Hmm… jak tak teraz myślę, to nie potrafię wyjaśnić co mnie skłoniło do przeczytania tej książki. Właściwie to miałam więcej obaw, niż nadziei. Bo co nowego można powiedzieć w temacie miłości dwójki nastolatków z dwóch diametralnie różnych światów? Ile już było takich historii? Obawiałam się nudy i utartych schematów. Nudy nie znalazłam. Co do schematów.. Kurczę, schematy były, ale jak gdyby… odrestaurowane? Chodzi mi o to, że chociaż historia sama w sobie była dość przewidywalna, to sposób, w jaki opowiedziały ją Amie Kaufman i Meagan Spooner sprawił, że to nie irytowało, a wręcz wciągało. Ale o tym za chwilę ;).
Przygodę z W ramionach gwiazd rozpoczynamy na Ikarze. Jest to największy, najnowocześniejszy statek kosmiczny, podróżujący między wymiarami. Na pokładzie przebywają zarówno przedstawiciele elity, jak i ich ochrona, czy też zwykli żołnierze. Jednym z pasażerów jest Taraver Merendsen - młody chłopak, który za swoje zasługi na froncie zyskał tytuł majora. Na balu zorganizowanym na pokładzie Ikara poznaje córkę właściciela statku, a tym samym najbogatszą nastolatkę w Galaktyce, Lilac LaRoux. Jednak Taraver nie jest świadomy z kim rozmawia. Między parą bohaterów nawiązuje się cieniutka więź, która jednak zostaje zerwana już następnego dnia przez Lilac. Niespodziewanie na pokładzie Ikara rozbrzmiewa alarm, ogłaszający ewakuację. Statek ulega awarii. W zamieszaniu wywołanym przez ludzi z wyższych sfer Lilac i Tarver trafiają do jednej kapsuły ratunkowej i oddzielają się od reszty pasażerów. Wkrótce lądują - a raczej rozbijają się - na nieznanej planecie, zupełnie sami, bez możliwości skontaktowania się z cywilizacją. I tak zaczyna się ich wspólna podróż w poszukiwaniu pomocy, pełna zagadek i zagrożeń, czekających na nich co krok.
A więc wiecie już mniej więcej o czym mowa ;). Przyznajcie, że historia trąci banałem, prawda? Kolejna zakazana miłość. Kolejny Romeo i kolejna Julia, tyle że nie w pięknej Weronie, a w centrum Kosmosu. Pora przygotować się na kolejne słodkie insta-love. Nic z tych rzeczy! Autorki nie pozwoliły sobie na powielanie romansu Szekspira. Doskonale poradziły sobie z manipulacją i zabawą schematami. Książkę czytało mi się lekko i przyjemnie, chociaż początek trochę się dłużył. Faktem jest, że na prawdziwą akcje musiałam chwile poczekać, ale było warto. Podróż Lilac i Tarvera okazała się fascynująca, czego się nie spodziewałam. Myślałam, że trafię na kolejne W pustyni i w puszczy, a tymczasem panie Kaufman i Spooner zaskoczyły mnie tajemniczymi zjawiskami, zmusiły do główkowania i szukania odpowiedzi razem głównymi bohaterami. Autorkom udało się mnie zaskoczyć zakończeniem, za co należą im się gratulacje.
