niedziela, 6 listopada 2016

Liwia powraca! Tęskniliście?

Cześć Zgredki!
O jaaa, dziś ma dla Was coś, czego daaaawno nie było. W Hiszpanii nie było mowy o pisaniu dalszych rozdziałów, bo nie mogłam znaleźć miejsca, w którym panowała by cisza. Po powrocie chwilę zajęło mi ogarnięcie spraw bieżących, więc Arsiene musiało poczekać. Ale w końcu, zmobilizowana Waszymi pytaniami o dalsze losy Liwii tak w komentarzach, jak i w mailach (to był mocny szok dla mnie 😍) usiadłam i ponownie wkroczyłam do podziemnego miasta. 


Zdaję sobie sprawę, że mogliście zapomnieć o czym historia opowiadała, i gdzie się urwała, więc pokrótce Wam ją przypomnę 😉 

Liwia Oharra jest mieszkanką Arsiene, uroczego miasteczka, w którym żyje wraz ze swoim ojcem i bratem. Jest jesień. Dziewczyna z utęsknieniem wyczekuje pierwszych dni lata, bowiem latem ma wyjść za Kwiriona - swojego ukochanego. W rodzinie Oharra krucho z kasą, więc gdy Liwia dostaje spore zlecenie od najbogatszej kobiety w miasteczku, czym prędzej bierze się za haftowanie, bo właśnie na tym zarabia od lat. Kiedy już kończy ostatnią z zamówionych serwet, niefortunnie kuje się igłą w palec, i robótka wpada do studni, na której siedzi Arsienka. Zdesperowana Liwia postanawia zejść na dno zbiornika, aby odzyskać serwetę... jednak nigdzie nie może jej znaleźć. Zwabiona tajemniczym światłem podąża wgłąb podziemnych tuneli, które prowadzą ją do kamiennych drzwi, prowadzącymi do podziemnego miasta - Barruan. Prowadzona przez dwójkę Strażników trafia do zamku władcy Barruan - Viriona, który oświadcza, że od dziś miasto stanie się jej nowym domem, po czym pozostawia dziewczynę z milionem pytań, bez żadnych odpowiedzi. Czemu Liwia nie może wrócić do Arsiene? Po co jest potrzebna królowi? Co czeka dziewczynę w podziemnym mieście? Czytajcie, a się dowiecie! 

Mam nadzieję, że odświeżyłam Waszą pamieć 😁. Poprzednie rozdziały znajdziecie TUTAJ, a ja z całego serducha zapraszam was do Ars... och nie! Tym razem zapraszam Was do Barruan! Mam nadzieję, że Wam się tu spodoba  😋.

ROZDZIAŁ ÓSMY

„To się nie dzieje naprawdę. To tylko sen.” – pomyślała Liwia, starając się zamknąć buzię, która samoczynnie rozwarła się po wyjściu króla.

- Niech mnie ktoś uszczypnie – szepnęła sama do siebie, jednak na tyle głośno, że prośba dotarła do Serpa, który ochoczo spełnił życzenie Arsienki. – Ałaaa! Łapy przy sobie, ośle! – wrzasnęła zaskoczona.

Serapion zarechotał radośnie, ale przezornie wycofał się za Ingiela.

- To nie jest sen, owieczko. – powiedział, po czym ruszył do drzwi Białej Sali. – Chodźcie, co tak stoicie jak widły w…

- Serp! – Ingiel zdecydowanie tracił nerwy do swojego towarzysza.

Liwia pomimo całej tej niedorzecznej sytuacji z porwaniem zaczynała współczuć rudemu Strażnikowi. Na dłuższą metę mężczyzna był nieszkodliwy, a zgarniał same reprymendy. Ale w sumie co ją to obchodziło? To nie była w najmniejszym stopniu jej sprawa.

Arsienka zerknęła na trzeciego z mężczyzn. Chyba miał na imię Erys, chociaż nie była tego pewna. Barruańczyk miał nie mniej niż czterdzieści lat. Jego gęstą brodę i włosy przyprószyła już delikatna siwizna, jednak nadal wyglądał dobrze. Biła od niego inteligencja i siła, co w połączeniu z bystrymi, stalowymi oczami prezentowało się nad wyraz atrakcyjnie. W tej chwili oczy te patrzyły się na Liwię wyrażając spokój i nutkę współczucia. To drugie jej się nie spodobało – dziewczyna nienawidziła litości.

