środa, 2 listopada 2016

Spowita w sieć intryg, czyli Marvel na papierze ;)

Miało być zdjęcie, ale telefon się zbuntował i powiedział, ze on mi nie da zgrać zdjęć na laptop. Bo nie. Więc jest to ;).
Cześć Muszki!
Jejku, dawno mnie tu nie było. A wszystko przez te cholerę, o której zaraz będzie mowa. Książka, którą zaraz wam przedstawię zaskoczyła mnie, ale tym samym zabrała sporo czasu… stąd cisza na blogu. Zaraz wszystko Wam wyjaśnię ;). Zapraszam na recenzję książki autorstwa Margaret Stohl pt. Czarna Wdowa. Na zawsze czerwona.

No tak, i jak tu opowiedzieć tę historię, bez ani połówki spoileru… Ciężkie będzie to zadanie, ale spróbuję. Ja bym nie spróbowała?!



HISTORIA W PIGUŁCE
Natasha Romanoff to jedna z Avengers’ów -  superbohaterów znanych w całych Stanach Zjednoczonych… i nie tylko. Znana jako Czarna Wdowa słynie ze swojego profesjonalizmu i braku litości dla wroga. Cechy te zawdzięcza morderczemu treningowi, jaki w młodości zaserwował jej Ivan Somodorov – nieco szalony nauczyciel z rosyjskiej szkoły tajnych szpiegów, Czerwonej Komnaty. Wiele lat po tym, jak Natasha opuściła szkołę kobieta dostaje zlecenie na swojego byłego nauczyciela. Ma dokonać jego egzekucji. W czasie wykonywania misji Czarna Wdowa ratuje małą, rudowłosą dziewczynkę, na której Ivan przeprowadzał tajemnicze eksperymenty. Natasha nie jest świadoma, jak wiele połączy ją z ocaloną Rosjanką – Avą Orlovą. Jedenaście lat po tym wydarzeniu z sierocińców zaczynają znikać dzieci, a do uszu Natashy docierają pogłoski o technologii pochodzącej z czerwonej Komnaty. Tropiąc sprawę kobieta wpląta się w nie lada intrygę i pociągnie za sobą Avę oraz chłopaka, który nawiedza nastolatkę we snach. Co się stanie z tą trójką? Kim jest ciemnooki nieznajomy, którego co noc  we śnie spotyka Ava? Czy Czarnej Wdowie uda się rozwikłać zagadkę znikających dzieci? No, ja Wam tego nie zdradzę! Sięgnijcie po Czarną Wdowę, a się dowiecie ;)

CHCIAŁAM OGNIA, A DOSTAŁAM… PŁOMYCZEK :’(
Uwielbiam Marvela. Nałogowo wręcz oglądam te wszystkie filmy, a później przez tydzień sprawdzam, czy aby przypadkiem nie mam jakiejś bardzo bardzo bardzo baaardzooo głęboko ukrytej super mocy. Wiecie, władanie nad metalem, albo ostrza z adamantium wysuwające się z… no na przykład z pazurków. Takie… mordercze hybrydy <3 Biorąc się za Czarną Wdowę miałam nadzieję na przeżycie czegoś cudownego. Wyobrażałam sobie godziny spędzone z książką, z rozdziawionymi na oścież ustami i sercem bijącym w zawrotnym tempie. Liczyłam na niesamowite opisy walk, liczyłam na ogień… a dostałam płomyczek. Takie… malutkie ognisko, ognisiunio wręcz. To mnie nieco ostudziło. Opisy walk okazały się nawet nie w połowie tak absorbujące jak sceny z filmów Marvela. Żeby nie było – zdaję sobie sprawę, że książka to nie film. Nie oznacza to jednak, że opis pojedynku nie jest w stanie wywołać dreszczyku emocji. Jest wiele książek, które przerażają właśnie tymi fragmentami. Tutaj tego nie było. Pobili się, postrzelali, jakoś tak na zimno, bez emocji. Natasha zwykle umiała sobie w głowie wyliczyć jak poleci każda jedna kulka, który snajper siedzi za którą beczułką i w jakiej kolejności planują spróbować ją unicestwić. Szczwana z niej lisiczka była, to fakt. Jak dla mnie ten spryt psuł trochę całą opowieść. Nie potrafiłam odczuwać lęku o Czarną Wdowę, bo z góry zakładałam, ze skoro jest tak zabójczo doskonała, to i tak wymorduje wszystkich zanim mi się woda na herbatę zagotuje. Lipa. Właśnie dlatego czytanie książki zajęło mi tak dużo czasu -  nie ciągnęło mnie do historii, która pachniała niebezpieczeństwem kontrolowanym. Musiałam sporo się naczekać, aż sytuacja wymknie się spod kontroli agentki Romanoff i dopiero wtedy wkręciłam się w opowieść na tyle, aby łykać po sto stron dziennie ;). Nie mniej jednak uważam, że warto było na to poczekać.



