środa, 25 października 2017

Rozmawiając z nieznajomym... | Listy do utraconej, Brigid Kemmerer

Czołem Kafki!
Ostatnio dopisuje mi szczęście, jeśli chodzi o wybór młodzieżówek. Dziś znów przychodzę do was z informacją o niczego sobie perełce. Perełka nosi tytuł Listy do utraconej, a napisała ją Brigid Kemmerer. To tak tytułem wstępu ;)



POKRÓTCE O WSZYSTKIM…
Mama Juliet była słynną fotografką. Była, ponieważ kilka miesięcy temu zginęła w wypadku samochodowym. Juliet nie może poradzić sobie z utratą matki. Niemalże codziennie odwiedza jej grób i pozostawia na nim listy do swojej mamy. Pewnego dnia ze zdziwieniem odkrywa, że ktoś śmiał przeczytać jej nietypową korespondencję i na nią odpowiedzieć. Nie wie jednak czyja to sprawka. W złości pisze list do nieznajomego i pozostawia go przy grobie mamy.
Declan odczytuje tę odpowiedź podczas swojej kary za spowodowanie wypadku, którą jest praca na cmentarzu. I tak pomiędzy tą dwójką nawiązuje się niecodzienny dialog. Zarówno ona, jak i on nie wiedzą z kim rozmawiają, jednak z listu na list otwierają się przed sobą coraz bardziej.
Do czego doprowadzi ta „znajomość”? Co każde z nich da drugiemu? Jak rozmowy na piśmie wpłyną na nich samych? Przeczytajcie, a się dowiecie.


PRZEKRÓJ RODZIN WSZELAKICH
Muszę zacząć od (moim zdaniem) największego atutu tej książki. Nie, nie będzie to wątek romantyczny, humor czy wciągająca fabuła. Tym razem największym plusem okazało się bowiem to, jak wiele miejsca Brigid Kemmerer w swojej powieści  poświęciła przedstawieniu nam różnych „rodzajów” rodzin i relacji pomiędzy dzieckiem a rodzicem.
Mamy tutaj chłopaka, którego ojciec był sadystą i się nad nim znęcał, mamy dziewczynę, której mama zaszłą w ciążę będąc bardzo młoda, a potem sama wychowywała córkę, mamy też chłopaka, którego rodzice nie bardzo umieli być rodzicami i zrzucali na jego barki zbyt duży ciężar, i mamy w końcu dziewczynę której matki nigdy nie było w domu, bo oddawała się swojej pracy. Autorka doskonale pokazała, jak wielki wpływ na charakter nastolatków mają zachowania ich rodziców. Każde dziecko potrzebuje poczucia wspólnoty i bezpieczeństwa, jakie daje rodzina. Kemmerer w swojej książce zobrazowała aż trzy możliwe przypadki zaniedbania zaspokojenia tej potrzeby, przy czym w każdym przypadku skutki były inne.
Kurcze, ogromnie podobał mi się wątek różnorodności rodzinnych relacji w Listach do utraconej. Z jednej strony zalewała mnie krew, gdy poznawałam rodzinne tajemnice Declana, z drugiej współczułam całym sercem Revowowi tego, co przeszedł. Z resztą Rev był bardzo ciekawą postacią, ale o tym za chwilę. Kolejnym nieustannie towarzyszącym mi uczuciem było… hmm, to znów było współczucie, ale innego rodzaju - współczułam Juliet tego, że jej matka nie potrafiła być normalną matką, że więcej jej nie było, niż była, i że Jules za wszelką cenę chciała zwrócić na siebie jej uwagę, a ta tego nie zauważała.
Brigid Kemmerer odwaliła kawał dobrej roboty sprawiając, że Listy do utraconej nie okazały się kolejną nic nie wnoszącą do życia czytelnika książeczką. W prawdzie nadal jest to młodzieżówka, ale jest to młodzieżówka mądra. Z resztą na tym wątku jej wartościowość się nie kończy.