Erys odchrząknął i gestem wskazał Liwii drzwi. Ta burknęła coś niezrozumiałego nawet dla niej samej, ale poszła w wskazanym kierunku. Szarooki mężczyzna ruszył tuż za nią. Gdy tylko przekroczyli drzwi Białej Sali, te zamknęły się z głuchym trzaskiem, jak gdyby popchnęła je niewidzialna siła. Światełko, które towarzyszyło dziewczynie od kiedy wkroczyła do Barruan zawirowało wokół jej kostek, jakby cieszyło się na jej widok, po czym pofrunęło za nią i Erysem.

- A więc pochodzisz z Arsiene? – spróbował rozpocząć rozmowę mężczyzna, jednak o jakiejkolwiek wymianie zdań nie było mowy. Liwia postanowiła nie dawać porywaczom ani jednej darmowej informacji o sobie.

„Od tej chwili będę milczeć jak grób.” – przyrzekła sobie w myślach mijając kolejne drzwi, tym razem prowadzące na zewnętrzny dziedziniec. Chciała zatrzymać się, aby przyjrzeć się dokładniej malunkom zdobiącym ściany zamku, jednak Erys kroczył szybko nie dając jej na to szans.

- Wybacz mi ten pośpiech, ale mam wiele obowiązków. Nie planowałem dziś oprowadzać kolejnej… - Erys chrząknął, urywając zdanie w połowie. - To znaczy nie spodziewałem się twojego przybycia.

„No popatrz, a ja to planowałam ten wypad od miesięcy!” – zadrwiła w myślach Arsienka.

- Zaprowadzę cię do Elastry. To nasza najlepsza krawcowa. Cóż… w zasadzie to nasza jedyna krawcowa – sprostował. – Jest nietypową kobietą, ale… z pewnością ją polubisz. Zakład Elastry znajduje się niedaleko.

To powiedziawszy przyspieszył jeszcze bardziej. Liwia musiała co jakiś czas podbiegać aby dotrzymać mu kroku.

Idąc, rozglądała się po mieście. Barruan wydawało się całkiem ładne. Szli wąskimi uliczkami, które wydawały się wykute w skale. Z szczelin w dróżce tu i ówdzie wyrastały malutkie, promienie żółte kwiatuszki, które wyglądały ślicznie na tle ciemnego, zimnego kamienia. Domy w tej części miasta były spore. Wiele z nich zostało wykutych z ogromnych bloków skalnych tak precyzyjnie, że nie sposób było nie zachwycać się nad tymi konstrukcjami. Pozostałe zbudowane były z kamieni i drewna. Każda posiadłość posiadała mały ogródek, nad którym latały Światła oświetlające wszystko swoim nienaturalnie białym blaskiem.

Ulicami przechadzały się kobiety w różnym wieku. Liwia widziała staruszki i nastolatki, kobiety dojrzałe… ale nigdzie nie dostrzegała dzieci. „Pewnie są w szkole.” – pomyślała.

- No i jesteśmy -  Erys zatrzymał się nagle, przez co Arsienka o mały włos, a wpadłaby na niego.

Faktycznie, stali przed budynkiem, z którego witryn spozierały na Liwię manekiny  ubrane w bajeczne sukien we wszystkich kolorach tęczy. Erys ruszył ku drzwiom prowadzącym do zakładu, uchylił je i przytrzymał, czekając, aż Liwia wejdzie do środka.

Wewnątrz walały się niezliczone stosy materiałów w każdym możliwym kolorze i wzorze. Liwia nie wiedziała gdzie oczy podziać, zaczęła więc rozglądać się za właścicielką, jednak nigdzie nie mogła jej dostrzec.

- Kogo moje oczy widzą? – dobiegł ją okrzyk gdzieś z lewej. – Erys, ty stary pryku, kogo tym razem mi przyprowadziłeś? A może tym razem to ty potrzebujesz nowej kreacji? Na pewno coś dla ciebie wymyślę, niech no tylko zdejmę z ciebie miarę! – głos robił się coraz donośniejszy. W końcu zza sterty jedwabiu wyłoniła się kobieta, która musiała być krawcową Elastrą. Gdy w końcu ukazała się im w pełni, Liwia oniemiała.