CZEŚĆ, JESTEM KAROL. WYJDZIESZ ZA MNIE?
Kolejnym minusem jest wątek romantyczny.  Muszę mocno okroić ten punkt, coby nie zaspoilerować niczego, ughhh! W każdym bądź razie, jak łatwo się domyśleć pomiędzy Avą a Alexem, czyli chłopakiem, który regularnie gości w jej snach zrodzi się uczucie. I ja im daję krzyżyk na drogę, niechaj się kochają ale na litość boską, nie tak szybko! Cała ich znajomość (ta, którą mamy możliwość obserwować na stronach książki) obejmuje może ze cztery dni. Okej, dni te były pieruńsko intensywne, i spędzali je praktycznie od rana do nocy razem, co nie zmienia faktu, że no… to nie ładnie jest tak się zakochać z rozdziału na rozdział. To powinno potrwać tak z pięć rozdziałów, żeby była zachowana minimalna przyzwoitość. On powinien jej kupić kwiatka, ona powinna go cmoknąć w policzek i takie tam bzdety, zanim przejdą do spania w jednym łóżku. I możecie mówić że jestem staroświecka, ale wymagam pieciorozdziałowego stażu przed wspólnym spaniem i koniec. Kropka. I o ile Avę potrafię jakoś usprawiedliwić, bo od dwóch lat śni o tym chłopaku, i co nieco o nim wie, to Alex ma u mnie minusa. Nu-nu-nu, tak się nie robi mój drogi! :<

ALE TO JEST COOL! GRRR!
To będzie najkrótszy, najmniejszy minus. Serio, pójdzie szybko. Krew mnie zalewała jak widziałam słownictwo książkowej młodzieży. Matko i córko, w jakich to się czasach dzieje, skoro dzieci mające smartfony i inne współczesne cacka mówią, że coś jest cool, a nawet supercool?! Ja wiem, ze to drobiazg, ale drażniący. Nie trawię tego słowa, jak dla mnie powinno być zakazane, albo jakoś tłumaczone na polski. Ale to taki pikuś i pewnie każdy, kto ma poukładane w głowie nie zwróci uwagi na wszystkie cool rzeczy, które pojawiają się w Czarnej Wdowie.



BOHATEROWIE ZBUDOWANI ZE SPOILERÓW
Tu chyba kończą się słabe strony Czarnej Wdowy. Pora na plusy ;). Chciałam powiedzieć wam co-nieco o bohaterach… ale doszłam do wniosku, że to niewykonalne. Postacie z książki są skonstruowane tak, że z rozdziału na rozdział zaskakują nas czymś zupełnie nowym dotyczącym ich historii. Margaret Stohl spisała się na medal, chociaż muszę przyznać, że wykazała spore zaufanie dla czytelnika i jego cierpliwości. Bo z początku masa cech i zdolności naszej zakochanej pary jest najzwyczajniej w świecie nielogiczna. Ona nie ma prawa umieć tak skakać, on nie powinien tak doskonale walczyć… Tacy ludzie nie istnieją i czytelnik czuje ten brak realizmu. Ale jeśli poczeka, jeśli pozwoli autorce wyjaśnić, rozwiać mgłę spowijającą naszych bohaterów, to zostanie mile zaskoczony. Serio <3. Z czasem wszystko nabierze sensu, i nawet na chwilę szczęka może nie jednemu opaść, gdy dojdzie do tego skąd te wszystkie talenty i umiejętności, skąd sny o ciemnookim chłopaku walczącym na szable. Dlatego właśnie nie opowiem wam tu o każdej postaci z osobna. Nie chcę poczynić spoilerów, a bez nich opis byłby jedynie połowiczny, niezadowalający.

