie wiem, czy ta recenzja jest pozytywna, czy negatywna. W życiu nie miałam tak dziwnych odczuć względem książki. Wiatrodziej z jednej strony mnie zawiódł, a z drugiej strony sprawił, że chcę kupić trzeci tom. Nie mam pojęcia komu go polecić. Właściwie to najpierw bierzcie się za Dziejkę – jeżeli ona się wam spodoba i nie będzie irytować, to próbujcie drugiego tomu. Jeżeli jednak was zirytuje, to oszczędźcie sobie czasu. Tak mi się wydaje będzie najrozsądniej ;).

A co wy o tym sądzicie? Jesteście gotowi na spotkanie z Wiatrodziejem? Ryzykujecie? ;)
Buziaki ;*
Q.


Za śliczną książkę dziękuję wydawnictwu SQN ;)


20 komentarzy:

  1. Uwielbiam Prawdodziejkę i mega chcę przeczytać Wiatrodzieja!
    Powiem ci, że Merik też mnie jakoś specjalnie nie zachwycił - sprawia wrażenie, jakby połknął ten patyk od miotły, pan poważny XD O Vivii chcę się dowiedzieć zdecydowanie więcej niż wiem teraz, bo w pierpwszej części odnosiłam wrażenie, że będzie czarnym charakterem, a tu proszę, surprise
    Ta krwistość to straszna zaleta, uwielbiam flaki... oczywiście tylko w książkach, na talerzu są obleśne XD
    Jeśli już o krwi mowa... hehehe... Kocham Krwiodzieja, to niewątpliwie najlepsza postać i czekam na jej rozwój w Wiatrodzieju ahsgshgsahg
    Fajnie że nie ma tu wątku miłosnego,w Prawdodziejce też był bardzo delikatny i subtelny więc jestem zadowolona :)
    Super recenzja!
    Pozdrawiam cieplutko!
    Książkowy Zakątek

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam Wiatrodzieja i jak dla mnie jest genialny :D Też uwielbiam postać Aeduana i rozdziały z nim :D Ogólnie to ta część podobała mi się bardzie niż pierwsza xD Teraz czekam na Krwiodzieja i mam nadzieję, że skoro on jest tytułowym bohaterem, to jego i Iseult będzie najwięcej :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  3. Prwadodziejka była dla mnie dość... dziwną lekturą? xD
    I denerwowalo mnie to, że autorka tak właściwie nie dała żadnych wyjaśnień tych wszystkich dziwno-śmiesznych nazw, które pojawiają się w książce, ale ogólnie to miło spędziłam przy niej czas. ^^
    Na razie jednak odpuszczam sobie Wiatrodzieja, tym bardziej, że już w pierwszym tomie Merik mnie trochę irytował, a jak piszesz, że w drugim jest jeszcze gorzej... Łoo luju - niee, mam zdecydowanie dość irytujących bohaterów. xD
    Jednak może kiedyś przeczytam... :D
    Pozdrawiam ;)
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha jakbym słyszała siebie po lekturze Dziejki :') w sumie nie tyle denerwowały mnie nazwy, co brak wyjaśnień tych mocy magicznych. A Merik w tym tomie był jak słowo daję, nie do zniesienia!
      Buziaki 😘

      Usuń
  4. Oooo "w końcu" post bez zachwytów nad tą książką! Mnie na razie seria nie interesuje no XD Zbyt modna, zbyt młodzieżowa. Nie chce teraz tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być szczerze, zresztą jak zawsze ;) Sama nie wiem czy to jest pozytywna czy negatywna recenzja w sumie... Chyba coś po środku xD i totalnie cię rozumiem, też często omijam "zbyt modne" książki ;)

      Usuń
  5. Kurczę, sama jeszcze nie czytałam tej serii, chociaż mam ją w planach, więc nie powiem Ci, jak to było u mnie z Wiatrodziejem. Czasem też tak mam, że znajduję w książce ciekawy świat, interesujących bohaterów i dobrą akcję, i nawet pomimo tego, że nie umiałam się wciągnąć, coś mnie kusi do kontynuowania tej serii. Być może masz dobre przeczucia i trzeci tom okaże się lepszy. A ja muszę jak najprędzej nadrobić tą serię :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, on miał premię w dniu dodania posta, także nawet nie pytałam o to czy już ktoś czytał xD
      Skoro 3 tom ma się nazywać Krwiodziej... To nie wyobrażam sobie, że mógłby być zły ;) Ale recenzji pisać nie planuję - nie widzę sensu w pisaniu o tomach od 3 w górę ;<

      Usuń
  6. Jestem więc w drugiej grupie, Prawdodziejka mnie irytowała i właśnie dlatego nawet nie planuję ostatecznie sięgnąć po Wiatrodzieja (mimo, że po napisaniu na blogu opinii na świeżo jeszcze to rozważałam).
    aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajoma zbiłaby więc z Tobą pionę ;P

      Usuń
  7. Uwielbiam takie opisy :D Napiszmy jak najwięcej, zdradźmy wszystko, po co w ogóle macie czytać książkę? :D :D
    Bankowo nie sięgnę po "Wiatrodzieja" - prawdę powiedziawszy, spotkałam się tyloma słabymi opiniami odnośnie "Prawdodziejki", że podziękuję ;)

    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie opis nie zdradza niczego, coby nie wynikało z pierwszego tomu albo nie miało mi miejsca gdzieś na samiutkim początku Wiatrodzieja ;)

      Usuń
  8. Nie czytałam jeszcze "Prawdodziejki", ale jest tyyyle sprzecznych opinii na temat tej serii, że... koniecznie muszę po nią sięgnąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Dziejkę mogę polecić, bo była całkiem niezła ;P

      Usuń
  9. Nie czytałam tej serii nie potrafię się wypowiedzieć, ale faktycznie, czasami opisy książek mylą. Fajnie, że napisałaś szczerze :)
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten akurat nie mylił ;)
      Starałam się, z resztą jak zawsze ;P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Mi Prawdodziejka bardzo się spodobała i z pewnością sięgnę po kolejny tom. No i mimo, że twoja recenzja była negatywnopozytywna to i tak bardzo, ale to bardzo mnie zaciekawiłaś Wiatrodziejem! Ludzie, jestem masakrycznie ciekawa wątku z Aeduanem (czy jak mu tam było) i Iseult!! Szkoda tylko, że Merik jest słaby... W pierwszej części miała co do niego bardzo mieszane uczucia i miałam nadzieję, że w tej części się poprawi :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na Twoją recenzję ;*
      Właściwie o to mi chodziło, w sensie nie chciałam bujać, że Wiatrodziej jest doskonały, ale też nie chciałam zniechęcać. bo w sumie nie był zły ;)
      Merik był beznadziejny, zaiste ;<

      Usuń
  11. Ja jak zwykle w lesie... znaczy, nie czytałam też pierwszego tomu :P
    Masz rację to dziwna recenzja :P Masz nieco mieszane uczucia, ale skoro chcesz kupić trzeci tom, to musi mieć coś w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze nie wiem, czy chcę sięgnąć po Wiatrodzieja. Prawdodziejka mnie nie zachwyciła, ale pod koniec zainteresowała, więc chętnie poznałabym lepiej świat stworzony przez Dennard. Ale z drugiej strony myśl o kiepskich postaciach i nieszczególnym stylu autorki jakoś skutecznie mnie odrzucają. Niestety po Twojej recenzji nie jestem ani o krok bliżej do podjęcia decyzji (tak, też nie wiem, czy ta recenzja była pozytywna czy negatywna, ale czytało się ją bardzo dobrze) :D

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)