Barruanka miała niezwykłe, niebieskie włosy upięte w niesforny kok, z którego uciekały pojedyncze pasma. Dodatkowo fryzurę krawcowej zdobiły liczne agrafki, duże i małe, różowe, złote i pomarańczowe, powpinane to tu to tam bez żadnego porządku. Suknia Elastry odsłaniała zdecydowanie więcej, niż powinna. Czerwony materiał w czarne groszki opinał ciało kobiety, a rozkloszowana spódnica, która co prawda z tyłu sięgała ziemi, z przodu odsłaniała niemalże całe nogi. Barwną kreacje dopełniały dwa różne buty – jeden czarny z czerwonym noskiem, drugi na odwrót, czerwony z noskiem czarnym.

- Witaj El – Erys ukłonił się delikatnie, uśmiechając się przy tym do kobiety, która starała się podejść bliżej, o skutecznie uniemożliwiały jej zwoje materiału zaściełające podłogę. – Niestety, dziś niczego ze mnie nie zdejmiesz. Virion przysyła mnie z prośbą o przyodzianie tej oto damy. – tu wskazał skinieniem głowy Arsienkę, która z całych sił starała nie gapić się na krawcową. – El, poznaj Liwię Oharrę. Liwio, oto najlepsza krawcowa w Barruan – Elastra Neurrira.

- Jakaś ty śliczna! – Elastra nie tracąc czasu na formalności wyściskała Liwię i bez słowa wstępu zaczęła ją obracać we wszystkie strony. – Już wiem, co z tobą zrobię!

- Tak, mi też miło panią poznać… - mruknęła onieśmielona Liwia.

- Ależ jaka tam znowu pani! Mów mi El, kochana. – Barruanka puściła oko do dziewczyny i pociągnęła ją w głąb zakładu. A teraz chodź, muszę zdjąć z ciebie miarę. A ty idź się przewietrzyć – powiedziała do Erysa, jakby nagle przypomniała sobie o jego istnieniu -  i wróć tu za godzinkę, zrozumiano? Nie potrzebuję pozbawionych gustu mężczyzn plątających się po moim królestwie.

Erysowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Liwia zaczęła zazdrościć namiestnikowi Viriona. Miała dziwne przeczucie, że najbliższe sześćdziesiąt minut będą niesamowitą męczarnią.

***

Przeczucie jej nie myliło. Ostatnia godzina upłynęła jej na mierzeniu, dopasowywaniu i przymierzaniu niezliczonych krojów sukien dziennych, wieczorowych i odświętnych. Elastra sprezentowała jej komplet wstążek do włosów, rękawiczek, trzewiczków i nie wiadomo czego jeszcze. Gdy Liwia próbowała wytłumaczyć szalonej krawcowej, że nie ma pieniędzy, aby za to wszystko zapłacić, ta tylko machnęła ręką.

- Wszystko idzie na koszt Viriona. Król uważa, że przynajmniej w ten sposób może wynagrodzić wam to, co jest zmuszony wam zrobić. – wyjaśniła.

Niestety, Liwii nie udało się dowiedzieć niczego więcej o tym co czeka ją w Barruan. Najwidoczniej Elastra również miała obowiązek milczeć. Cóż, Arsience pozostała nadzieja, że jutro pozna odpowiedzi na wszystkie dręczące ją pytania.

Punktualnie po upływie godziny w rogu staną Erys.

- I jak, wszystko gotowe? – spytał Elastry, która potwierdziła skinieniem głowy i mruknięciem, ponieważ usta miała zajęte szpilkami, którymi dopinała ostatnie detale sukni Liwii. Gdy skończyła, odsunęła Liwię na długość swoich ramion, zlustrowała ją od stóp, aż po czubek głowy i z aprobatą skinęła głową.

- Gotowe, a jakże! – odpowiedziała dumnie. – Pierwszą suknie przyślę do ciebie przed nocą, a po pozostałe przyjdź do mnie za dwa dni, dobrze kochana? – spytała, notując coś pośpiesznie w błyszczącym notatniku, który po chwili zniknął pośród fałd czerwonej spódnicy Elastry.