JEST CZYM OKO NACIESZYĆ
Oj jest, jest! Wydanie Czarnej Wdowy jest fenomenalne! Od okładki z tłoczonym napisem (to się tak mówi? Jeśli nie, to mnie poprawcie - chodzi mi o te takie wypukłe literki :P), przez skrzydełka, a kończąc na grafice wewnątrz książki. Bo musicie wiedzieć, że każdy z rozdziałów rozpoczyna się od takiej czaderskiej tarantuli czy tam co to to jest za pająk obrzydliwy, zwisającej z góry strony i szczerzącej szczękoczułki. Do tego dochodzą ozdobne pierwsze litery każdego rozdziału,  a pomiędzy rozdziałami umieszczono zapiski przesłuchania, które toczy się jak gdyby po wydarzeniach opisanych w książce. I oczywiście strony te są zupełnie inne od pozostałych, szare z znakiem T.A.R.C.Z.Y.  <3. Ponad to książka podzielona jest na kilka części, które oddzielają od siebie ciemnoszare strony (oczywiście z motywem pająka <3)  informujące o tym który akt się rozpoczyna, i wzbogacone o cytat. Cudeńko, zaprawdę powiadam Wam  c u d e ń k o!

KLIMAT RODEM Z MOSKWY
Zabiegiem, który przypadł mi do gustu było wprowadzenie rosyjskich sformułowań… Ba! Całych zdań w języku rosyjskim do powieści. Dzięki temu można było poczuć odrobiną Avy i Natashy. Nie dało się zapomnieć o pochodzeniu i tym, co przeszły devushki Ivana. I chociaż z początku bałam się, ze nie będę rozumiała rosyjskich wstawek, to szybko przyzwyczaiłam się do nich i załapałam, że autorka nie zostawi mnie z rosyjskim na lodzie, że na bank zostawi mi gdzieś tłumaczenie obcojęzycznego tekstu ;).



MAŁA PRYWATA :’)
Skoro był najmniejszy, najkrótszy minus, to pozwolę sobie napisać tu o najmniejszym, najkrótszym plusie, którym jest… Tony Stark <3 Osobiście uwielbiam Iron Man’a, więc gdy tylko okazało się, że Stohl wplotła w całą historię Tony’ego, od razu zapałałam do całej książki większym entuzjazmem <3. Co tu dużo gadać… zapunktowała nim i tyle :’).

KOŃCZĄC…
Kończąc chciałabym powiedzieć, że spodziewałam się czegoś innego. Miałam nadzieję na coś w rodzaju marvelowskiego filmu na papierze, a dostałam… Dostałam dobrą historie z paroma rysami. Nie mniej jednak po podliczeniu wszystkich plusów i minusów, ocenieniu ich wartości i dokonaniu szeregu skomplikowanych obliczeń stwierdzam, iż Czarna Wdowa jest pozycją godną polecenia ;). Komu? Z pewnością wszystkim fanom Marvela :) Ale nei tylko. Myślę, że na historię o Natashy Romanoff skusić się mogą ksiązkoholicy lubujący się w opowieściach z nutką tajemnicy, bo tego jest tutaj pod dostatkiem.

A czy ktoś z Was już poznał historię Czarnej Wdowy? Tak? Nie? A może dopiero macie ja w planach? Albo postanowiliście wpisać ją na listę po mojej recenzji? Czekam na Was w komentarzach!