ZATRZYMAJ SIĘ, ZASTANÓW CHWILKĘ
Kolejnym niesamowitym plusem jest to, jak gładko i naturalnie autorka skłania czytelnika do przemyśleń. W swoich rozmowach Declan i Jules poruszają tematy ciężkie, powiedziałabym wręcz, że trochę filozoficzne. Rozmawiają o śmierci i poczuciu winy, o przeznaczeniu i konsekwencjach podjętych decyzji. Często w listach (a później mailach) pojawiają się pytania, na które nasi bohaterowie nie udzielają jednoznacznej, ostatecznej odpowiedzi. Kemmerer podsuwa nam kilka różnych możliwości odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie, ale nie ogranicza nas, pozostawia otwartą furtkę, aby to czytelnik sam zadecydował co on myśli na dany temat. Ja niejednokrotnie przerywałam na chwilę czytanie, aby zastanowić się nad pewnymi rzeczami, przemyśleć je i poukładać sobie w głowie. Szczerze? Do tej pory jestem zaskoczona tym, jak dziwnie zaskoczyły mnie Listy do utraconej. I wiecie co? Chcę więcej takich zaskoczeń. Zdecydowanie.


POZORY MYLĄ ;)
Myślicie, że to już wszystko, że teraz przejdę do kreacji postaci i takich tam? Otóż nie. Mam  jeszcze jedną niespodziewankę ;). Spodobało mi się bowiem to, że Kemmerer spory nacisk położyła na to, aby uświadomić czytelnikowi jak wielką pomyłką może być ocenianie książki po okładce. Historia Declana udowadnia, że nie należy oceniać ludzi po pozorach, że kierowanie się stereotypami powinno być surowo zakazane, a opinię o drugim człowieku wolno nam wygłaszać dopiero, kiedy go poznamy. Nie bardzo wiem jak napisać o tymm coś więcej bez zdradzenia wam istotnych rzeczy… więc na tym poprzestanę.  Po prostu chylę czoła autorce za to, ile ważnych spraw wplotła w opowieść o Cmentarnej Dziewczynie i Mroku.


ŚWIETNY WĄTEK-NIE-ROMANTYCZNY
Wiecie co jest bardzo fajne? Zaskoczenie tym, jak w tej książce poprowadzono wątek romantyczny. Kurczę, to wciągało, uzależniało. Poważnie, siedząc w szkole nie mogłam  doczekać się powrotu do domu i możliwości przeczytania kolejnego rozdziału. A najśmieszniejsze jest to, że przez całą książkę nie pojawiły się żadne dzikie flirty, żadne namiętności i romantyczności. Relacja pomiędzy Declanem a Jules się zacieśniała i po prostu nie mogłam doczekać się momentu, w którym jedno z nich ujawni drugiemu swoją tożsamość. Dawno nie wciągnęłam się tak w wątek romantyczny. Od razu jednak chcę uspokoić wszystkich tych, którzy miłostek nie lubią – tu miłostek nie ma. W całej książce pojawia się (bodajże) jeden pocałunek. Zero sztuczności, zero nienaturalnie szybkiego zakochania, zero takich pierdółek, których sama nietoleruję. To jest naprawdę dobre. Serio.


DOPIĘCI NA OSTATNI GUZIK!
Mówiłam już, że Kemmerer dopracowała zarówno główne, jak i drugoplanowe postaci perfekcyjnie? Nie? No to mówię teraz. Autorka zadbała zarówno o to, jak postrzegani przez otoczenie są bohaterowie, jak i o to jacy są pod fasadą pozorów. Obie „wersje” – ta publiczna i ta prywatna – zawsze były ze sobą spójne, nic tu nie zgrzytało. Ja swój serce oddałam Declanowi, który okazał się taką… taką rozgrzewką przed czekającym mnie już niebawem spotkaniem z Rhysem. W prawdzie nie miał skrzydeł i magicznych mocy, ale by równie czarujący, równie troskliwy i dobry, a całe to dobro skrywał za murem zbudowanym z wredności i strachu. Przypomina wam to kogoś? ;)
Drugim z moich ulubieńców stał się Rev – najlepszy przyjaciel Declana. I tu niestety zbyt wiele nie mogę wam zdradzić. Powiem jedynie, że ten chłopak intrygował mnie od samego początku, a potem z każdym pojawieniem się na stronach książki wzbudzał coraz większe pokłady sympatii.