- Oczywiście, dziękuję raz jeszcze. – odparła Liwia zwięźle, chcąc jak najszybciej wydostać się z zakładu krawieckiego. Erys miał rację, Elastra była bardzo oryginalną osóbką. Niestety na dziś Liwia wyczerpała już chyba pokłady cierpliwości przeznaczone na oryginalne osoby. Najchętniej położyłaby się teraz na łące obok Kwiriona i opowiedziała mu o tym, jaki miała szalony sen…

Na tę myśl Arsienka niemalże się rozpłakała. Nie była w stanie wyobrazić sobie tygodnia bez rozmów z narzeczonym, a tymczasem wszystko wskazywało na to, że czeka ją takich wiele, nim uda jej się uciec z tego miejsca. Bo na pewno jej się uda, nie widziała innej opcji. Musiała tylko znaleźć sposób i poczekać na odpowiedni moment, a wtedy żadne Tunele jej nie zatrzymają.

„Nim nadejdzie lato, wrócę do domu. Przecież nie mogę spóźnić się na własny ślub!” – pomyślała, opuszczając zakład krawiecki Elastry.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

I co o tym sądzicie? Jeśli macie jakieś porady, pomysły czy sugestie co do tego, jak mogę ulepszyć tę opowieść - piszcie koniecznie! Jesteście ciekawi dalszych losów Liwii? Dajcie znać, a postaram się pisać dalej regularnie, i zdecydowanie częściej 😁.

Trzymajcie się ciepło! 😘

 Q.

5 komentarzy:

  1. Niech Elastra uszyje jej piękną suknie ślubną i ta z nią ucieknie. ;D Ciekawi mnie, co też za plan dla kobiet ma Virion! Może jakiś harem? :D
    Ja od dłuższego czasu próbuję wrócić do pisania, ale praca licencjacka wyssała ze mnie wszystkie soki i nadal nie mogę się zebrać, żeby coś napisać, chociaż fabuła czeka cała rozpisana. ;/ Ale może ogarnę się nim będe musiała zaczynać pisać magisterkę. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę koniecznie przeczytać poprzednie rozdziały!! Nie wiem jakim cudem mogłam je przeoczyć... :o Mnie akurat ostatnio wena do pisania opuściła, ale czuje że bardzo chcę do tego wrócić. Po przeczytaniu Tego rozdziału nie dość, że muszę nadgonić poprzednie, to jeszcze zmobilizowałaś mnie do wrócenia co swojej twórczości! A jeszcze trzeba nadronić z czytaniem... A czasu brak. Foch po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze jestem pełna podziwu i zauroczona, i jak zawsze czuje niedosyt! Zdecydowanie rozdziały powinny być dłuższe albo wiesz co?? Damy Ci tak gdzieś z pół roku, a Ty nam napisz genialną książkę i wydaj ją, a wtedy będę chyba w siódmym niebie!
    Rozdział był świetny-cud, miód i orzeszki! ♥ I kiedy ja się tu wczułam w całą sytuację i atmosferę, to Ty mi tu przerywasz! Świetnie!
    No i gdzie jest Zielonooki, ja się pytam?! Czekałam na niego i czekałam, a jego nie ma! Liczę, że za niedługo się pojawi.
    A tak już na koniec, nie robiąc sobie żartów, powiem Ci, że naprawdę musisz to wydać!! Dopisz sobie dłuższe opisy czy dialogi czy co tam ci nie pasuje, ale wydawaj to, bo jest po prostu nieziemskie! Przy tym krótkim fragmencie wyobraźnia działała mi jak szalona, więc boję się pomyśleć, co by było gdybym czytała grube tomiszcze tej historii. Jestem zakochana! *.* Czekam na więcej i weny życzę :*

    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
  4. O widzę, że twoje opowiadanie wróciło :D Nadal czekam, aż napiszesz troszkę więcej, a wtedy na pewno zabiorę się za czytanie :P A już najlepiej by było jak byś książkę wydała, to wtedy już w ogóle bym czytałam :)
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam gdy się z nami witasz :) Dziś jestem Zgredkiem, ale często też bywam owocem! :)
    I jest opowiadanie! Wow! Gratuluję, że jesteś na tyle odważna, by je publikować :) Ja często mam obawy, no ale kto nie ryzykuje to nic nie ma :) Swietnie! :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu!
Jeśli już tu trafiłeś, to zostaw po sobie ślad ;)
Proszę, najpierw przeczytaj, później skomentuj. Zależy mi na twojej SZCZEREJ opinii. ;)
Zaglądam do każdego, kto pozostawi po sobie trop w postaci komentarza, lub obserwacji ;)