Buziaki ;*
Q.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa ;)

14 komentarzy:

  1. Ja się niestety z Marvelem nie polubiłam i na ekranie i na papierze, więc tym razem podziękuję. ;) Wiem, robię się przez to niewiarygodna, nikt mi w życiu nie zaufa, ale kurczę, Marvelowe stworki to nie moi ziomkowie. ;/ XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajć, łamiesz mi serce </3
      ale trudno, ile ludzi, tyle gustów i to jest piękne według mnie :D
      Buziaki ;*

      Usuń
  2. Marvel wydał teraz film o Doctoru Strange, a chyba wiesz z czym mi się owy bohater kojarzy... Oczywiście z Bennem, który gra główną rolę *-* Nie wiem jeszcze jak się dostanę do kina, ale tak baaardzo tam chcę być i obejrzeć! Rozgadałam się nie na temat... W każdym razie z Marvelem wiele wspólnego nie miałam i gdyby nie Cumberbach nie wiem czy kojarzyłabym czym jest Marvel (tak wiem, odludek 100%). Nie muszę chyba wspominać, że Avengers’y znam jedynie z nazwy i nic poza tym.
    Uhh, też nie przepadam za takimi wątkami romantycznymi chociaż w Sherlocku, Watson oświadcza się tego samego dnia! Pewnie znajdą się tacy, który twierdzą, że to urok epoki, ale dla mnie nikły to plus. Także ten... Mogło być gorzej, bo tu masz jednak te cztery dni :] Książka nie dla mnie to na pewno, chociaż i mi zapunktowała wyglądem. Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahh, czym byłoby życie bez Benedicta? XD A na film na bank się skuszę, o ile znajdę kompana do kina xD
      Wcale nie taki odludek, ludzie nie kojarzą czym jest Marvel, bo to tylko ułamek sekundy przed filmem widać :D no, i oczywiście na komiksach, ale to trzeba lubić. Ja np komiksów nie lubię, nawet tych marvelowych xD
      Serio? w jeden dzień? Cholera, a ja go tak lubiłam do tej pory :') xD nie no, nadal go lubię, bo to Watson xD
      Żałuję, że nie mam jak tych zdjęć dodać -,- genialnie się prezentuje!
      Buziaki ;*

      Usuń
    2. Serio, serio... Na szczęście w serialu jest nieco rozsądniejszy :")

      Usuń
  3. Marvel jakoś do mnie nie przemawia ;)
    Zapraszam do mnie, może wspólna obserwacja? :)

    veronicalucy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. No i siedzę, i się zastanawiam co to je ten Marvel... Że chodzi o Avengersów? Nawet nie wiem kuźwa jak to się pisze.
    Babo! Nie "W każdym bądź razie" - tak nie wolno! Musi być "w każdym razie".
    Eeee no, tyle się nagadałaś o pięknym wydaniu, a gdzie dowody!? Ja chcę dowody! Dawaj zdjęcia :D I co to za pójście na łatwiznę hę? Tak okładka wzięta z neta? Oooooj, nieładnie Ulu, nieładnie. Mikołaj w tym roku będzie miał Cię w dupie i nie przyjdzie.

    Powiem Ci - nie przeczytam tego, ni choroby xD Mam zbyt wiele innych książek i w domu i na liście książek do przeczytania, więc po co mam sobie dokładać coś średniego? :D

    Buziaki :*
    Kasia z Kasi recenzje książek :)
    (Masz klikacza, w razie miałabyś chęć wejść do mnie xD NIe będziesz musiała włazić przez google+)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah DOBRZE napisałaś! I dobrze pomyślałaś :D
      Babo! Dogadałabyś się z moim lubym, on truje mi o tym samym xD Czasem nawet pamiętam, żeby tak nie pisać... CZASEM :')
      Są zdjęcia ale telefon nie chce współpracować! No i co mu zrobię? jesienna deprecha go złapała i jest tak niewyraźny, że aż go laptok nie chce wykryć :'(
      A to o mikołaju.. czy to się aby nie zalicza do gróźb karalnych? :< A żeby ci się tak same świąteczne reklamy w tym miesiącu trafiały!
      A no w sumie logicznie podjęta decyzja :D
      Ojaaaa, jak się takiego klikacza robi? XD
      Buziak ;*