WCIĄGNIE WAS. SERIO.
Muszę wam powiedzieć, że czyta się to pierunem. Może to za sprawką krótkich rozdziałów – na przemian z perspektywy Juliet i Declana, może to za sprawą lekkości pióra Kemmerer, może zasługi należy przypisać świetnie przemyślanej histori. Nie wiem. Chyba wszystkie trzy czynniki są równie ważne. W każdym bądź razie zaczytałam się na amen. Teraz mam smutek, że to już koniec. Nie mam kaca, bo czuję się taka idealnie zaspokojona, ale coś czuję, że po kolejne książki tej pani sięgać będę w ciemno. Kupiła mnie tą historią. I mam nadzieję, że was też kupi.


A WIĘC…
Powiedzcie, że już was przekonałam. Bo naprawdę się starałam. Gorąco polecam Listy do utraconej wszystkim nastolatkom szukającym dobrej młodzieżówki. Bo to JEST dobra młodzieżówka, zaiste. Wciągająca historia, sporo ważnych tematów przeplecionych z świeżym wątkiem romantycznym, ciekawi bohaterowie…. Czegóż chcieć więcej? ;)




Nyrynynyny! Skusicie się? Nie? A może już czytaliście Listy…? Czekam na was w komentarzach!



Przesyłam całusy i pamiętajcie: gorąca herbata to lek na każde zło!
Ula ;*




Za książkę dziękuję wydawnictwu YA! ;)

16 komentarzy:

  1. Emmmm... :/
    Nie, jakoś mnie to nie przekonuje, zresztą mnie się ostatnio nic nie podoba. KOMPLETNIE NIC.
    Zresztą wiesz, tu nie ma wampirów, żadnych fae, łowców, ani Jace'a, więc... Nie sięgnę xD
    PS Bardziej mi się podoba to niewykadrowane foto xD
    Pozdrawiam gorrrąco:)
    Kasia z niekulturalnie.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ochotę na ten tytuł od dłuższego czasu, tylko niestety wciąż nie może trafić w moje łapki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest na mojej liście priorytetów. :)
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam z tym do czynienia niestety ;)
    Zapraszam do mnie, mogłabym prosić o kliknięcie w link w tym poście? Byłabym bardzo wdzięczna :)
    Przy okazji zachęcam do wspólnej obserwacji :)

    http://veronicalucy.blogspot.com/2017/10/lace-up-skirt.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem na tak, udało ci się mnie przekonać. Tylko teraz rozpacz mego serca... kiedy ja ją dorwę?!

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka raczej nie w moim stylu, ALE... cieszę się niesamowicie, że jednak istnieją młodzieżówki, które są mądre i przekazują ważne wartości zamiast kłaść młodym ludziom do głowy, że wystarczy jedno spojrzenie, żeby się zakochać na amen.
    Serdeczności
    Przeliterowana

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie przekonałaś :)
    Uwielbiam świetne zarysowanych bohaterów i fajnie nakreślone relacje między nimi, więc na sto pięć procent przeczytam ;)

    Pozdrawiam w ten zimny dzień ( :< ),
    Paulina z naksiazki.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładkę wielokrotnie już widziałam, ale nie czytałam o czym jest ta książka. xdd Po takiej recenzji jestem nią bardzo zainteresowana. :D
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  9. Również jestem fanką tej książki :) dużo emocji i porusza ważne tematy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Listy do utraconej z całego serca. To właśnie za takie książki pokochałam młodzieżówki i oby było takich więcej. Rev zdecydowanie zasługuje na uwagę i mam wrażenie, że dogadałabym się z nim w realnym życiu. Mnie również podobało się to, że wątek romantyczny, choć istniał, zajmował miejsce gdzieś w tle. Na pierwszy plan wysunięte był zaś temat cierpienia i stereotypów. To zdecydowanie jedna z najmądrzejszych młodzieżówek, jakie czytałam :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam wielką ochotę przeczytać tę książkę. Twojego bloga dosaję do obserwowanych.:)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Listy do utraconej" to faktycznie młodzieżowa powieść, ale powieść niesamowicie mądra i wartościowa. Przemyślenia towarzyszą czytelnikowi jeszcze długo po zakończeniu lektury, więc to świetna propozycja szczególnie na przedświąteczny okres. Przypomina o tym, co naprawdę ważne. Polecamy wraz z Tobą! Świetna recenzja! :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)