      Usuń
  5. Mam mieszane uczucia co do te książki i nie wiem, czy po nią sięgać. Z jednej strony Marvel, czyli coś to uwielbiam, z drugiej pokochałam go właśnie za filmy i nie chcę tą książką w jakiś sposób zniszczyć swojego zdania (i uwielbiania Natashy, jaka ona boska!).
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że książka jest dla ciebie bezpieczna, niczego nie zniszczy ;) Okej, do filmów jej daleko, no ale umówmy się - Marvelowe filmy stawiaj poprzeczkę piekielnie wysoko!
      Buziaki :*

      Usuń
  6. Mogłabym się tutaj rozpisać jak zawsze i odnieść się do poszczególnych punktów w Twojej recenzji (jak zazwyczaj), a potem wychwalić Ciebie.....nie czekaj na to jest czas teraz:
    Normalnie wspaniała recenzja! Pomysł z tymi zdaniami na początku, tak jakby tytułami jest fenomenalny! Świetnie się czytało i oczywiście nie zabrakło humoru. Kocham tu przychodzić i już nigdy się mnie stąd nie pozbędziesz. To wszystko Twoja wina! Ty i Twój blog cholernie człowieka przyciągacie. ♥♥

    A więc na czym to ja......a tak! No więc mogłabym napisać wszystkie te rzeczy, ale jest jedno małe "ALE": nienawidzę Marvela! *to czas kiedy masz mnie zamordować swoją super mocą* Myślę, że jakoś mi to wybaczysz ( :D ), ale ja po prostu tego nie trawię. Kompletnie nie moje klimaty, więc zdecydowanie po książkę nie sięgnę, bo już filmy to dla mnie zło, a skoro mówisz, że książka jest gorsza po względem opisu tych walk itd., to już wiem, że nie przypadnie mi do gustu.

    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *uśmiecha się przez przeczytany przed sekundą komentarz*
      O ty! Gdybym cię tak bardzo nie lubiła, to już dawno wykrwawiłabyś się rozszarpana moimi hybrydami z adamantium xDD MASZ SZCZĘŚCIE!
      Buziaki :**

      Usuń
  7. Marvel! Luju, jak ja kocham te filmy! :D DO komiksów nie mogę się niestety przekonać, no ale no :') Moja święta czrórca (?XD) to Thor (o ile mogę go zaliczyć tutaj xD) no luju! Nie wiem jak wam, ale mnie aktor Thora baardzo przypadł do gustu! Wolverine! Niech mnie wszyscy święci pozabijają, no ale! Jego postać jest taka sprzeczna, że cholerka xD no i uwielbiam aktora! :D Loki, Loki :) Kojarzysz może takie zdjęcie... a z resztą klikaj -> https://www.google.pl/search?q=thor+meme+his+adopted&espv=2&biw=1366&bih=662&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiK18eZ_ZTQAhVCjCwKHUyGCo0Q_AUIBigB#imgrc=WapAJXpd0wSx1M%3A hahah xDD Loki bogu xD - poza tym, Loki, Thor - bogowie nordyccy <3 moja bajka! Iiii jeszcze Iron Man :) Ten jego siarczysty sarkazm :D
    "On powinien jej kupić kwiatka, ona powinna go cmoknąć w policzek i takie tam bzdety" - kocham Twoje 'po Bożemu' Ulka xD
    To ja myślałam, że Wdowę obsmarujesz od góry do dołu - bo pieruna tak czytałaś i czytałaś, a jednak nie taka zła :')
    No cóż, może kiedyś przeczytam :D
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam wstęp i Avengersi, i rosyjski szpieg! O Matko! Dobrze się zapowiada!

    Dobra, wady mnie zniechęcają, nie lubię tych miłości w stylu dopiero co się poznali, a godzinę później lądują ze sobą w łóżku. I true love. No błagam.

    Ale te wtrącenia w języku rosyjskim, dla mnie, osoby która ma lekkiego świra na punkcie Rosji (wcale nie na punkcie rosyjskich jednostek zwanych Dymitr, mających cudowny rosyjski akcent i będących "bogami walki", no wcale), to coś co brzmi niezwykle obiecująco i zachęcająco! :D

    Może jeśli jakiś fundusz w przyszłym roku się ostanie, to sobie sprawię własny egzemplarz i przeczytam. :)

    Buziaki! :*
    Ola aka Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)